Programy profilaktyczne: Jest problem. Co zrobić by były one skuteczne?

• Profilaktyka i edukacja zdrowotna należą do zadań własnych samorządów.
• Praktyka pokazuje, że ich realizacja pozostawia wiele do życzenia.
• Najważniejszymi problemami jest m.in. powielanie zakresu samorządowych programów z centralnymi, podwójne finansowanie tych działań, brak jednolitych zasad ich oceny oraz systemu edukacji zdrowotnej.
• Nie jest to jednak wina samorządów, które nie dysponują wystarczającymi środkami na ten cel - mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.
• Potrzebne jest systemowe podejścia do profilaktyki w Polsce
Programy profilaktyczne: Jest problem. Co zrobić by były one skuteczne?
Wprawdzie profilaktyka i edukacja zdrowotna należą do zadań własnych samorządów, ale praktyka pokazuje, że ich realizacja pozostawia wiele do życzenia (fot.pixabay.com)

Powielanie zakresu samorządowych programów z centralnymi, podwójne finansowanie tych działań, brak jednolitych zasad ich oceny oraz systemu edukacji zdrowotnej. To ważniejsze z problemów wskazywanych przez ekspertów podczas konferencji "Zdrowie publiczne - edukacja i profilaktyka, czyli zapobieganie chorobom ma przyszłość".

Wprawdzie profilaktyka i edukacja zdrowotna należą do zadań własnych samorządów, ale praktyka pokazuje, że ich realizacja pozostawia wiele do życzenia, co m.in. ujawnił raport Najwyższej Izby Kontroli z 2015 r.

- Nie jest to jednak wina samorządów, które nie dysponują wystarczającymi środkami na ten cel. Zresztą z profilaktyką generalnie nie radzimy sobie w kraju, nie tylko na poziomie samorządów, które zostały obciążone tym zadaniem, ale nie otrzymały odpowiednich narzędzi - przyznała podczas podczas konferencji (Warszawa, 7 lutego br.) dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Raport nie pozostawił złudzeń

- Z tymi zadaniami nie radzi sobie też tym publiczny płatnik. Jedyną pozycją w planie finansowym NFZ, nie wykonywaną od lat - nawet na poziomie 20 proc. - są właśnie programy profilaktyczne - dodała dr Gałązka-Sobotka, która od lat jest członkiem Rady NFZ opiniującej sprawozdania z realizacji planu finansowego Funduszu.

Czytaj też: Samorządy walczą z rakiem

Podkreśla, że potrzebne jest systemowe podejścia do profilaktyki w Polsce. Wymaga precyzyjnego określenia mechanizmów podziału środków na realizację programów zdrowotnych, ich monitorowania, a także oceny efektów tych przedsięwzięć na poziomie centralnym, wojewódzkim i lokalnym.

Ekspertka przypomniała, że zgodnie z ustaleniami NIK, wiele programów prowadzonych przez gminy jest bardziej wypadkową „pomysłu na program” niż wynikiem rzeczywistych potrzeb zdrowotnych. - Dobrze więc, że mapy potrzeb zdrowotnych zdefiniowały pewne wyzwania epidemiologiczne, ale w ślad za nimi powinna pójść strategia i plan działania - zaznacza.

Ze raportu NIK wnika, że nadal niewiele samorządów decyduje się na finansowanie programów zdrowotnych. W 2015 r. nakłady na profilaktykę wyniosły tylko 0,04 proc. ogółu samorządowych wydatków. W tym samym roku realizowano tylko 178 programów o łącznej wartości 38 mln zł.

W przeliczeniu na jednego mieszkańca, najwięcej środków na programy polityki zdrowotnej przeznaczano latach 2010-2015 w woj. mazowieckim (4,3 zł), najmniej - w woj. warmińsko-mazurskim (tylko 0,3 zł na mieszkańca).

W konsekwencji zdarza się, że w niektórych regionach dochodzi do dublowania programów i powielania tych samych działań profilaktycznych, co jest oczywistym marnotrawieniem publicznych pieniędzy.

- W jednych regionach nie ma więc żadnych działań profilaktycznych, a gdzie indziej mamy do czynienia z nakładaniem się tych samych programów prowadzonych przez różnych realizatorów - dodaje dr Gałązka-Sobotka.

Z taką diagnozą zgadza się prof. Grzegorz Panek, mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie ginekologii onkologicznej.

- Nie uczestniczę już w akcjach profilaktycznych typu "biała sobota". Okazuje się bowiem, że w tych akcjach często biorą udział kobiety najbardziej aktywne, robiąc na przykład już piątą cytologię w roku. Co więcej, przyjeżdżały na mammografię ze szkodą dla swojego zdrowia, bo nie ujawniały, że siedem miesięcy wcześniej też poddały się temu badaniu - mówi prof. Panek.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

No na szczęście nie można kobiet zmusić do obowiązkowych badań cytologicznych, bo kobiety to nie są krowy, tylko ludzie tak jak i mężczyźni. Jeżeli już to i panowie powinni mieć obowiązkowe badania palpacyjne w kierunku raka prostaty. Inaczej byłaby to dyskryminacja w miejscu pracy ze względu na płe...ć. Chyba nie chcecie znowu protestów kobiet? rozwiń

korina, 2017-02-23 20:31:15 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE