Mapy potrzeb zdrowotnych - czy mogą prowadzić na manowce?

Mapy potrzeb zdrowotnych to dobry pomysł. Jeśli chce się planować rozwój sektora usług zdrowotnych, warto wiedzieć, jakie świadczenia gdzie są potrzebne i w co inwestować. Jednakże tworzenie map w oparciu o narzędzia informatyczne wydaje się zbyt ryzykowne. Czy taniej i szybciej można osiągnąć zakładane cele wykorzystując doświadczenie i potencjał intelektualny ekspertów, np. konsultantów krajowych i wojewódzkich?
Mapy potrzeb zdrowotnych - czy mogą prowadzić na manowce?

Unijny projekt doskonale wpisuje się w koncepcję map potrzeb zdrowotnych. - Regionalne mapy będą sporządzali wojewodowie. Mają zawierać dane dotyczące aspektów demograficznych, epidemiologicznych oraz informacje o infrastrukturze zdrowotnej - informuje nas Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy ministra zdrowia.

Można zakrzyknąć: tylko brać pieniądze i robić mapy! Tym bardziej, że komisarz UE ds. polityki regionalnej Johannes Hahn gorąco zachęca: - Włączenie sektora opieki zdrowotnej do e-administracji znacząco wpłynie na rozwój społeczeństwa informacyjnego w Polsce oraz poprawi konkurencyjność tego

Radość zmącona obawami

Ale jest i druga, mniej optymistyczna strona medalu. To słabość struktur państwa w realizacji zadań z zakresu budowania e-administracji. Z raportu CBA z 2013 r. pt. ”Przewidywane zagrożenia korupcyjne w Polsce” wynika, że informatyzacja administracji publicznej jest drugim, po infrastrukturze, obszarem najbardziej zagrożonym tą patologią. Bez wyraźniej poprawy funkcjonowania administracji nie ma sensu dawanie jej pieniędzy - zostaną roztrwonione.

Nie chodzi już o to, że światowe koncerny (jak HP) mają naszych urzędników państwowych (także rosyjskich i meksykańskich) za kacyków, których trzeba obłaskawić paciorkami (lokalny oddział HP w Polsce dał łapówki o łącznej wartości ponad 600 tys. dolarów w zamian za pomoc w pozyskiwaniu kontraktów). Problem w tym, że zamawiane przez niech systemy informatyczne nie współdziałają ze sobą, co ogranicza ich wartość jako narzędzia analiz i porównań, niezbędnego w tworzeniu map potrzeb zdrowotnych.

 W obszarze ochrony zdrowia negatywnych przykładów jest wiele. Roi się od nich w informacji NIK z lutego 2014 r. o wynikach kontroli nt. kontraktowania świadczeń opieki zdrowotnej przez NFZ. Czytamy, że ”system komputerowy do obsługi postępowania konkursowego nie jest kompatybilny z rejestrami lekarzy i pielęgniarek (prowadzonymi przez izby tych zawodów medycznych), co utrudnia szybką i sprawną weryfikację podawanego przez oferenta prawa wykonywania zawodu, jako warunku do udzielania świadczeń opieki zdrowotnej”.

Zwróćmy uwagę, że brak kompatybilności dotyczy systemów, które mają usprawnić pracę samych urzędników NFZ; nie mówimy o użytkownikach zewnętrznych.

Czytajmy dalej: ”Liczne aktualizacje, błędy w oprogramowaniu, zawieszanie się systemu w związku z użytkowaniem jednocześnie przez wielu oferentów oraz powolne działanie systemu były głównymi problemami utrudniającymi bieżące procedowanie”.

I jeszcze jeden kwiatek z informatycznej łączki: ”System informatyczny, który w założeniu miał wspomagać proces kontraktowania, nie przewidywał w ogóle badania zgodności udzielonych odpowiedzi z ankiety (formularza ofertowego) z danymi zamieszczonymi w części opisowej oferty lub w innych bazach NFZ. Tę ważną część weryfikacji członkowie komisji konkursowych musieli wykonywać ręcznie”.

Więcej: rynekzdrowia.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE