Szpital na zasilaniu awaryjnym

  • fakty.bai.pl (M. Wiśniewski)
  • 18-10-2011
  • drukuj
Powtarzające się od kilkunastu dni okresowe zaniki napięcia prądu spowodowały spustoszenie w sieci energetycznej bełchatowskiego szpitala. Wart miliony złotych sprzęt medyczny wciąż jest zagrożony, bo szpital funkcjonuje na doraźnym zasilaniu awaryjnym. Na wymianę głównego kabla zasilającego placówka musi poczekać do 25 października kiedy sejmik wojewódzki przyzna szpitalowi pieniądze, bo nie ma żadnych procedur działania w tak kryzysowych sytuacjach.
Szpital na zasilaniu awaryjnym

Od dwóch tygodni służby techniczne bełchatowskiego szpitala nie mogą spać spokojnie. Największa bełchatowska placówka zdrowia, w której każdego dnia przebywa kilkuset pacjentów walczy z awariami sieci energetycznej spowodowanymi zanikami napięcia i okresowymi, krótkotrwałymi wyłączeniami prądu przez zakład energetyczny. - Od kilkunastu dni zdarzają się zaniki napięcia, które powodują konsekwencje w sieci energetycznej szpitala i funkcjonowaniu urządzeń medycznych – mówi Mirosław Leszczyński, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego im. Jana Pawła II w Bełchatowie. - Dochodzi do automatycznego wyłączania urządzeń i istnieje duże niebezpieczeństwo uszkodzenia tego sprzętu. Dotyczy to aparatury ratującej życie, respiratorów, aparatów do znieczuleń, dializatorów w stacji dializ, rezonansu magnetycznego, czy aparatów USG – podkreśla.

Nie trzeba dodawać, że sprzęt medyczny kosztuje miliony. Od września w szpitalu działa wart milion euro nowiutki rezonans magnetyczny, który w wyniku niespodziewanych spadków napięcia uruchamiał się w trybie awaryjnym, a od tego już niedaleko do uszkodzenia sprzętu.

Awarie nie z winy szpitala
Problemy z siecią energetyczną w bełchatowskim szpitalu zaczęły się już w sierpniu, kiedy uszkodzeniu uległ podstawowy kabel zasilający średniego napięcia stacji dializ. Stacja działała na zasilaniu awaryjnym, ale 4 października doszło do kryzysowej sytuacji, kiedy w wyniku kolejnych skoków napięcia upalił się także kabel zasilania awaryjnego. Stacja dializ została bez prądu i to w momencie, w którym odbywały się dializy, istniało więc bezpośrednie ryzyko zagrożenia zdrowia, a nawet życia pacjentów. - Był dzień krytyczny, w którym zaledwie kilku godzin brakowało do podjęcia decyzji o ewakuacji pacjentów ze stacji dializ do innych szpitali na terenie województwa łódzkiego – mówi dyrektor Leszczyński.

Szpital dysponuje co prawda agregatami prądotwórczymi, ale nie są one w stanie zabezpieczyć całej placówki. Tymczasem kolejne skoki napięcia i uszkodzenia poszczególnych urządzeń skutkowały kolejnymi awariami. Oprócz stacji dializ w pewnym momencie prądu pozbawiony został także szpitalny oddział ratunkowy, pediatryczny i neurochirurgiczny. Część innych oddziałów zasilana była tylko połowicznie, czyli prąd był tylko po jednej stronie oddziału, a po drugiej nie. Problemy miała też specjalizująca się w kardiologii niezależna spółka Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca, działająca w jednym ze szpitalnych budynków.-  Komplikuje to w sposób znaczny pracę personelowi, jak i w przypadku stacji dializ może doprowadzić do stanu zagrożenia życia i zdrowia pacjentów – mówi Mirosław Leszczyński. - Na szczęście służby wewnętrzne szpitala poprzełączały sposób zasilania, doprowadzając do tego, że mieliśmy tylko jedno, jedyne zasilanie na wszystkie budynki szpitala. W przypadku, odpukać, kolejnej awarii szpital byłby w stanie przymusu. Trzeba by było zamknąć szpital i ewakuować pacjentów w całości.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.