Pikieta lekarzy przed urzędem

Około 20 osób - członków i zwolenników Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy - pikietowało w środę Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach. Protestowali przeciw nadmiernym, ich zdaniem, oszczędnościom w ochronie zdrowia i zwolnieniom lekarzy.
Pikieta lekarzy przed urzędem
Jak mówił szef śląskich struktur OZZL dr Maciej Niwiński, tą pikietą lekarze regionu rozpoczęli serię protestów oraz przygotowania do strajku generalnego - w ramach ogłoszonego pogotowia strajkowego.

Na popołudniowy protest lekarze założyli jednorazowe zielone fartuchy. Mieli ze sobą tablice z napisami opatrzonymi trupimi czaszkami. Na tablicach napisali m.in. "Drogie państwo - tanie zdrowie - martwy pacjent - Polska 2010-2011", "Mniej lekarzy - więcej zgonów", "Kapitalizm tak, wypaczenia nie" i "1 lekarz na 100 pacjentów".

Powodem protestu są działania części zarządu woj. śląskiego oraz niektórych samorządów powiatowych, które związek odczytuje jako poparcie dla "naruszania konstytucyjnego prawa pacjenta do równego dostępu do świadczeń medycznych finansowanych ze środków publicznych" oraz "dyskryminacji grupy zawodowej lekarzy oraz bezprawnego utrudniania prowadzenia legalnej działalności związkowej przez OZZL".

Według Związku, naruszanie praw pacjenta polega m.in. na zamykaniu oddziałów szpitalnych, nadmiernym ograniczaniu zatrudnienia personelu medycznego oraz zatrudnianiu lekarzy na umowy cywilnoprawne - w celu ominięcia przepisów dotyczących czasu pracy i odpoczynku lekarza.

Niwiński mówił również o dyskryminacji lekarzy oraz utrudnianiu legalnej działalności związkowej. Według niego dochodzi do bezprawnych zwolnień z pracy oraz dyskryminacji w niej działaczy związkowych i lekarzy czynnie wspierających OZZL. W woj. śląskim, według niego, miało mieć miejsce kilka takich przypadków.

W demonstracji uczestniczył m.in. zwolniony z pracy 19 września szef OZZL w mysłowickim szpitalu nr 2 dr Wiesław Jurkowski. Dyscyplinarne zwolnienie dostał pocztą do domu podczas urlopu. "Za co zostałem wyrzucony, do końca nie wiem, bo pomimo powrotu z wakacji i tygodniowych próśb o rozmowę pani dyrektor ze mną tej rozmowy nie przeprowadziła" - powiedział Jurkowski.

"Odwołałem się oczywiście do sądu pracy. Sama treść tego pisma zaczyna się od słów: +wypowiadam umowę o pracę przewodniczącemu terenowej organizacji+, a dopiero później +lekarzowi+, który pełni taką a taką funkcję, co chyba mówi samo za siebie" - ocenił lekarz.

Jak zaznaczył, przez dwa miesiące współpracował z kierownictwem szpitala, zmieniając szpital wobec koniecznych reform. "Nie jesteśmy przecież ortodoksyjni, rozumiemy pewne procesy" - zastrzegł. Podkreślił jednak, że w pewnym momencie został zmuszony do mówienia "nie", bo niektóre pomysły dyrekcji placówki "zaczęły zagrażać bezpieczeństwu pacjenta i bezpieczeństwu wykonywania pracy przez lekarzy".

"To np. ograniczenie liczby lekarzy na ostrym dyżurze interny do jednego, powierzenie opieki nad pacjentem laryngologicznym lekarzom internistom, a w ostrym stanie lekarzom chirurgom - co jest niedopuszczalne, bo to zupełnie inne specjalizacje. I tego typu podobne oszczędnościowe programy" - wyjaśnił Jurkowski.

Swoje postulaty śląska organizacja OZZL przedstawiła m.in. podczas poniedziałkowego spotkania z wojewodą śląskim. Obie strony poinformowały, że zostanie powołany zespół roboczy, który będzie kontynuował rozmowy z wojewodą oraz zajmie się diagnozą sytuacji w śląskich szpitalach. Lekarscy związkowcy będą też uczestniczyli w pracach Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego.

Zarząd Krajowy OZZL zapewnił w ostatnich dniach, że będzie wspierał organizacje terenowe związku i poszczególnych działaczy związkowych. Jak powiedział w środę Niwiński, w ub. tygodniu FEMS, czyli Europejska Federacja Związków Zawodowych Lekarzy Etatowych, "zdecydowanie potępiła praktyki" stosowane wobec lekarzy zrzeszonych w OZZL, "które występują szczególnie w woj. śląskim". Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE