Krosno: Pracownicy PKS bez wypłat, marszałek i radni deklarują pomoc

  • KrosnoCity.pl
  • 06-12-2016
  • drukuj
Grupa związkowców i przedstawicieli Społecznego Komitetu Pomocy Pracownikom PKS Krosno przedstawiła swoje stanowisko i problemy na sesji sejmiku województwa. Wszyscy radni i marszałek zapowiadają wyjaśnienie sprawy i pomoc. PKS przesłał oświadczenie.
Krosno: Pracownicy PKS bez wypłat, marszałek i radni deklarują pomoc
Zdjęcie ilustracyjne/Fot. KrosnoCity.pl

Grupa związkowców z PKS Krosno przyszła 28 listopada na salę sejmiku z transparentami i flagami. Wszystkie kluby radnych zwróciły się do przewodniczącego o udzielenie głosu tym osobom, żaden radny się temu nie sprzeciwił. Przewodniczący Jerzy Cypryś udzielił głosu Marianowi Daszykowi, byłemu radnemu sejmiku, który w tym przypadku reprezentował Społeczny Komitet Pomocy Pracownikom PKS Krosno.

- Jeżeli w jakiś sposób nie spróbujemy im pomóc, jako samorząd województwa, to będzie nasza przegrana, jako ludzi, którzy mają wobec nich funkcję służebną. Rozgrywa się nieprawdopodobny dramat. Po pierwsze dlatego, że ci ludzie znikąd nie mogą otrzymać pomocy - mówił Marian Daszyk.

Ludzie zostali bez wynagrodzeń, szukają pomocy

Stwierdził też, że pracownicy nie otrzymywali wynagrodzeń lub otrzymywali tylko częściowe. Sprawa ma dotyczyć ponad 100 osób i trafiła do sądu, ale pracownicy nie otrzymują zasądzonych kwot. Daszyk dodał, że firma ma pieniądze, bo sprzedaje nieruchomości PKS, ale po prywatyzacji doszło do podziału spółki. W ten sposób spółka z taborem i kierowcami, musiała płacić pozostałym dwóm za korzystanie z dworca czy stacji paliw.

- Ta firma, w której są pracownicy nie ma majątku, ani pieniędzy, a jednocześnie tamte spółki sprzedają teren i wyprowadzają kapitał. To dla tych ludzi gigantyczna niesprawiedliwość. Ktoś się pięknie uwłaszcza - mówił Daszyk.

Apelował o powołanie komisji i szybkie wyjaśnienie sprawy, stwierdzając, że za krzywdą pracowników muszą stać osoby silnie umocowane.

Wyjaśnienie sprawy zapowiedział przewodniczący Jerzy Cypryś. Marian Daszyk zarzucił mu jednak, że od miesiąca nic nie zrobił, a kontakt z przewodniczącym jest utrudniony.

Pomoc w wyjaśnieniu sprawy zadeklarował marszałek Władysław Ortyl. - Myślę, że trzeba wykorzystać wszystkie możliwości w tym zakresie, aby tę sprawę wyjaśnić - powiedział marszałek.

Ostro skrytykował przy tym "dziką i grabieżczą" formę prywatyzacji PKS. Zaznaczył, że związkowcy powinni złożyć odpowiednie wnioski w sprawie działania na szkodę spółki. - Ktoś za to pobierał wysokie zarobki i powinien za to odpowiadać - podkreślał Ortyl.

- W najbliższych dniach złożę wniosek formalny w imieniu radnych PO o powołanie podkomisji sejmikowej celem obiektywnego i rzetelnego zbadania tej sprawy - powiedziała radna PO, Teresa Kubas-Hul.

Byli pracownicy przekonują, że nie chcą dodatkowych pieniędzy, tylko tych, na które zapracowali i są zatwierdzone wyrokami sądowymi.

Załoga czuje się zastraszona, konflikt związkowców?

Mówili o zastraszaniu załogi i celowym niszczeniu spółki, która została ich zdaniem sprzedana za zaniżona kwotę niespełna 400 tysięcy złotych. Krytykowali wysokie zarobki i odprawy dla prezesów. Podkreślali, że czują się zdradzeni przez "stronę PiS-owską". Przewodniczący zakładowej Solidarności zarzucił też Tadeuszowi Majchrowiczowi, przewodniczącemu zarządu regionu NSZZ "Solidarność", że nie pomaga związkowcom, wręcz przeciwnie, że torpeduje ich działania, a nawet "zdelegalizował ich organizację związkową".

Skontaktowaliśmy się z Tadeuszem Majchrowiczem, który zaprzecza tym słowom, określając je jako bzdury i pomówienia. Majchrowicz tłumaczy, że w chwili przejęcia i podziału spółki przestała istnieć firma, w której zarejestrowany był związek.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE