Pacjenci są „podrzucani” do szpitala na lato

  • Dziennik Łódzki, DMX/Rynek Zdrowia
  • 18-07-2011
  • drukuj
W okresie letnim przybywa tzw. pacjentów hotelowych. W III Szpitalu Miejskim im. dr. Karola Jonschera w Łodzi zajęte są wszystkie miejsca na internie i neurologii.
Pacjenci są „podrzucani” do szpitala na lato
Łącznie ponad 140 łóżek. Starszych, często niedołężnych ludzi, przywożą tu rodziny, które pozbywają się ich na czas urlopu – alarmuje Dziennik Łódzki.

Jak tłumaczy dr Bożena Woźniak, dyrektor III Miejskiego Szpitala im. dr Karola Jonschera w Łodzi rodziny osób, wymagających opieki, umieszczają je w szpitalach na czas urlopu pod pretekstem pogorszenia się stanu zdrowia. Często wzywają w tym celu pogotowie.

Szpitale mają dość takich praktyk. Tracą na przedłużającej się hospitalizacji i nie mają gdzie przyjmować naprawdę potrzebujących pacjentów. Jeśli sytuacja się nie zmieni, dyrektorzy mówią, że zaczną wystawiać faktury.

Wolnych miejsc na internie poza szpitalem im. Jonschera nie ma także w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym im. Norberta Barlickiego i w Szpitalu im. Mikołaja Kopernika w Łodzi.

Problem z dużą liczbą pacjentów w wakacje nie jest niestety specyfiką Łodzi. Jak pisaliśmy w portalu rynekzdrowia.pl, to tendencja ogólnopolska.

Co więcej, jak tłumaczyła nam Ewa Sowa, pracownik socjalny zatrudniony w Mazowieckim Szpitalu Wojewódzkim w Warszawie (dawniej Szpital Bródnowski), zjawisko to widoczne jest nie tylko w wakacje. – Do okresów, kiedy rodziny „zapominają” o najbliższych trzeba jeszcze zaliczyć ferie zimowe i okolice sylwestra – mówi.

Wskazuje to na fakt, że nie są to incydenty związane z jakimś splotem okoliczności, uniemożliwiających rodzinie terminowe odebranie chorego. To zaplanowane działania bliskich w ramach przygotowań do urlopu.

Jak „załatwić” hospitalizację osobie, której domownicy chcą się chwilowo pozbyć? Są dziesiątki sposobów na zapewnienie szpitalnego wiktu schorowanemu członkowi rodziny. Wystarczy np., że po ostatnim powrocie ze szpitala nie poda się choremu na cukrzycę insuliny. Karetka pogotowia musi zabrać osobę z zagrożeniem życia. I leczenie zaczyna się od nowa.

O przykładzie z życia wziętym mówi Ewa Sowa: – Córka wzywa karetkę, bo mamusia zasłabła i konieczna jest pomoc. Ponieważ wezwanie dotyczy osoby starszej i obciążonej chorobami, trafia ona na SOR, a potem na oddział wewnętrzny.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE