Najlepszy radny w Polsce, Zbigniew Jurkowski o recepcie na sukces

– Namawiam wszystkich do spróbowania sił w samorządzie. Przygoda z samorządem to najlepszy okres mojego życia. Ale nie jest to zajęcie na pół gwizdka. Jestem dostępny niemal 24 godziny na dobę. Do mnie każdy może zadzwonić. Jeśli nie odbiorę, to oddzwonię – mówi Zbigniew Jurkowski, najlepszy radny w Polsce, zdaniem czytelników naszego serwisu.
Najlepszy radny w Polsce, Zbigniew Jurkowski o recepcie na sukces
Zbigniew Jurkowski w Porcie Wojennym w Świnoujściu, gdzie odbyła się uroczystość z okazji 27. rocznicy podniesienia bandery na okręcie transportowo-minowym „Lublin". (fot.:zorrp.org)

• Radnych warto oceniać jak uczniów szkole. Jeden chodzi do szkoły, robi co nauczyciel zadaje, ale są uczniowie, którzy biorą zadania dla chętnych i biorą udział w zajęciach pozalekcyjnych – stwierdza Zbigniew Jurkowski w rozmowie z Rafałem Kergerem, redaktorem naczelnym serwisu PortalSamorzadowy.pl

• Zdaniem radnego Lublina, w samorządzie jest zbyt wiele polityki. – Po prostu, polityka warszawska oddziałuje na radnych. Są pewne instrukcje – wskazuje.

• - Pyta pan wprost o wojnę PiS kontra PO i ja odpowiem: nigdy nie jest tak, że wina jest po jednej stronie. Z drugiej strony sukces Krzysztofa Żuka i Lublina jest niekwestionowany, a można go także oceniać, patrząc na liczbę wrogów – mówi radny.

• Zbigniew Jurkowski wygrał głosowanie w plebiscycie „Wybierz samorządowca roku 2016 r.”, w którym głosowanie zakończyło się 10 lutego. Serwis, gdzie na bieżąco można oceniać i komentować pracę rajców, prezydentów, marszałków i burmistrzów miast funkcjonuje od wyborów samorządowych w 2014 r. Obecnie trwają tam zmagania o tytuł samorządowca roku 2017.

****

Jak to jest zostać najlepszym radnym w Polsce wg czytelników najlepszego portalu dla samorządowców?

Zbigniew Jurkowski, radny Lublina: – Chciałem panu redaktorowi serdecznie podziękować, że pan przyjechał z daleka. Witam w Lublinie, który w tym roku obchodzi 700-lecie praw miejskich.

Czuję się z tym tytułem bardzo dobrze, bo przygoda z samorządem to najlepszy okres mojego życia. Wcześniej spędziłem 26 lat w CPN, potem w Orlenie. Pełniłem tam i funkcje kierownicze, pełniłem rolę szefa dużej bazy przeładunkowej, największej na Lubelszczyźnie. Ale to wszystko niewiele przy tym, ile można w samorządzie.

Tym bardziej że jestem dość aktywnym samorządowcem. W radzie działa u nas 11 komisji stałych, działam w siedmiu.

Aż w siedmiu?

– M.in. w komisji samorządności i porządku publicznego, komisji rodziny, komisji inwentaryzacyjnej, oświaty, sportu, rewizyjnej i komisji kultury.

Ogólnie radny powinien należeć do trzech komisji. Działalność w aż tylu komisjach statutowych daje mi poczucie synergii, mam kontakt ze wszystkimi dyrektorami, na bieżąco znam problematykę wielu spraw.

Jestem też drugą kadencję przewodniczącym komisji samorządności i porządku publicznego. To newralgiczny punkt miasta. bo zajmuje się bezpieczeństwem. Zorganizowałem też nadzwyczajną komisję ds. bezpieczeństwa studentów i obcokrajowców. A w Lublinie jest prawie 6 tysięcy studentów z zagranicy i liczba ta cały czas rośnie. Uważam, że ważne jest, aby czuli się u nas dobrze - później będą bowiem robili darmową promocję naszemu miastu. Ci studenci to zresztą nieoceniony skarb, wielu jest np. bardzo bogatych, robią w Lublinie zakupy, kupują mieszkania, taksówkarze też są zadowoleni.

A, że mamy studentów – np. na akademii medycznej - z naprawdę różnych kręgów kulturowych, uruchomiliśmy specjalne procedury. Na uczelni każdy z zagranicznych studentów ma opiekuna, ma do niego telefon i może zadzwonić. Studenci zagraniczni, w obrębie kampusu czują się bezpiecznie, ale mogą pojawić się problemy poza uczelnią.

Zbigniew Jurkowski z wolontariuszem WOŚP. (fot.Twitter/ZbigniewJurkows)
Zbigniew Jurkowski z wolontariuszem WOŚP. (fot.Twitter/ZbigniewJurkows)

W komisji porządku publicznego zajmujemy się też współpracą ze służbami mundurowymi, strażą pożarną, policją, strażą miejską, poza tym z nadzorem budowlanym, z sanepidem.

We wszystkich sprawach wspieramy inicjatywy obywatelskie. Na komisje zapraszamy zawsze jakiegoś prelegenta, na pięcio, dziesięciominutowe wystąpienie. Osoby te pochodzą z różnych środowisk. Mają różne pomysły, a my pomagamy w ich realizacji.

Pan wydaje mi się osobą bardzo energiczną. Wszędzie pana pełno.

– Gdy pracowałem w Orlenie byłem dostępny 24 godziny na dobę dla pracowników. To mi zostało. Do mnie każdy może zadzwonić. Jeśli nie odbiorę, to oddzwonię.

Słynie pan też z organizacji niezwykłych imprez w Lublinie.

– Rzeczywiście z mojej inicjatywy jest w mieście kilka znanych eventów. Od siedmiu lat organizuję np. Ogólnopolski Zjazd Zbyszków. Ostatni odbył się 17 marca, zjechali się Zbyszkowie z całej Polski. Robimy to w Trybunale Koronnym, na starym mieście. Biletem wstępu jest upominek dla domu dziecka. Jest bogata część artystyczna, zwiedzamy także Lublin.

I dużo Zbyszków przyjeżdża?

– Ponad stu. Ci co raz byli, są co roku.

Jestem też organizatorem festynu „Ludzi pozytywnie zakręconych”. Robię go w czerwcu. Bierze w nim udział kilka tysięcy osób, pasjonaci z całej Polski, ściągam grupy rekonstrukcji historycznych. Poza tym działam aktywnie na portalach społecznościowych, np. na Facebooku, gdzie prowadzę kilka fanpage’y. Na Twitterze mniej działałem dotąd, ale odkąd przeczytałem, że Trump został prezydentem dzięki Twitterowi (śmiech), to mnie mobilizuje do działania.

Współpracuję ze szkołami. Moja szkoła średnia obchodziła ostatnio 100-lecie. Przyjechało 1000 absolwentów. Robiłem ten zjazd.

Działam też w środowiskach patriotycznych, mam honorowy tytuł członka rodziny katyńskiej, jestem z tego bardzo dumny.

Teraz ja panu coś opowiem. Gdy przyjechałem do Lublina zapytałem pewną panią, jak dojść do centrum. Zaproponowała, że weźmie mnie taksówką. Wywiązała się rozmowa, z nią i taksówkarzem. Najpierw powiedziała, że to dobrze, że będę ciepło wspominał Lublin, bo mnie podwiezie. Potem obydwoje chwalili zmiany w mieście i prezydenta Żuka, waszą koalicję. Z czego wynika sukces Lublina w ostatnich latach?

– Ludzie pracujący w samorządzie, samorządowcy, potrzebują lidera. Musi on w sposób nowoczesny dawać przykład, ciężko pracować i motywować innych. Osoba, która tylko zarządza, nie odniesie sukcesu w samorządzie. Kolejna kwestia: trzeba być odważnym, mieć odwagę do podejmowania decyzji.

Prezydent Żuk ma przygotowanie merytoryczne, ma wykształcenie, doktorat z ekonomii, pracował w Ministerstwie Skarbu, czyli zna procedury i uwarunkowania. Powiem tak przewrotnie, w dzisiejszych czasach sukces mierzy się liczbą wrogów (uśmiech).

Czyli sukces Lublina to Krzysztof Żuk.

– Wiem, że czasy są takie, że wielu ludzi pewnych rzeczy zazdrości. Nigdy natomiast nie widzą pracy, kosztów. Nic się nie bierze samo z siebie.

Poza tym inna ważna sprawa. Ludzie w samorządzie powinni mieć kontakt z czołowymi firmami, z biznesem. Muszą poznać zjawiska ekonomiczne.

A problemy prezydenta Żuka i ogólny konflikt na linii samorządy-rząd przekładają się na codzienną pracę w radzie miasta? Np. na relacje PO i PiS?

– Prywatnie nie mamy konfliktów, rozmawiamy. Natomiast widzę inny problem: w samorządzie jest zbyt wiele polityki. Po prostu, polityka warszawska oddziałuje na radnych. Są pewne instrukcje.

My radni PO i Wspólnego Lublina wspieramy Lublin. Radni PiS (w opozycji) też mogliby wspierać prezydenta, ale muszą wybrać walkę.

A skoro oni walczą, to i my podejmujemy rękawicę. W tej chwili zbieram podpisy pod referendum w sprawie ustawy o edukacji. Likwidacja gimnazjów została złożona na barki samorządu. Wzięliśmy byka za rogi, ale kosztowało nas to wiele energii i będzie kosztować wiele pieniędzy.

Dobrze się tak pracuje, w atmosferze walki?

– Wolałbym jej unikać. Ludzie są wielką polityką zmęczeni. Podam przykład: poprosiłem młodego chłopaka o podpis pod wnioskiem o referendum i wywiązała się rozmowa. I on mówi, że jak patrzy na polityków, to aż się w nim gotuje, mówi, że to nie jego bajka. Zapytałem, co studiuje. Mówi, że… politologię.

To klarowny sygnał. Przecież polityka powinna go pociągać.

– Energia w samorządzie warto, żeby szła w stronę pomocy prezydentowi, w kierunku rozwoju miasta. Radny nie powinien być politykiem, powinien spotykać się z mieszkańcami, znać ich problemy i wiedzieć jak zareagować, rozwiązać te problemy lub nie.

W samorządzie, ale także w sejmie, z tyłu głowy trzeba mieć myśl, po co pełni się funkcje publiczne. Walka polityczna powinna zejść na dalszy plan.

To jak z parowozem. Ma dużo pary i pytanie gdzie ta para pójdzie - w koła, czy może w gwizdek? Można doprowadzić do tego, że pójdzie w gwizdek.

– Pyta pan wprost o wojnę PiS kontra PO i ja odpowiem: nigdy nie jest tak, że wina jest po jednej stronie. Najlepiej na to spojrzeć nie tyle z góry, a wręcz z kosmosu. Wówczas - bywa - okaże się, że coś, co nam się wydaje bardzo ważne, wcale takie nie jest.

Radni, prezydenci, wójtowie – musimy też zdać sobie sprawę z wymiany pokoleń. Mam 60 lat, wiele osób w moim wieku żyje sprawami „Solidarności”, a dla młodych ludzi, 18-letnich, to jak I wojna światowa dla mnie.

W tej chwili sprawa dla Polski najważniejsza to bezpieczeństwo. Druga to wspomaganie karier młodych ludzi. Młodzi potrzebują stabilizacji, pracy, wyższych zarobków. Potrzeba im żłobków, szkół, one muszą być na poziomie.

Czasy są takie, że drogi, baseny już nie przekonują.

Z drugiej strony czasami w pomaganiu ludziom – młodym lub starym - trzeba też być ostrożnym. Oprócz komisji stałych działam np. w komisji mieszkaniowej. Jestem jej przewodniczącym. Pochłania ona wiele czasu, chodzimy na wizje lokalne. Uważam, że obligatoryjnie wszyscy powinniśmy być, jako radni, w tej komisji, by zobaczyć jak wygląda życie ludzi.

Są sytuacje takie jak pewnego człowieka z Lublina, który starał się o miejskie mieszkanie, mimo iż wcześniej wygrał pół miliona w konkursie sms.

Może przehulał te pieniądze, noga mu się powinęła?

– Rzeczywiście utrzymywał, że tych pieniędzy już nie ma. Podobno jednak wcześniej kupił przyczepy, chciał zatrudniać bezrobotnych. Po prostu powstało pytanie, czy mamy tej osobie pomóc.

To rzeczywiście ciekawe. Jesteście w stanie realnie sprawdzić, jakie ktoś ma środki do życia?

– Każdy oświadcza o zarobkach we wniosku o lokal socjalny, dostarcza PIT, ale poza tym, jako komisja, chodzimy po mieszkaniach. Ktoś mówi, że ma trudne warunki, mówi, że ma piątkę dzieci, a my przychodzimy i nie ma łóżeczka, nic nie ma, albo są łóżeczka, ale wszystko jest tak poukładane, że na pewno dzieci tam nie widziano. Robimy więc kolejne wizje, np. o 21.30 i znów nie ma najmłodszych. Gdzie dzieci mogą być o tej porze?

Chcę przez to powiedzieć, że praca samorządowca bywa też bardzo trudna. To są wizje bez zapowiedzi.

Zbigniew Jurkowski z delegacją z Lublina w Sumach we Wschodniej Ukrainie. (fot.:zorrp.org)
Zbigniew Jurkowski z delegacją z Lublina w Sumach we Wschodniej Ukrainie. (fot.:zorrp.org)

Chciałbym jeszcze skończyć wcześniejszy wątek, o politykierstwie w samorządach. Sam pan powiedział, że coraz więcej radnych – jak posłowie w Sejmie – dostaje instrukcje partyjne. Ja słyszałem, że są osoby, które pilnują dyscypliny w głosowaniach nad uchwałami, są też instrukcje SMS. Czy to aby nie przesada?

– Nie wiem, jak jest, jeśli chodzi o PiS. Jako członek PO nie dostaję takich SMS. Dziennie za to dostaję SMS-y, maile od mieszkańców i odpowiadam. 

Przed sesją jest jednak klub i tam się dyskutuje, wypracowuje pewien konsensus w sprawie głosowań.

Np., że musi być dyscyplina.

– Są głosowania, że musimy być na sali. Ostatnio np. była kwestia kontrowersyjnej reformy oświaty. Decydowaliśmy, które gimnazjum zlikwidować, a które nie. Są przecież np. gimnazja historyczne, mają patronów. To bardzo trudne tematy.

Uważa pan, że autonomia i pozycja radnego jest wystarczająca w obecnym systemie? Nie mogłaby być jednak lepsza? Mówi się czasami „radny bezradny”.

– Radnych warto oceniać jak uczniów szkole. Jeden chodzi do szkoły, robi co nauczyciel zadaje, ale są uczniowie, którzy biorą zadania dla chętnych i biorą udział w zajęciach pozalekcyjnych. Radny może więc spełniać swoją funkcję w pakiecie minimum – uczestniczyć w komisjach, przychodzić na sesje, ale stronić od szerszej działalności, natomiast może też podejść szerzej do obowiązków. Utrzymywać kontakt z mieszkańcami.

Czyli nie potrzeba zmian?

– Problem tkwi w dobrych decyzjach obywateli, w tym żeby dobrze wybierali.

Uważam, że kampanię wyborczą zaczyna się dzień po wyborach. Zresztą jeśli radny się ukrywa, nie można się z nim spotkać, to bardzo szybko pocztą pantoflową rozejdzie się, że jest mało otwarty i już straci swoją szansę.

Natomiast jeśli się współpracuje z mieszkańcami, to poczta pantoflowa zadziała inaczej. „Z tym radnym warto rozmawiać” – powiedzą ludzie. Spotykam się z mieszkańcami i w soboty i w niedziele, nie mam stałych godzin, tylko kumuluję te spotkania i jestem w stanie spotkać się w godzinę z 10 osobami. Każdy mi mówi w żołnierskich słowach w czym tkwi problem i potem mailem wysyłam odpowiedź.

Staram się też spotykać w ratuszu, żeby było łatwiej.

A diety na to wszystko wystarcza?

– Mam też pracę zawodową. Dieta to nie wynagrodzenie, to rekompensata straconych zarobków. Gdybym czas poświęcony na samorząd poświęcił na biznes, zarobiłbym więcej. Ale z tej pracy jest satysfakcja. Praca w samorządzie to wartość dodana. Człowiek będąc samorządowcem ma okazje poznawać nowych, ciekawych ludzi. Normalnie nie byłbym w stanie poznawać 10 osób dziennie. A tyle poznaję.

Robi pan takie statystyki, ile spraw załatwił w miesiącu? Radny sprzyjający prezydentowi powinien być skuteczny.

– Mam skuteczność. Dzisiaj miałem np. spotkanie z przedstawicielem rady osiedla. Potrzebują sygnalizacji świetlnej. Na szybko umówiłem się z dyrektorem od dróg i mostów. Powiedział, że dla niego to skrzyżowanie z układem świateł jest zasadne. Na razie to wystarczy. Dyrektor jest za, a nam zostaje znalezienie środków. Na koniec roku pojawią się oszczędności po przetargach, wówczas zrobimy wszystko, by to skrzyżowanie powstało.

Zresztą chodzi nie tylko o problemy, ale i o pomoc młodym zdolnym na przykład. Pomaganie kreatywnym, choćby finansowo w wydaniu płyty, daje wartość na przyszłość.

Zgłaszają się do mnie także inwestorzy, ostatnio osoba, która chce zainwestować w korty tenisowe w Lublinie. Skontaktowałem ją z dyrektorem ds. inwestycji. Już szukamy działki. To są też pasjonaci tenisa, chcą założyć szkółkę.

Mimo wszystko, mimo trudnych miesięcy dla samorządu w Polsce i samego samorządu w Lublinie, z pana opowieści jawi się pociągający sposób na życie. Czuje pan, że zmienia świat?

– Namawiam wszystkich do spróbowania sił w samorządzie. Oczywiście najpierw trzeba wygrać wybory. To nie jest proste, ale da się. Ostatnio miałem miejsce numer 4. na liście, a z okręgu weszły dwie osoby. Zrobiłem drugi wynik.

 


KOMENTARZE (10)ZOBACZ WSZYSTKIE

SUPER RADNY

EWELINA, 2017-04-19 06:24:44 odpowiedz

Jestem pełna uznania dla Radnego,byłam kiedyś dwie kadencje radną i mam trochę rozeznania co do kompetencji,osobowości,mądrości.Jest to Radny wybitny.

Ewa, 2017-04-17 07:47:08 odpowiedz

Pozdrowienia z Elbląga

Witek, 2017-04-11 06:46:02 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE