Do Łodzi wrócili harcerze, którzy przebywali na obozie w Suszku. Mają zapewnioną pomoc psychologa poza kolejnością

W sobotę (12.08) późnym wieczorem do Łodzi wróciła grupa harcerzy przebywających na obozie w Suszku, który został zniszczony przez nawałnicę. Zginęły dwie nastoletnie harcerki, 37 osób zostało poszkodowanych.
Do Łodzi wrócili harcerze, którzy przebywali na obozie w Suszku. Mają zapewnioną pomoc psychologa poza kolejnością
Zdjęcie ilustracyjne (fot. facebook. com ZHR)

• W Łodzi na młodzież, która wróciła z obozu w Suszku czekali m.in. rodzice, dziadkowie, koledzy. 

• Na hasło "Dzieci z Suszka" poza kolejnością uczestnikom obozu będzie udzielana pomoc psychologiczna. Szczegółowe informacje można uzyskać pod numerem telefonu: 42 71 55 777.

• Harcerze mieli wrócić do Łodzi wrócić 16 sierpnia. W nocy z piątku na sobotę - w wyniku gwałtownych burz i wiatrów, jakie przeszły nad Pomorzem - obóz został zniszczony. Zginęły dwie nastolatki. 

Wśród oczekujących był dziadek 14-letniego Kuby. Przyznał, że informacja o tym, co się stało na obozie była dla niego szokiem. Jak mówił rano włączył telewizor i wtedy usłyszał o tragedii, która wydarzyła się w miejscowości, gdzie na obozie przebywał jego wnuczek. Przyznał, że początkowo nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Dopiero jak poinformowano, że zginęły dzieci, to sprawa zaczęła być poważna - mówił.

Wyjaśnił, że nie można było się bezpośrednio skontaktować z wnuczkiem, bo jeszcze przed wyjazdem było polecenie organizatorów obozu, aby nie brać telefonów komórkowych. Kontakt był tylko z drużynowym. - To właśnie on zadzwonił do córki i powiedział, że z Kubą jest wszystko ok., że chłopak ma tylko lekkie zadrapania - wyjaśnił.

Na przyjazd swoich koleżanek i kolegów czekała też jedna z łódzkich harcerek. Jak powiedziała, wiadomość o tym, co się dzieje na obozie, otrzymała w środku nocy. Przyznała, że była to dla niej wielka trauma i niedowierzanie. - Nikt nie spodziewał się, że jakakolwiek burza, która przechodzi przez obóz, skończy się tak tragicznie - mówiła.

Sama jeździ na obozy od ponad 10 lat. Przeżyła wiele burz, ale nigdy nie było tak dramatycznej sytuacji. Nie znała osobiście harcerek, które zginęły, ale - jak zaznaczyła - w harcerstwie wszyscy są siostrami i braćmi, i dlatego są one bliskie jej sercu.

Czytaj więcej: Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi: "Miasto udzieli wszelkiej pomocy jaka będzie potrzebna"

W sobotę późnym wieczorem z dziennikarzami spotkał się wojewoda łódzki Zbigniew Rau, który był na miejscu zdarzenia. Jak poinformował, w czterech szpitalach pozostało jeszcze 12 dzieci. - Większość harcerzy wróciła w ciągu dnia z rodzicami. Ostatnia grupa - ponad 20 osób - przyjechała autokarem - wyjaśnił. Dodał, że w podróży towarzyszyły im panie psycholożki. Podziękował służbom wojewody pomorskiego, także samorządom w powiecie chojnickim za opiekę nad harcerzami.

Obecny na spotkaniu z mediami łódzki kurator oświaty Grzegorz Wierzchowski powiedział, że od niedzieli pracownicy kuratorium będą kontaktować się z dyrektorami i wychowawcami tych szkół, w których uczyli się uczestnicy obozu, a rodzicom, uczniom, zostanie udzielona niezbędna pomoc.

Poinformował również, że w niedzielę strażacy skontrolują siedem obozów znajdujących się na terenie woj. łódzkiego. "Z tego, co wiem wszyscy, ich uczestnicy są bezpieczni" - dodał.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Czy dziennikarz który wymyślił tytuł artykułu jest normalny? Czy jest zwykłym (...) bo na pewno nie dziennikarzem.

Wojtek, 2017-08-14 15:39:50 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE