Oskarżeni w sprawie "układu warszawskiego" uniewinnieni

• Byli urzędnicy niegdysiejszej gminy Warszawa-Centrum, oskarżeni w sprawie tzw. układu warszawskiego, są niewinni - orzekł warszawski Sąd Okręgowy.
• Półtora roku temu sąd pierwszej instancji uznał dowody w sprawie za "całkowicie niewiarygodne".
• Trwający od 2009 r. proces był efektem głośnego śledztwa z czasów pierwszych rządów PiS, które miało być dowodem na przestępczy "układ" w stolicy z lat 90.
Oskarżeni w sprawie "układu warszawskiego" uniewinnieni
Byli urzędnicy niegdysiejszej gminy Warszawa-Centrum, oskarżeni w sprawie tzw. układu warszawskiego, są niewinni - orzekł warszawski Sąd Okręgowy (fot.fotolia)

Byli urzędnicy niegdysiejszej gminy Warszawa-Centrum, oskarżeni w sprawie tzw. układu warszawskiego, są niewinni - orzekł warszawski Sąd Okręgowy, oddalając apelację prokuratury. Wyrok jest prawomocny. Obrona zapowiada wystąpienie o odszkodowanie.

W czerwcu 2014 r. sąd pierwszej instancji uniewinnił pięcioro oskarżonych, w tym byłego wiceburmistrza gminy Centrum Pawła Bujalskiego od zarzutów korupcji, jakiej mieli się dopuszczać w latach 90. Prokuratura odwołała się od wyroków uniewinniających czworo z nich.

Zdaniem prokuratury sąd rejonowy dopuścił się sprzeczności i niekonsekwencji, pomijając zeznania świadków, które nie pasowały do założonej tezy o niewinności oskarżonych.

Obrońcy argumentowali, że materiał dowodowy "został zebrany w sposób szczególny", oskarżenie opierało się na zeznaniach skrajnie niewiarygodnych świadków - uzależnionych od alkoholu i leków lub osób, które zdecydowały się na współpracę, przebywając w areszcie w związku z innymi przestępstwami, np. wyłudzeniem.

"Układ warszawski to klucz, którym wyjaśniano wszystkie afery nagłaśniane przez prasę, miało to być porozumienie SLD-UW, ułatwiające popełnianie przestępstw" - mówił adwokat Grzegorz Kucharski. Dodał, że żadna ze spraw dotyczących afer nie zakończyła się skazaniem, z wyjątkiem tych, gdzie oskarżeni - często dobrowolnie poddali się karze.

Przypomniał "parcie CBŚ, żeby Bujalski pozostawał w areszcie"; mówił o swoistej gazetce ściennej w gabinecie jednego z funkcjonariuszy CBŚ, na której umieszczono zdjęcia nie tylko polityków lokalnych, ale i Leszka Balcerowicza.

Sąd uznał, że prokuratura ograniczyła się do polemiki z ustaleniami sądu pierwszej instancji, nie wskazała jednak, by popełnił on błędy. W uzasadnieniu sąd okręgowy wskazał na niedostateczne dowody obciążające oskarżonych, niewiarygodne, często sprzeczne - jeśli chodzi o czas, kwoty i pochodzenie rzekomych łapówek - zeznania i wyjaśnienia, którym po części wprost zaprzeczali inni świadkowie. Zdaniem sądu prokurator dokonał nie tyle własnej oceny dowodów, ile ich interpretacji.

Półtora roku temu sąd pierwszej instancji uznał dowody w sprawie za "całkowicie niewiarygodne"; stwierdził, że były zbierane wbrew regułom; areszty miały charakter "wydobywczy", a niektóre zarzuty nigdy nie powinny były zostać sformułowane jako oparte na zeznaniach osoby skłonnej do mitomanii i leczonej psychiatrycznie. Zdaniem sądu w śledztwie "obrano jeden punkt widzenia i do niego dążono", nie analizowano rozbieżności w zeznaniach.

Trwający od 2009 r. proces był efektem głośnego śledztwa z czasów pierwszych rządów PiS, które miało być dowodem na przestępczy "układ" w stolicy z lat 90., gdy Warszawą rządziła koalicja SLD-UW, a prezydentem miasta był Paweł Piskorski. W 2006 r. ogłoszono, że CBŚ z prokuraturą rozbiły "układ" opierający się na korupcji.

Ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówił, że gdy były prezydent Warszawy Lech Kaczyński składał zawiadomienia w prokuraturze, postępowania były umarzane lub ich nie wszczynano.

"To, co było niemożliwe, stało się możliwe, kiedy była rzeczywista wola prowadzenia postępowania, kiedy nowe kierownictwo prokuratur w Warszawie zdecydowało się potraktować sprawy tzw. układu warszawskiego jako priorytetowe" - podkreślał.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE