PARTNER PORTALU
  • BGK

Komisja weryfikacyjna badała nieruchomości przy Hożej

  • PAP/JS    16 listopada 2017 - 19:06
Komisja weryfikacyjna badała nieruchomości przy Hożej

Świadkowie mówili o utrudnianiu życia mieszkańcom po przejęciu nieruchomości przez M. (fot. pixabay.com)

Komisja weryfikacyjna zbadała reprywatyzacje nieruchomości przy ul. Hożej 23/25, 25 i 25a. Prawa do Hożej 25a "handlarz roszczeń" Marek M. kupił za 550 zł od starszych kobiet - spadkobierczyń właścicieli. Pięciu urzędników miasta ma już zarzuty w tej sprawie.




• Kiedy pojawił się Marek M., musieliśmy płacić sześciokrotnie większy czynsz; dostaliśmy wypowiedzeniu najmu, a później wezwanie do wypłaty odszkodowania na ponad 120 tys. zł - zeznał b. mieszkaniec Hożej 25a Kamil Długosz.

• Wskazał, że w latach 2009-2013 nie było prądu na klatkach. "Lokatorzy chodzili po ciemku z komórką, która oświetlała drogę" - zeznał.

• Umowa między M. a spadkobiercami Hożej miała cechy "umowy pozornej"; nie odpowiadała umowie sprzedaży, bo cena była symboliczna, nie miał też formy aktu notarialnego - powiedziała Izabella Korneluk. W tej sprawie miasto zawiadomiło CBA i prokuraturę - dodała.

Świadkowie mówili o utrudnianiu życia mieszkańcom po przejęciu nieruchomości przez M. Zeznawała też Izabella Korneluk, która jako prawnik Biura Gospodarki Nieruchomościami prowadziła proces, wytoczony przez Marka M. miastu z żądaniem 5 mln zł odszkodowania za bezumowne korzystanie przez miasto z nieruchomości przy Hożej. Ostatecznie M. sprawę przegrał - po kasacji do SN autorstwa Korneluk, kwestionującej wyrok Sądu Apelacyjnego o pierwotnym uzyskaniu przez M. 1,9 mln zł od miasta.

Sam Marek M. nie stawił się na rozprawie, za co komisja ukarała go 9 tys. zł grzywny.

Antykwariusz Marek M. nabył roszczenia do połowy Hożej 25a za 500 zł od jednej ze spadkobierczyń dawnych właścicieli. W 2008 r. uzyskał od miasta prawa do tej nieruchomości, wraz z drugą 85-letnią spadkobierczynią, od której potem odkupił jej udział za 50 zł. Następnie dążył do usunięcia lokatorów, od których m.in. zażądał odszkodowań za "bezumowne korzystanie z lokali". Decyzję zwrotową wydał Jakub R., b. wicedyrektor BGN (dziś podejrzany ws. reprywatyzacji; przebywa w areszcie - red).

Kilka dni temu Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła zarzuty ws. reprywatyzacji Hożej pięciu byłym i obecnym urzędnikom Warszawy. Są podejrzani o niedopełnienie obowiązków i dopuszczenie do wydania korzystnych decyzji dotyczącej tej nieruchomości. Według prokuratury, decyzja została wydana mimo zaniechania pozyskania wszystkich dowodów niezbędnych do rozpoznania sprawy. Prawidłowe i przeprowadzone zgodne z obowiązującymi przepisami postępowanie powinno skutkować wydaniem decyzji odmownej - dodała prokuratura.

Umowa między M. a spadkobiercami Hożej miała cechy "umowy pozornej"; nie odpowiadała umowie sprzedaży, bo cena była symboliczna, nie miał też formy aktu notarialnego - powiedziała Izabella Korneluk. W tej sprawie miasto zawiadomiło CBA i prokuraturę - dodała.

"Ciekawostką było to, że w procesie (wytoczonym miastu o odszkodowanie) pan M. został zwolniony z kosztów jako osoba uboga. W trakcie tego procesu zakwestionowałam to zwolnienie podnosząc to, że on jest właścicielem udziałów w kilkudziesięciu kamienicach warszawskich" - powiedziała. Jak mówiła, M. zeznał, że "niewiele ma, bo wszystkie swoje kamienicę przepisał na swoją mamę" tłumacząc, że zrobił to, bo "matkę ma się tylko jedną".

Ostatecznie M. proces w SA przegrał, po zwrocie mu sprawy przez SN po kasacji Korneluk. Jak pisała "Gazeta Wyborcza", pieniądze wypłacone M. po wcześniejszym wyroku SA będzie musiał on zwrócić miastu.







KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.