PARTNER PORTALU
  • BGK

Dwukadencyjność w samorządach to miecz obosieczny

  • Agata Dąmbska (Forum Od-nowa)    20 stycznia 2017 - 11:16
Dwukadencyjność w samorządach to miecz obosieczny
Wszelkie ingerencje w autonomiczne wybory obywateli byłyby sprzeczne z kanonem wartości demokratycznych - uważa Forum Od-nowa (fot.pixabay)

• Jak bumerang powraca pomysł ograniczenia kadencji wójtów, burmistrzów, prezydentów miast.
• Kadencyjność pojawiała się już w dyskursie publicznym jako reakcja wielu środowisk na zbyt długi czasu sprawowania urzędu przez poszczególnych włodarzy: rekordziści swoją działalność w strukturach władz lokalnych zaczynali jeszcze w Radach Narodowych okresu PRL-u.
• Tym razem jednak powody zmiany są inne, a pomysł zdaje się jeszcze bardziej kontrowersyjny niż w poprzednio proponowanych wariantach (np. dwie 5-letnie kadencje lub trzy 4-letnie).




Przyjrzyjmy się więc zarówno aktualnym, jak i wcześniej podnoszonym argumentom.

Wielu włodarzy ma do czynienia z sytuacją braku kontrkandydata, czyli może rządzić niemal dożywotnio. Także w przypadku, gdy marnie zarządzają wspólnotą, doprowadzają do stagnacji, a urząd obrasta siecią układów i zależności towarzysko-rodzinnych. Samorząd oraz jego instytucje to często największy i najważniejszy – bo dający relatywnie dobre wynagrodzenia oraz stabilność zatrudnienia – pracodawca w rejonie.

Nic więc dziwnego, że organ wykonawczy dysponuje potężnym instrumentem wpływu na mieszkańców, a także radnych, którzy stają się od niego zależni. Dla zwolenników „przewietrzenia samorządów” nie ulega wątpliwości, że dwie lub trzy kadencje byłyby wystarczającym okresem do przeprowadzenia inwestycji lub innych planów rozwoju wspólnoty, a później z mocy ustawy wójt, burmistrz, prezydent miasta ustępowałby miejsca innej osobie.

Sęk w tym, że kadencyjność to miecz obosieczny: równie dobrze może odsunąć od władzy fatalnego, skorumpowanego włodarza, jak też rządzącego z sukcesami i przy aprobacie mieszkańców. Dlatego drugi argument przeciw związany jest z istotą demokracji. Jeśli bowiem zgodziliśmy się w swoim czasie respektować jej reguły, musimy z pokorą przyjąć, że tak często przywoływanym przez dzisiejszy obóz rządzący „suwerenem” jest lud.

Innymi słowy, jedynie mieszkańcy mają prawo decydować, jak długo wójt, burmistrz, prezydent miasta sprawuje swą godność. Wszelkie ingerencje w autonomiczne wybory obywateli byłyby sprzeczne z kanonem wartości demokratycznych.

Czytaj też: Gminy wiejskie do PiS: „Zaniechajcie politycznych manipulacji"

Trzeba również pamiętać, że jedyną obieralną funkcją publiczną w Polsce, która podlega kadencyjności, jest prezydent RP. Wynika to z faktu, że ponad głową państwa (ex definitione) nie stoi nikt więcej. W przeciwieństwie do władz samorządowych, nie istnieje wyższa instancja kontrolna. W każdym innym przypadku (senatorowie, posłowie, radni) wymogu kadencyjności nie ma. Na świecie pojawia się on tylko w niektórych stanach Ameryki czy landach Niemiec.

Trudno też czynić zarzut wygrywającemu kolejną kadencję wójtowi, burmistrzowi, prezydentowi miasta, że nie ma konkurentów. Brak opozycji to raczej kwestia słabości społeczności lokalnej – oczywiście, o ile urzędujące władze wykonawcze nie posuwają się do łamania prawa, utrudniania działań lub wręcz zwalczania konkurencji. Istnieje uzasadniona obawa, że kadencyjność nie tylko nie spowoduje zwiększenia liczby i poprawy jakości kandydatów, ale może sprawić, że w miejsce odchodzącego włodarza pojawi się „namaszczony” przez niego następca lub osoba o niższych kompetencjach.

Kadencyjność z założenia miałaby przeciwdziałać nepotyzmowi, klientelizmowi czy innym nadużyciom władz. Tymczasem podstawowym – znanym i stosowanym w krajach rozwiniętych – lekiem na różne patologie jest transparentność: przejrzystość i jawność działania samorządów, umożliwiająca stałą kontrolę obywatelską ich poczynań.

Czytaj też: Kadencyjność w samorządach? Rabiej: Nie zgadzamy się na kadencyjność wstecz

Zachodzi więc uzasadniona obawa, że pomysł obecnego rządu, zawierający w sobie zresztą karygodną zasadę działania prawa wstecz, ma na celu nie poprawę jakości rządzenia, ale po prostu odsunięcia od władzy przedstawicieli partii opozycyjnych. Cel zmiany jest więc stricte polityczny.

Facebook Podobał się artykuł? Podziel się!






×
KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.