Kryzys odchudza administrację

  • Przegląd prasy/PAP/Rzeczpospolita
  • 05-03-2013
  • drukuj
Urzędy podatkowe są szczuplejsze o ponad 700 osób, a drogowa dyrekcja o 170. Kryzys być może okaże się najlepszym sposobem na odchudzenie administracji.
Kryzys odchudza administrację

W 2012 r. w ministerstwach i urzędach centralnych zatrudnienie zmniejszyło się o 900 osób - wynika z danych zebranych przez „Rzeczpospolitą".

Przykład w robieniu oszczędności idzie z góry, bo liderem okazało się Ministerstwo Finansów i podległe mu jednostki. W izbach skarbowych na koniec 2012 r. było 15,3 tys. etatów, czyli o 420 mniej niż rok wcześniej, a w urzędach skarbowych - 39,1 tys., czyli o 313 mniej.

W samym resorcie finansów ubyło tylko 19 miejsc pracy (zostało ich 2255).Poza centralnymi urzędami odchudza się też np. wojsko. Zgodnie z przyjętą zasadą, że armia mniej liczebna, ale bardziej nowoczesna jest lepsza, w ciągu ostatniego roku ubyło prawie 4 tys. żołnierzy.

Mniej liczna, o ok. 170 osób, jest też obecnie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Ale nie wszystkie ministerstwa dostosowują się do spadających dochodów budżetowych.

Przykładowo w resorcie administracji i cyfryzacji w ciągu roku przybyło ponad 150 miejsc pracy.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

Redukcja zatrudnienia w administracji to chwytliwy temat, bo pokazuje, że władza oszczędza na samej sobie. Ale czy to rzeczywiście dobra droga? Zatrudnienie w administracji nie powinno mieć związku z kryzysem lub koniunkturą - bo liczba obowiązków urzędników nie zmienia się w zależności od stanu gos...podarki. Ba, może nawet wzrosnąć (np. w urzędach pracy, które w dobie kryzysu muszą "obsłużyć" więcej bezrobotnych). Jeżeli zmniejsza się - z przyczyn oszczędnościowych - liczbę etatów w urzędach, to jest to automatycznie sygnał, że wcześniej był przerost liczby etatów, czyli naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Bo po co zatrudniać dwie osoby, jeśli ich obowiązki z powodzeniem wykona jedna? A jeżeli jednak te zredukowane etaty były potrzebne, to co z przypisanymi do nich zadaniami? Ktoś będzie je musiał wykonać (czyli zwiększy się jego zakres obowiązków) - a zgodnie z zasadami powinno się to wiązać ze wzrostem wynagrodzenia. Oczywiście, podwyżki nie będzie, bo płace w administracji są zamrożone (żeby tak jeszcze ktoś zamroził ceny...). No to mamy jakąś tam oszczędność. A jaką? Biorąc pod uwagę, że średnie wynagrodzenie brutto w urzędach to ok. 4,5 tys. brutto, to przy zmniejszeni liczby etatów o 700 mamy roczną oszczędność w wysokości nieco poniżej 38 mln złotych. W skali całego kraju to kwota zaiste kolosalna... rozwiń

krzyciel, 2013-03-05 14:18:51 odpowiedz

Chcialbym aby to była prawda, a nie tylko żąglowanie liczbami!!!

777, 2013-03-05 10:05:56 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE