Niebezpieczne długi szpitali samorządowych

• W szpitalach samorządowych funkcjonuje przeświadczenie, że zaciągnięte długi zostaną ostatecznie spłacone przez organ prowadzący – uważa Andrzej Sośnierz.
• Same podwyżki dla pielęgniarek oraz skutki podniesienia stopy wolnej od podatku do 8 tys. zł spowodują, iż w budżecie NFZ zabraknie ok. 2 mld zł. W sytuacji zwiększonego niedoboru środków szpitale samorządowe będą w najtrudniejszej pozycji.
 Niebezpieczne długi szpitali samorządowych
Brak systemowej regulacji podaży usług medycznych doprowadził do zbyt dużej ilości łóżek szpitalnych (fot.fotolia)

Najwyższa Izba Kontroli zorganizowała debatę poświęconą sytuacji szpitali samorządowych w Polsce. Kontrolerzy razem z ekspertami poszukiwali odpowiedzi na pytanie: Dlaczego szpitale mimo trwających latami reform wciąż potrzebują pomocy finansowej? Mowa o zobowiązaniach liczonych w miliardach złotych.

Punktem wyjścia do dyskusji stały się wstępne wyniki przeprowadzonej przez Izbę kontroli restrukturyzacji wybranych samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej korzystających z pomocy ze środków publicznych.

Czy szpitale mogą funkcjonować bez długów?

Andrzej Sośnierz, prezes NFZ w latach 2006-2007, zwrócił uwagę, że część szpitali zawsze będzie zadłużona.

- Przyczyny tego stanu są zróżnicowane i dlatego nie ma prostych i łatwych rozwiązań. Dodatkowo w szpitalach samorządowych funkcjonuje przeświadczenie, że zaciągnięte długi zostaną ostatecznie spłacone przez organ prowadzący. A lokalny szpital pełni nie tylko rolę medyczną, ale również ekonomiczno-społeczną. To często największy pracodawca w okolicy, co nakłada na osoby nim zarządzające dodatkowe zobowiązania – mówił Sośnierz.

Jego zdaniem w tej niejasnej sytuacji najlepiej radzą sobie menedżerowie wykazujący się nie tyle kompetencjami, ile sprytem.

Sośnierz wskazał wręcz na mechanizmy prowadzące do celowego zadłużania szpitala, by możliwe było zarabianie na zarządzaniu długiem. Pytanie o powszechność tego procederu pozostaje otwarte.

Zdaniem Agnieszki Pachciarz, szefowej NFZ w latach 2012-2013 minęły już czasy, gdy szpitale były przeświadczone o dopuszczalności zadłużania się.

- Brak systemowej regulacji podaży usług medycznych doprowadził do zbyt dużej ilości łóżek szpitalnych, a co za tym idzie zjawiska tzw. „nadhospitalizacji”. Z drugiej strony szpitale ratują niedomagania innych podmiotów leczniczych, dlatego leczy się w nich pacjentów, którym mógłby pomoc specjalista w poradni. W tej sytuacji potrzeba profesjonalnego i efektywnego zarządzania, tymczasem wymagania ustawowe stawiane kandydatom na dyrektorów szpitali są zbyt niskie – oceniała.

Marek Wójcik, ekspert Związku Powiatów Polskich i były Podsekretarz Stanu w MAiC, bronił dyrektorów szpitali, podkreślając, że nie można z nich robić jedynych sprawców zadłużenia.
- Wymagania zarządcze można oczywiście podnieść i jest na to prosty sposób. Wystarczy postawić kandydatom na dyrektorów wymóg ukończenia studiów związanych z zarządzaniem w służbie zdrowia - dodał.

Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, Zastępca Przewodniczącego Rady NFZ, wróciła do myśli, że dług jest naturalną cechą sektora ochrony zdrowia. Zawsze będziemy w nim mieli nadwyżkę popytu nad podażą. Nawet najbogatsze kraje borykają się z tym problemem. Gałązka-Sobotka zgodziła się też z Sośnierzem, przyznając, że w systemie ochrony zdrowia funkcjonuje myślenie o finansowej odpowiedzialności podmiotu właścicielskiego, co sprzyja decyzji o zadłużaniu się.

Zdaniem Małgorzaty Gałązki-Sobotki zastępcy przewodniczącego Rady NFZ największym problemem w zarządzaniu szpitalami jest jednak brak wizji i strategii państwa dla całego systemu oraz brak mapowania potrzeb w skali kraju.
- Czy można w takiej sytuacji zarządzać skutecznie pojedynczym podmiotem? – pytała retorycznie.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.