Wybory przyhamują zainteresowanie planem B

  • rynekzdrowia.pl/Metro/KR
  • 08-03-2010
  • drukuj
Plan B zostanie odłożony ad acta, bo nikt w samorządach nie chce na czas kampanii mieć przypiętej łatki prywaciarza - uważają w Związku Powiatów Polskich.
Wybory przyhamują zainteresowanie planem B

W ciągu prawie roku od startu programu tzw. planu B, na pomoc w oddłużeniu szpitali i przekształceniu ich w spółki zdecydowało się 17 samorządów.

Jak podaje dziennik Metro, mimo iż w 2010 r. na program zarezerwowano 350 mln zł, z danych NFZ wynika, że od stycznia wpłynęło 10 wniosków od samorządów. Większość szpitali zainteresowanych dziś pomocą przekształcono jednak, zanim powstał program rządu, i urzędnicy chcą jedynie odzyskać wyłożone na spłatę długów pieniądze.

Tak jest np. w Lwówku Śląskim. Tamtejsze Powiatowe Centrum Zdrowia sp. z o.o. wystartowało 1 stycznia 2009 r. Lwowiecki SP ZOZ zakończył działalność z 31 mln zł długów.

– Po ponad roku działalności widzimy, że efekty są bardzo dobre. Przekształcenie w spółkę pozwala zarządzać szpitalem w sposób czytelny i oszczędny. Szpital jest już przekształcony, więc do tzw. planu B przystępujemy bez presji, ale wierzymy, że uda się nam jak najlepiej wykorzystać jego możliwości – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Zbigniew Grześków, wicestarosta lwowiecki.

W jego opinii na wciąż niewielkie zainteresowanie tzw. planem B wpływ mają zmagania z formalnościami oraz strach przed komercjalizacją.

– Obawiam się, że w roku wyborczym liczba wniosków o przystąpienie do programu może się nawet zmniejszyć. To jest działanie bardzo pożądane ekonomicznie, ale trudne społecznie, bo wiąże np. się z redukcją zatrudnienia. Kto nie zabrał się za to na początku kandencji, nie będzie podejmował trudnych tematów przed wyborami – uważa Grześków.

Rudolf Borusiewicz, sekretarz Związku Powiatów Polskich, w rozmowie z Metrem pokreśla, że samorządy nie są przeciwne komercjalizacji, tylko ostrożne. Uważa, że wciąż dominuje pogląd, że komercjalizacja równa się prywatyzacji.

 – To bzdura, ale idą wybory i nikt nie chce na czas kampanii mieć przypiętej łatki prywaciarza – mówi Borusiewicz.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.