PARTNER PORTALU
  • BGK

Budżet partycypacyjny bywa prowizorką ze wszystkimi jej wadami

  • Michał Nowak    1 czerwca 2016 - 08:48
Budżet partycypacyjny bywa prowizorką ze wszystkimi jej wadami

Minister Wojciech Kaczmarczyk twierdzi, że zadania z budżetu obywatelskiego trzeba realizować niezależnie od ponoszonych kosztów politycznych (fot. ptwp)

• Budżety partycypacyjne stały się popularnym narzędziem politycznych kampanii wyborczych, ale nie zawsze służą aktywizacji społeczności lokalnych.
• Budżet obywatelski nie posiada odgórnie ustalonych regulacji, dlatego samorządy uprawiają samowolkę, wprowadzając własne zasady.
• Każdy projekt reprezentuje mniejszą lub większą grupę interesu, więc projekty indywidualnych mieszkańców mają małe szanse konkurowania z dużymi grupami lobbingu.




Do niedawna pojęcie budżetu obywatelskiego traktowano w Polsce jako egzotyczną nowinkę, ale obecnie trudno znaleźć gminę, która nie korzystałaby z tego narzędzia. Przy okazji można zauważyć, że każdy samorząd realizuje ideę budżetu obywatelskiego po swojemu, ponieważ nie ma odgórnie ustalonych regulacji w tym zakresie. W ten sposób niejednokrotne rodzą się problemy.

Potrzebny jest odgórny regulamin?

Z natury każdy, kto zgłasza projekt w ramach budżetu obywatelskiego, reprezentuje jakąś grupę interesu. Często od siły lobbingu tejże grupy zależy, czy projekt zostanie przegłosowany i wpisze się na listę inwestycji z budżetu miasta. Natomiast praktyka pokazuje, że największą siłę przebicia mają szkoły, które posiadają również własne budżety. Dlatego niektóre samorządy wycofały się z realizowania inwestycji związanych z oświatą. Problem rodzi pytanie, czy nie należałoby ustalić na poziomie władzy centralnej wspólnych zasad, które ujednolicą wszystkie budżety obywatelskie.

Joanna Erbel, ekspert ds. budżetu partycypacyjnego przy prezydencie Warszawy, nie neguje faktu, że trudno wygrać z projektami szkolnymi. – Wiadomo, że na głos każdego ucznia przypada jego rodzeństwo, rodzice, wujkowie, dziadkowie i tak dalej. W taki sposób głos jest multiplikowany – potwierdza Erbel, choć dodaje, że stolica nie ma zamiaru wykreślać szkół z budżetów obywatelskich. – Budżet partycypacyjny to forma konsultacji społecznych, która jest wiążąca. A ponieważ w konsultacjach mogą wziąć udział wszyscy mieszkańcy, to nie możemy tego ograniczyć – podkreśla.

Warszawa obrała drogę podobną do wielu innych samorządów. Projekty, które wiążą się z oświatą, muszą być otwarte dla wszystkich mieszkańców. Ale jak zauważa Mirosław Soborak, wiceprezydent Częstochowy, sprawa nie jest tak prosta, jak się wydaje.

– Jeśli już realizujemy jakiś projekt dedykowany wąskiej społeczności, to on musi być otwarty. Ale mam wątpliwości, czy wyposażenie pracowni językowej w szkole spełnia tego typu kryterium. Trudno sobie wyobrazić, jakby to miało być otwarte – zaznacza Soborak.

– Budżet obywatelski jest jeszcze na takim etapie rozwoju, że na tworzenie dla niego szczegółowych ram na poziomie ogólnopolskim jest za wcześnie – uważa z kolei Wojciech Kaczmarczyk, pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania.

Dla Macieja Żywno, wicemarszałka województwa podlaskiego, szkoły nie są problemem. – Jeśli dobrze jest aktywizowana społeczność lokalna, to dobrze też, gdy opiera się ona na jakiejś fizycznej podstawie do działania, a więc szkole czy jednostce kultury. Dlatego jeśli przy szkole pojawia się chęć budowy otwartego skateparku, to wydaje się to warte rozważenia do budżetu obywatelskiego – przyznaje Żywno.







KOMENTARZE (3)

  • Rozgoryczona, 2017-04-20 19:25:56

    Jeśli ludek ciemny się zaangażuje jako spłecznik, wygra walkę o budżet, spełni wymogi a inny burmistrz nastanie i niechce temu ludkowki społecznikowi zrealizować obiecanego wygranego głosami obywatelskimi w bezpośrednim referendum projektu, to do kogo ten ludek ma się poskarżyć? Poprzedni Burmistrz ...i urzędnicy, widzieli potencjał, nawet pochwalili, a następcy utrącili, wypisując oszczerstwa o projekcie na łamach lokalnej prasy, ze się nie da zrealizować i nie zrealizowali. Pisma do Starosty w tej sprawie o pomoc i zgłoszenie jako społecznik warunków zabudowy budowli, nie przyniosło żadnego odzewu. Jedna sitwa powiat i miejscy urzędnicy. Razem wyjeżdzają na integrację a potem mówią do siebie Pani Basiu, Panie Kaziu a nawet krócej - Basiu, Kaziu ja mam tu pismo w starostwie jakiegoś nadgorliwego obywatela, co z nim zrobić? Weź Kaziu odpowiedz, że musi spełnić wszelkie wymogi. Zrobić projekt u architekta i złożyć formalnie jako petent a nie społecznik dokumenty dotyczące warunków zabudowy. Gowniany ten budżet obywatelski w którym głosuje cała szkoła za projektem, który urzędnicy i tak powinni w ramach obowiązujących przepisów wykonać. Oszustwo. Napici w butelkę narwani społecznicy :)  rozwiń
  • obywatelka, 2016-06-08 15:23:03

    ale przecież całe budżety JST są obywatelskie, bo na ich kształt mają wpływ radni. A kim jest radny, kogo reprezentuje? Obywateli, mieszkańców. Być może robi to w sposób nieudolny, ale to już inna bajka...
  • sas, 2016-06-02 22:15:56

    Pic na wodę - fotomontaż i kula u nogi. To się zgadza. Ale przede wszystkim "kiełbasa wyborcza". Ludek ciemny, widzi wąsko i tylko swoje... ale karmi iluzję "współdecydowania". Szkoda czasu i atłasu.