PARTNER PORTALU
  • BGK

Zmiany w ordynacji wyborczej. Jak będą wyglądały wybory w małej gminie

  • Piotr Toborek    8 grudnia 2017 - 12:00
Zmiany w ordynacji wyborczej. Jak będą wyglądały wybory w małej gminie
Wójtowie zgadzają się, że w małych środowiskach możliwość startowania do rady kandydatów spoza gminy wielkiej szkody nie zrobi (fot.sztutowo.pl)

Wójtom nie podoba się część pomysłów zmian ordynacji wyborczej, zgodnie jednak mówią, że w małych gminach zmiana reguł wyborów nie jest tak istotna, bo tam i tak wszystko opiera się na „znajomości człowieka”. Jak dodają, „nikt na obcego nie zagłosuje”. Wyraźnie nie odpowiada im jednak ograniczenie kadencji.




• W małych gminach nowa ordynacja wyborcza nie jest tematem codziennych rozmów.

• Emocje budzi jednak wprowadzenie ograniczenia kadencji.

• Jak podkreślają wójtowie, w małej gminie często lista kandydatów ogranicza się do jednego nazwiska. Dlatego wykluczenie doświadczonych samorządowców może spowodować „selekcję negatywną”.

- Ja mam taką zasadę, że robię swoje i nie zajmuję się tym, na co nie mam wpływu. Bo co my możemy zrobić? Władza w Warszawie i tak zdecyduje, jak chce, tak jak było z reformą oświaty - mówi Grzegorz Czapla, wójt Ożarowic od 20 lat, nagradzany w wielu konkursach i rankingach, m.in. Wójt 25-lecia.

Jedno tylko uważa za wielkie nieporozumienie – ograniczenie kadencji.

– Mówię ze swojego doświadczenia i obserwacji, ale pokazują to także wszelkie rankingi i statystyki, że najlepsze wyniki mają gminy, w których wójt, burmistrz czy prezydent działa kilka kadencji. Oczywiście są jakieś wyjątki, ale to pojedyncze przypadki. Generalnie trzeba tu doświadczenia i kontaktów, a te się zdobywa latami – przekonuje.

Czytaj: Radni krytykują projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego

Jak zdaniem wójta Ożarowic może wyglądać rządzenie JST po wprowadzeniu dwukadencyjności?

- To będzie wielkie rozdawnictwo. W pierwszej kadencji taki burmistrz obieca bowiem wszystko, byle zostać na drugą, a dzisiaj ludzie lubią darmowe imprezy, bezpłatne koncerty za 50 tysięcy, chociaż można je zrobić za 3 tysiące. A co będzie pierwszego dnia po wybraniu na kolejne lata? Taki burmistrz pokaże wszystkim gest Kozakiewicza. Nic nie będzie robił, bo nie będzie musiał, a dwa, że po wielkim rozdawaniu nie będzie miał za co.

Wójt Rajczy Kazimierz Fujak także jest zdecydowanym przeciwnikiem ograniczenia kadencji: - Są różne argumenty, wszyscy mówią, że ciężko coś zrobić w parę lat, że wójt się uczy trzy lata, zanim zacznie skutecznie działać, ale ja zwrócę uwagę na co innego: jaki 30-40-latek zdecyduje się kandydować, wiedząc, że to maksimum 8 czy nawet 10-lat? Jak on wróci na rynek pracy przed 50? Nie wróci. To spowoduje selekcję negatywną, a na wsi nie ma, tak jak w mieście, wielu chętnych na te stanowiska, są miejsca, gdzie kandydował jeden, czasami dwóch ludzi.

Zdaniem wójta Ożarowic ograniczenie kadencji jest szczególnie szkodliwe w Polsce, gdzie nie ma zwyczaju kontynuacji działań poprzedników: - U nas się zdobywa władzę na negacji wszystkiego, co robił poprzednik, krytykuje się nawet ewidentnie dobre rzeczy. Dlatego częste zmiany pogrążą wiele gmin w kłopotach, bo zamiast wykorzystać to, co zostało zrobione, zmarnuje się pieniądze, aby zrobić coś po swojemu - mówi.

Obcy nie przejdzie

Wójtowie zgadzają się, że w małych środowiskach możliwość startowania do rady kandydatów spoza gminy wielkiej szkody nie zrobi:

Leszek Kuliński, wójt Kobylnicy, mówi:  - Wierzę w rozsądek ludzi, którzy już się nauczyli, żeby oceniać po tym, co się robi, a nie mówi. W małych ośrodkach tacy kandydaci z zewnątrz w moim odczuciu raczej nie będą mieli większych szans.

A likwidacja JOW-ów? Zdaniem wójta Łubianki nie jest to jednoznacznie złe rozwiązanie.

- Będzie można wrócić do podziału – jedno sołectwo, jeden okręg wyborczy, bo dotychczasowe dzielenie sołectw było sztuczne.





REKLAMA




×
KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.