Protesty i blokady, czyli słabości nowego systemu opieki zdrowotnej

  • Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia
  • 16-03-2011
  • drukuj
Nowy system opieki nocnej i świątecznej jest niedostosowany do potrzeb pacjentów spoza wielkich miast. Tak twierdzi Związek Powiatów Polskich i chce by przesłanką kontraktowania tego rodzaju usług nie była liczba mieszkańców, lecz powiat.
Protesty i blokady, czyli słabości nowego systemu opieki zdrowotnej

Szpitalne oddziały ratunkowe po wprowadzeniu 1 marca nowego systemu udzielania nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej mają zajmować się tylko ciężkimi przypadkami. Pozostali pacjenci nie będą przyjmowani, tylko kierowani do placówek pełniących nocne i świąteczne dyżury.

Odciąży to finanse szpitali. Pozostaje jednak nierozwiązany problem pacjentów z małych miejscowości i wiosek, którzy SOR-ów – choćby z powodu odległości – bez potrzeby nie szturmowali. Wprowadzenie dodatkowo kryterium 50 tys. mieszkańców umożliwiającego zakontraktowanie świadczeń nocnej i świątecznej pomocy medycznej stało się w słabo zaludnionych regionach kraju barierą nie do pokonania.

Związek Powiatów Polskich krytycznie ocenia organizację nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Przygotowuje stanowisko, w którym zaproponuje, by podstawową przesłanką kontraktowania tego rodzaju usług nie była liczba mieszkańców, lecz wspólnota terytorialna, jaką jest powiat.

23 marca ma się odbyć zgromadzenie ZPP. Wśród wielu kwestii będzie omawiana dostępność do nocnej i świątecznej pomocy lekarsko-pielęgniarskiej – informuje nas Marek Wójcik, zastępca sekretarza generalnego i dyrektor Biura Związek Powiatów Polskich.

Przekonuje, że limit 50 tys. osób przypadających na jeden dyżurny punkt opieki medycznej jest za wysoki. – Już lepiej stosować zasadę, że w jednym powiecie powinna być co najmniej jedna placówka obsługująca pacjentów w nocy i w dni świąteczne – proponuje Wójcik.

Argumentuje, że regiony kraju charakteryzuje różna gęstość zaludnienia, która jednak w pewnym stopniu przekłada się na wielkość powiatu. – Bywa tak, że powiaty są słabo zaludnione, co oznacza, że ludzie muszą pokonywać dziesiątki kilometrów, żeby dostać się do lekarza – zauważa Wójcik.

Sam pochodzi z powiatu nowosądeckiego, w którym mieszka 200 tys. osób, a więc można w nim utworzyć co najmniej cztery placówki czynne w nocy i w święta. Problemem jest tu z kolei górzysty teren, który musi pokonać chory – i to w sytuacji braku dróg oraz szwankującej komunikacji publicznej.

Sztywny system

Trudno o jedno kryterium uwzględniające wszystkie uwarunkowania: geograficzne, ludnościowe, administracyjne, komunikacyjne itp. Ale tak czy inaczej, w aglomeracjach z dobrze rozwiniętą infrastrukturą drogową całodobowa świąteczna i nocna ambulatoryjna opieka lekarsko-pielęgniarska nie powinna być problemem. Nie wszyscy mieszkają jednak w wielkich miastach.

Co zrobić, żeby nocami i w święta ludzie nie musieli wędrować kilkadziesiąt kilometrów do lekarza? Aby uelastycznić system nocnej i świątecznej pomocy lekarsko-pielęgniarskiej, po pierwsze zniesiono rejonizację. Dla tych, którzy muszą pokonać np. 20 km, nie jest akurat pociechą świadomość, że mogą odwrócić się na pięcie i pójść do lekarza na drugim końcu Polski.

Po drugie, NFZ zostawił świadczeniodawcom furtkę: pozwolił im tworzyć w odległych miejscowościach filie i w nich przyjmować pacjentów. Ale większych pieniędzy nie dostaną – koszty muszą pokryć z kontraktu. Czy to się sprawdzi w praktyce ?

Z Głogowa do Polkowic

Od 1 marca świadczenie pomocy nocnej oraz w dni wolne od pracy dla mieszkańców powiatu głogowskiego przejęło Polkowickie Centrum Usług Zdrowotnych ZOZ SA. Samorządowcy nie chcą pogodzić się z tym, że Zespół Opieki Zdrowotnej w Głogowie im. Jana Pawła II, dla którego organem założycielskim jest powiat głogowski, stracił kontrakt.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE