PARTNER PORTALU
  • BGK

Żona prezydenta Poznania przed sądem za wypowiedź na demonstracji

  • PAP/MIW    11 kwietnia 2018 - 12:32
Żona prezydenta Poznania przed sądem za wypowiedź na demonstracji
Rozprawa w sprawie słów wypowiedzianych podczas demonstracji została odroczona do 16 maja. Wówczas ma zostać przesłuchany biegły (fot. Adrian Grycuk/Wikipedia/CC BY-SA 3.0 pl)

Żona prezydenta Poznania Joanna Jaśkowiak stanęła w środę (11.04) przed sądem w związku ze słowami jakich użyła w trakcie ubiegłorocznej demonstracji. W swoim przemówieniu, komentując sytuację w kraju, powiedziała "jestem wk...wiona". Sprawę zgłosiła policji anonimowa osoba.




  • Joanna Jaśkowiak nie przyznała się do winy; odmówiła też składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. W poprzednich wyjaśnieniach Jaśkowiak mówiła, że słowa te wyrażały jej emocje i nie miała zamiaru nikogo nimi obrazić.
  • Po rozprawie Joanna Jaśkowiak powiedziała mediom, że podstawową kwestią w tej sprawie jest to, czy słowa, jakich użyła w trakcie przemówienia, są "w ogóle w tych czasach nieprzyzwoite".
  • Pytana, czy gdyby nie była żoną prezydenta Poznania, ta sprawa nie trafiłaby do sądu, odpowiedziała - "tak, tak uważam". - To jak się nazywam, uważam, że ma duże znaczenie - podkreśliła Jaśkowiak.

Żona prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka - Joanna, w swojej przemowie w trakcie demonstracji 8 marca ub. roku, powiedziała: "jestem wk...wiona". Po tej wypowiedzi anonimowa osoba poczuła się urażona "wulgarnymi słowami" i zgłosiła sprawę policji. W styczniu Jaśkowiak została wezwana na komisariat i przesłuchana "w charakterze osoby, co do której istnieje uzasadniona podstawa do skierowania wniosku w sprawie o wykroczenie z art. 141 kodeksu wykroczeń", czyli artykułu, który mówi: że "kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1,5 tys. zł albo karze nagany".

Jaśkowiak została przesłuchana w tej sprawie na początku stycznia. Podkreśliła wtedy, że nie wypiera się i nie wstydzi tego, co powiedziała.

- Wyraziłam swoje uczucia i myślę, że wyraziłam również uczucia innych osób - mówiła.

Policja postanowiła skierować jednak wniosek do sądu o jej ukaranie. Według funkcjonariuszy słowa, jakich użyła Jaśkowiak wypowiedziane były "świadomie i z premedytacją".

W środę Joanna Jaśkowiak stanęła w tej sprawie przed sądem. Nie przyznała się do winy; odmówiła też składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. W poprzednich wyjaśnieniach, przytoczonych przez sąd, Jaśkowiak mówiła, że słowa te wyrażały jej emocje i nie miała zamiaru nikogo nimi obrazić.

Obrońca obwinionej, adw. Agata Celmer, wniosła do sądu m.in. o zwrot wniosku o ukaranie do oskarżyciela ze względu na liczne braki formalne. Oskarżyciel wskazał jednak, że "szata graficzna i formuła wniosku zawsze jest taka sama i zgodna z przepisami". Z tą opinią zgodziła się sędzia Marta Zaidlewicz, która odrzuciła wniosek obrony. Wskazała, że nie znalazła w nim żadnych uchybień, a wniosek odpowiada wszystkim wymogom.

Sędzia odrzuciła także kolejne wnioski składane przez obronę: dotyczące przesłuchania kilkunastu uczestników protestu, a także wniosek o ustalenie danych osoby, która zawiadomiła o sprawie policję.

Sędzia Zaidlewicz wyraziła jednak zgodę na zawnioskowane przez obronę przesłuchanie biegłego, który sporządzał opinię na potrzeby tej sprawy. Według obrońcy, opinia ta jest niejasna i niepełna.

Po rozprawie Joanna Jaśkowiak powiedziała mediom, że podstawową kwestią w tej sprawie jest to, czy słowa, jakich użyła w trakcie przemówienia, są "w ogóle w tych czasach nieprzyzwoite".





REKLAMA




×
KOMENTARZE (1)

  • jk, 2018-04-12 07:26:39

    hm ... skoro zgromadzeni bili brawa pani Jaśkowiak po tym mało cenzuralnym słowie to czy też nie powinni być sądzeni?