Drogie miasta: Rzeszów, Olsztyn, Kielce...

  • przegląd mediów/wnp.pl/wyborcza.pl
  • 04-05-2011
  • drukuj
Biedne województwa gonią bogatszych sąsiadów. Najszybciej ceny rosną na Podkarpaciu, Mazurach i w Świętokrzyskiem. Na szczęście płace nie zostają w tyle.
Drogie miasta: Rzeszów, Olsztyn, Kielce...

Ekonomiści podkreślają, że za szybki wzrost cen w Polsce odpowiadają zjawiska światowe - drożejące na międzynarodowych giełdach zboże, cukier, oleje, półtusze; także metale czy ropa podbijają ceny. Ale to tylko część prawdy, bo ceny w Polsce wcale nie rosną równo.

Czytaj też: Polska B goni Polskę A

Z danych GUS, wynika, że najszybciej drożeje życie w województwach uznawanych za najbiedniejsze. Rekordzistą Polski jest podkarpackie, gdzie inflacja w IV kwartale 2010 r. skoczyła do 3,8 proc. (średnia dla całej Polski to 2,9 proc.), a od tamtej pory ceny jeszcze szybciej rosły. Na drugim miejscu jest województwo świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie - tu wzrost cen wyniósł 3,4 proc. Natomiast statystycznie najbogatsze województwo mazowieckie cieszy się najniższą inflacją - tylko 2,3 proc.

- Na te różnice regionalne nie wpływają np. ceny surowców w danym regionie, czy odległość od centrum kraju. Z takich powodów droższe mogą być np. truskawki czy wiśnie, które łatwo się psują i trudno je transportować na większe odległości - tłumaczy Michał Koleśnikow, który analizuje ceny żywności w Banku Gospodarki Żywnościowej. - Jeśli między województwami są różnice, to wynikają one głównie z większego popytu - dodaje.

Sprzedawcy mogą sobie pozwolić na większe podwyżki cen tam, gdzie ludzie się na to godzą. Od czego to zależy? Przyczyn może być kilka, choć w każdym województwie działają z różną siłą.

Po pierwsze - ludziom przybywa pieniędzy szybciej niż w innych częściach kraju. Płace na ścianie wschodniej należą do najniższych w kraju średnia nie przekracza 3 tys. Jednak widać, że ostatnio rosną one szybciej. Podkarpacie, Warmia i Mazury zaczynają zyskiwać na gospodarczym znaczeniu. Przez lata kapitał omijał te regiony, wybierając okolice Warszawy, Małopolskę i Dolny Śląsk. Ale już od jakiegoś czasu ten marazm gospodarczy został przełamany. Podlasie stoi przemysłem mleczarskim, Podkarpacie i Lubelszczyzna mają Dolinę Lotniczą, Warmia i Mazury przemysł meblowy czy gumowy. - Mamy większą presję na wzrost płac. Gdy pojawiają się nowi pracodawcy, muszą zaoferować lepsze warunki - uważa Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Swoje robią też fundusze unijne, dzięki którym rozwija się infrastruktura, jest więcej pracy dla budowlańców i inżynierów.

Po drugie - ludzi stać na więcej. Ilość pieniędzy w kieszeni to do pewnego stopnia rzecz względna. O ile ceny żywności nie różnią się istotnie w różnych częściach kraju, o tyle czynsze i inne koszty związane z mieszkaniem - już znacznie. Za wynajem mieszkania w Warszawie płaci się kilka razy więcej niż w biednych regionach. - Za ten sam tysiąc złotych łatwiej wyżyć na podkarpackiej wsi niż w stolicy. Zwłaszcza gdy ktoś ma małe gospodarstwo rolne, kurki, grządkę z warzywami - tłumaczy prof. Maria Drozdowicz-Bieć ze Szkoły Głównej Handlowej. - A ponieważ w całej Polsce wysokość zasiłku dla bezrobotnych czy płacy minimalnej są takie same, to najbiedniejsi na ścianie wschodniej nie są tak biedni jak najbiedniejsi w Warszawie - dodaje.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.