Podzwonne dla szpitalnych spółek pracowniczych

  • Rynek Zdrowia (Ryszard Rotaub)
  • 13-12-2011
  • drukuj
Spółka pracownicza pasuje do szpitala jak pięść do oka - pracownicy nie są w stanie zgromadzić takich środków, żeby zapewnić placówce normalne funkcjonowanie i rozwój. Mimo to samorządy będące organami założycielskimi,namawiają pracowników, żeby przejmowali lecznice.
Podzwonne dla szpitalnych spółek pracowniczych

Zarząd województwa śląskiego wyznaczył Joannie Niestrój-Ostrowskiej, dyrektor Szpitala Chorób Płuc w Pilchowicach, podstawowe zadanie: do 2013 roku ma zrealizować program naprawczy i zbilansować finanse, by potem placówkę można było przekształcić w spółkę pracowniczą i przekazać załodze.

Pogorszenie nastrojów

- Jeszcze kilka miesięcy temu nastroje wśród załogi były optymistyczne, wskazywały na to wyniki referendum. Jednak realizacja programu naprawczego związanego z redukcją zatrudnienia ostudziła emocje. Atmosfera jest zła i nie wiem, czy osoby deklarujące wykupienie udziałów nie rozmyślą się - opowiada nam Niestrój-Ostrowska.

W ubiegłorocznym referendum wzięło udział ponad 70 pracowników - 22 zadeklarowało zamiar przystąpienia do spółki i wykupienie udziałów. Wysokość jednego ustalono na 1000 zł. Wśród chętnych po jednej trzeciej stanowili lekarze, pielęgniarki i pozostały personel.

- Sytuacja zewnętrzna nie jest teraz dobra. Śląski OW NFZ dostał mniej pieniędzy, a z uwagi na naszą specyficzną ofertę, nie będzie raczej zainteresowania komercyjnymi usługami. Jedynie porady i zabiegi rehabilitacyjne będą być może w sferze zainteresowań prywatnych pacjentów. Zresztą to nie ta skala finansowa… Jesteśmy placówką leczącą choroby płuc i nikt nie zapłaci za leczenie z własnej kieszeni - dzieli się wątpliwościami dyrektor szpitala.

- Gdyby się znalazł strategiczny udziałowiec, to spółce stworzonej przez pracowników byłoby łatwiej. Ale bardzo trudno o inwestora dla takiego szpitala, jak nasz - przyznaje ze smutkiem Joanna Niestrój-Ostrowska.

Zarząd województwa nie chce nim być. Dla samorządu liczą się placówki o strategicznym znaczeniu. Natomiast szpital w Pilchowicach nie jest duży, ma 110 łóżek. Jego kontrakt z NFZ w 2011 roku to blisko 6 mln zł.

Prowadzi oddziały rehabilitacji oddechowej, przewlekłych chorób płuc i gruźlicy, chorób płuc i chemioterapii nowotworów. Przy szpitalu funkcjonuje laboratorium, pracownia bronchoskopii, EKG, RTG, USG i spirometrii. Placówka oferuje również świadczenia rehabilitacyjne.

Powiedziały jaskółki, że niedobre są spółki

Szpital w Knurowie (województwo śląskie) od 2010 roku jest spółką z o.o. z 21-procentowym udziałem starostwa. Resztę udziałów kupili pracownicy. Załoga nie została więc pozostawiona sama sobie. Ale czy w razie kłopotów może liczyć na samorządowego akcjonariusza?

Starosta gliwicki Michał Nieszporek żałuje decyzji o prywatyzacji: - Chcieliśmy zmienić w spółkę jeszcze jeden nasz szpital, ale widząc, co się dzieje, zrezygnowaliśmy - wyznaje w Gazecie Wyborczej.

A szpital ma właśnie kłopoty; mocno zainwestował, by przyciągnąć nowych pacjentów, ale to nie pomogło. Ma 1,5 mln zł straty i musi ciąć płace.

- Spółkę w Knurowie tworzyliśmy od zera w ten sposób, że powołaliśmy nową jednostkę z udziałem pracowników, która przejęła świadczenia szpitala. Na 300 pracowników udziałowcami zostało 50 osób. Do tych udziałowców przyłączył się powiat gliwicki - wspomina prezes zarządu i dyrektor szpitala Michał Ekkert.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.