Wrocławskie pogotowie ma eurokopter

Eurokopter, jeden z najnowszych śmigłowców w Europie, otrzymało w poniedziałek Lotnicze Pogotowie Ratunkowe we Wrocławiu. Maszyna zastąpiła wysłużonego rosyjskiego Mi-2, który trafił do Wrocławia po tragicznym wypadku śmigłowca LPR rok temu pod Wrocławiem.

Zdaniem dyrektora Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Roberta Gałązkowskiego, nowy śmigłowiec to nie tylko komfort dla lekarza czy pilota, ale przede wszystkim dla pacjenta, który może trafić do szpitala znacznie szybciej niż dotychczas. Ponadto, na jego pokładzie znajduje się najnowocześniejszy sprzęt medyczny.

Gałązkowski dodał, że nowy śmigłowiec spełnia wymogi wszystkich przepisów lotniczych i dzięki temu będzie mógł funkcjonować przez co najmniej następne 20 lat. Śmigłowiec może latać w nocy i wykonywać operacje wysokościowe, czyli ratownicy będą mogli udzielić pomocy nawet tam, gdzie nie ma możliwości lądowania, będą mogli podpinać pacjenta.

Nowy helikopter EC 135 - to lekki dwusilnikowy śmigłowiec, który w razie awarii jednego z silników może bezpiecznie kontynuować lot na drugim silniku. Małe rozmiary i mniejsza średnica łopat ułatwiają lądowanie w trudnym terenie.

W kabinie medycznej śmigłowca znalazł się sprzęt, który stawia go na równi ze specjalistycznymi karetkami. Lekarze mają do dyspozycji m.in. defibrylator, respirator oraz zestaw pomp infuzyjnych. Dzięki specjalnej konstrukcji po raz pierwszy w helikopterze tej wielkości udało się zainstalować nosze, pozwalające na transport stosunkowo wysokiego pacjenta.

Śmigłowiec wyposażony jest także w autopilota, urządzenie ostrzegające przed zbliżaniem się innych statków powietrznych, system łagodzący turbulencje oraz radar pogodowy, umożliwiający ominięcie obszarów niebezpiecznej pogody.

Wrocławska baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest piątą, która wyposażona została w nowy helikopter. Dodatkowo w stolicy Dolnego Śląska do końca 2012 r. zbudowana zostanie nowa baza lotnicza pogotowia. Inwestycja obejmie m.in. budowę hangaru wraz z zapleczem socjalno-operacyjnym i stacją paliw, a także płyty postojowe dla śmigłowców. Koszt całego przedsięwzięcia to ponad 5 mln zł.

Dostawy nowych śmigłowców do baz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego to wynik umowy zawartej w 2008 r. pomiędzy Ministrem Zdrowia a konsorcjum Eurocopter. Do tej pory dostarczonych zostało osiem maszyn, a pozostałe 15 trafi do służby do końca 2010 r. Po wprowadzeniu do wszystkich baz nowe maszyny obejmą swoim zasięgiem ponad 90 proc. obszaru Polski. Śmigłowce pełnią już służbę m.in. w Warszawie i Krakowie. Wartość jednego Eurocoptera to ok. 22 mln zł.

Jako pierwszy wrocławskim Eurokopterem poleciał 42-letni Andrzej Nabzdyk, lekarz LPR, który ponad rok temu jako jedyny przeżył katastrofę śmigłowca LPR pod Wrocławiem w Jarostowie. Śmigłowiec leciał wówczas do karambolu na A4 i ostatecznie nie doleciał. Lekarz trafił do szpitala w stanie krytycznym. W wypadku stracił lewą nogę. Obecnie Nabzdyk jest już po bardzo intensywnej rehabilitacji i wrócił do pracy. Nie lata, co prawda, śmigłowcami LPR, ale szkoli młodszych kolegów i pracuje na oddziale medycyny ratunkowej w szpitalu wojskowym we Wrocławiu.

W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że po tamtym wypadku nie ma traumy i nadal uwielbia latać, ale nie może wrócić do starej pracy, bowiem nie jest już tak sprawny jak wcześniej. - Już nie podbiegnę z 40-kilogramowym ładunkiem. Nie ma co się oszukiwać - mówił Nabzdyk

Wraz z Nabzdykiem w pierwszy lot eurokopterem wybrał się 26-letni Karol Cygański, syn pilota Janusza Cygańskiego, który nie przeżył katastrofy śmigłowca. Cygański przyznał, że od zawsze chciał iść w ślady ojca, a teraz czuje jeszcze większą determinację, aby spełnić swoje marzenie.

Nabzdyk po wyjściu z helikoptera ocenił, że nowa maszyna pracuje ciszej niż stary śmigłowiec, całkowicie inna jest też technika latania. - Dla osób tak wysokich jak ja (Nabzdyk ma ok. 190 cm wzrostu), jest może nieco mniej miejsca, ale to bardzo nowoczesna maszyna, która zwiększa realne możliwości ratowników - mówił lekarz.

Śmigłowiec LPR leciał 17 lutego 2009 r. z Wrocławia w okolice Budziszowa do rannych w karambolu na A4, gdzie zderzyło się ok. 20 aut. Maszyna rozbiła się w okolicach Jarostowa - kilkaset metrów od miejsca karambolu. W wypadku zginęli pilot Janusz Cygański oraz pielęgniarz Czesław Buśko. Przyczyną wypadku mogło być nagłe załamanie pogody, gęsta mgła i słaba widoczność - poniżej 10 metrów.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE