W Krakowie nie będzie programu finansowania "in vitro"

• W Krakowie nie będzie programu finansowania "in vitro" dla par starających się o dziecko.
• Propozycja radnej Małgorzaty Jantos została odrzucona głosami klubu PiS i prezydenckiego „Przyjaznego Krakowa”.
W Krakowie nie będzie programu finansowania "in vitro"
70 proc. respondentów deklaruje poparcie dla częściowego lub całkowitego finansowania in vitro z budżetu państwa (fot.shutterstock)

Środowa dyskusja trwała kilka godzin. "Jest mi wstyd" - mówiła tuż po głosowaniu inicjatorka uchwały radna Małgorzata Jantos (Nowoczesna), która chciała zobowiązać prezydenta do stworzenia dla krakowian programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego in vitro.

Przeciwko takiej propozycji zagłosowało 21 radnych, 19 było za, jedna osoba wstrzymała się, a dwóch radnych było nieobecnych.

W rozmowie z dziennikarzami Jantos podkreśliła, że inne miasta finansują metodę in vitro. Jak dodała, prezydent Krakowa deklarował, że budżet 2017 r. będzie "prospołeczny" i popierał tę inicjatywę, a tymczasem jego klub radnych przesądził o wyniku głosowania. "Argumenty wytaczane przez PiS były dla mnie żenujące" - powiedziała. Jantos miała też pretensję do radnych, którzy są lekarzami, a zagłosowali przeciw.

"Przysłuchiwałam się tej dyskusji przez trzy godziny, rozumiem, że to była dyskusja nie etyczna a polityczna. Prywatnie jestem za in vitro, ale jestem przeciwko finansowaniu tej metody ze środków publicznych, bo widzę niedostatki w ochronie zdrowia" - mówiła radna klubu Przyjazny Kraków Anna Prokop-Staszecka, lekarz i dyrektor szpitala, która wstrzymała się od głosu.

Wcześniej Jantos przedstawiając radnym projekt uchwały mówiła, że niepłodność została przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) zaklasyfikowana jako choroba, a dotyka ona prawie 20 proc. populacji w wieku rozrodczym.

Dodała, że w 2013 r. przedstawiając założenia rządowego programu resort zdrowia szacował, że w ciągu trzech lat skorzysta z niego ok. 15 tys. par. Tymczasem w programie zostało zarejestrowane ponad 22 tys. par, a zakwalifikowano do tej procedury 18 tys. par.

"Wiele par przeszło już część bardzo trudnej procedury i nagle zostało w połowie drogi. Ci ludzie zostali z nadzieją, ale bez możliwości realizacji" - podkreśliła Jantos. Dodała, że wiele samorządów w Polsce podjęło już decyzję w sprawie wsparcia dla par starających się o potomstwo metodą in vitro; pierwszy taki program ruszył w Częstochowie, jest też realizowany w Łodzi.

Podkreśliła, że "prawie 70 proc. wydatków gminy dotyczy spraw poza jej podstawowymi zadaniami". "Jeżeli wspieramy leczenie alkoholizmu, dlaczego nie możemy wesprzeć in vitro?" - pytała.

Radni PiS zwracali uwagę, że najpoważniejszym problemem w in vitro jest selekcja i niszczenie zarodków. "Jest granica badań naukowych. Nie jest tak, że naukowcy mogą zrobić wszystko i za wszelką cenę. Myślę, że in vitro rozpoczęło drogę, która nie powinniśmy iść" - mówił radny PiS Adam Kalita.

"Jeżeli istnieją wątpliwości etyczne, a tutaj są bardzo poważne, to czy mamy prawo dokonywać rozstrzygnięć formalno-prawnych? Moim zdaniem nie" - uważa radny PiS Marek Lasota. Dodał, że decydując o przeznaczaniu pieniędzy podatników na metodę budzącą wątpliwości, radni decydują o przeznaczeniu pieniędzy także tych osób, które są przeciwne in vitro.

Radni PO podkreślali, że kwestię szczegółowych rozstrzygnięć, jak program wsparcia in vitro ze strony miasta powinien wyglądać należy zostawić specjalistom, a to czy z takiej metody korzystać, czy nie sumieniu bezpośrednio zainteresowanych.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE