Prof. Jerzy Stępień: Dwukadencyjność nie rozwiązuje żadnego problemu

- Zawsze mówiłem, że dwukadencyjność nie rozwiązuje żadnego problemu. Natomiast w kontekście ostatnich zapowiedzi PiS o wprowadzeniu dwukadencyjności jeszcze bardziej stawiam na aspekt konstytucyjny. Bierne prawo wyborcze to przecież podstawowe prawo obywatelskie, chronione konstytucją - powiedział specjalnie serwisowi PortalSamorządowy.pl prof. Jerzy Stępień, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, współtwórca ustawy samorządowej z 1990 r. oraz współautor późniejszych reform administracyjnych w Polsce.
Prof. Jerzy Stępień: Dwukadencyjność nie rozwiązuje żadnego problemu
Zawsze mówiłem, że dwukadencyjność nie rozwiązuje żadnego problemu - mówi Jerzy Stępień. (Fot.Wikipedia)

PiS szykuje zmiany w ordynacji wyborczej jeszcze przed wyborami w 2018 r. Prezydenci miast, wójtowie i burmistrzowie będą mogli pełnić swoją funkcję tylko dwie pięcioletnie kadencje. Opozycja alarmuje, że rząd sięga po samorządy.

Jerzy Stępień: - To kolejny przykład pokazujący dobitnie, że dla rządzących prawo liczy się coraz mniej. Przecież prawo wyborcze bierne to podstawowe prawo obywatelskie, chronione konstytucyjnie. Żeby można było dokonać ograniczenia tego prawa trzeba powołać się na zasadę proporcjonalności, czyli wykazać, że zmiany te są konieczne dla ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia publicznego czy ochrony środowiska, moralności publicznej albo dla ochrony praw osób trzecich. Tak mówi art. 31 ust. 3 Konstytucji.

Żadna z tych przesłanek nie wchodzi obecnie w grę. Jeśli byśmy chcieli wprowadzić tego rodzaju ograniczenie, nie moglibyśmy tego zrobić zwykłą ustawą, ale musielibyśmy dokonać nowelizacji Konstytucji i zamieścić w niej dodatkowy punkt wprowadzający taki zakaz. I to cała filozofia. Nie ma o czym rozmawiać.

Jak pan ocenia politykę rządzącej większości wobec samorządów?

- Samorząd przez wszystkie rządy traktowany był i jest instrumentalnie, pod kątem tego czy najbliższe wybory dadzą naszemu ugrupowaniu jakąś przewagę. Od pewnego czasu jest to myślenie wszystkich partii, łącznie z Platformą Obywatelską, która wraz z SLD i PSL wprowadziła w 2002 r. bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów i tym właściwie zniszczyła klasyczny samorząd terytorialny w Polsce.

Dlaczego?

- Jako autorzy ustaw samorządowych chcieliśmy, by rada gminy wybierana była w okręgach jednomandatowych, a następnie wyłaniała spośród siebie przewodniczącego. Miał on być burmistrzem albo wójtem, czy prezydentem – osobą, która będąc z wyboru, będzie twarzą samorządu. Natomiast na czele urzędu gminy w naszej koncepcji miał stać dyrektor miasta, czyli city menedżer.

Czytaj też:Kadencyjność w samorządach. Samorządowcy tylko dwie kadencje, premier popiera

Po pierwsze miał być jeden burmistrz, stojący na czele zarządu, ale także z funkcją przewodniczącego rady. Chodziło o to, by oddzielić władzę polityczną od władzy administracyjnej. Na tym polega demokracja, że istnieją obok siebie takie dwa odrębne światy. Nikomu przecież w Sejmie nie przyjdzie do głowy, by poseł był szefem Kancelarii Sejmu. A tak jest w samorządzie, gdzie wójt jest szefem kancelarii tego urzędu.

Kiedy w 2002 r. wprowadzono bezpośrednie wybory burmistrzów, wójtów i prezydentów, tym samym przestali oni odpowiadać przed radą. Ponieważ są z bezpośrednich wyborów, mają silną władzę. To jest ukłon w kierunku wschodniego modelu władzy. Nie ma to wiele wspólnego z samorządem.

Dlatego w polskich gminach mamy nepotyzm, korupcję, przypadki rządzenia miastem, jak to było w Gorzowie, z więzienia.

To znaczy, że pan również jest za naprawianiem samorządów?

- Jak się chce naprawić samorząd trzeba przede wszystkim odejść od bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów, bo w ten sposób w jednym ręku łączy się funkcje polityczne i administracyjne. Nie ma nic gorszego dla demokracji. To jest właśnie źródło nepotyzmu, a nie to, że po kilka kadencji sprawują oni ciągle władzę. Przyjdą nowi i będą sprawowali władzę w takim samym stylu i z takimi samymi konsekwencjami.

 


KOMENTARZE (21)ZOBACZ WSZYSTKIE

Czerwony Stępień to mgr.nie prof. Nie tytuujcie tego śmiecia ------on jest na to za głupi.

Aa, 2017-02-14 16:51:44 odpowiedz

Ludie, przecież Stępień nie jest profesorem, chyba że w gimnazjum, gdzie tak się tytułuje nauczycieli. To magister (nie mówiąc, ze od siedmiu boleści)

mgr, 2017-02-14 13:49:24 odpowiedz

Do polityk prawicowy: W świetle nowych przepisów jeżeli prowadzimy jakieś postępowanie natury geodezyjno kartograficznej wobec ewidencji gruntów Delegatury Wojewódzkich Inspekcji Geodezyjno Kartograficznych nie mogą rozpatrywać odwoływać, zaś powołane do tego Wojewódzki Inspektor Geodezyjno Kartogr...aficzny przy Urzędzie Wojewódzkim, kolejno Delegatury Powiatowe Urządów Wojewódzkich nawet straciły uprawnienia wystawiania upomnień za niezapłacone mandaty Karne nałożone przez KMP, w zwiazku z powyższym utrzymywanie bandy nierobów w znacznej większości przestępców na usługach samorządowców terytorialnych to szczyt idiotyzmu hipokryzji , patologii w Urzędach za Naszą krwawice podatki, czas z tym skończyć ,czasy komuny i postkomuny zakończyły się jesienią 2015roku. rozwiń

prawica, 2017-02-12 11:00:26 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE