Niskie wynagrodzenia przekleństwem samorządowców?

- Polska administracja publiczna nie będzie pracować lepiej. Głównie z powodu niskich wynagrodzeń – twierdzi Marek Wójcik, dyrektor w biurze Związku Powiatów Polskich.
Niskie wynagrodzenia przekleństwem samorządowców?

Jego zdaniem dopóki kwestia wysokości płac urzędników będzie tematem wstydliwym, omijanym przez polityków jak najszerszym łukiem, dopóty widoczny już kryzys kadrowy w administracji będzie się pogłębiał.

Czytaj też: Im dalej od stolicy tym zarobki mniejsze

- Będziemy mieli do czynienia z coraz większą liczbą błędnych decyzji urzędniczych i pogarszaniem się jakości obsługi mieszkańców i przedsiębiorców. Bo w administracji pracują osoby coraz starsze z utrwalonymi nawykami i sfrustrowani niskimi zarobkami oraz ci, którzy nie mają wyjścia, więc przyjmą każdą pracę - ostrzega Marek Wójcik.

Wójcik zwraca uwagę na wynagrodzenia urzędników samorządowych na stanowiskach kierowniczych. Wysokość maksymalnego wynagrodzenia jest ograniczona i dlatego, jego zdaniem, np. prezydenci największych miast lub marszałkowie województw mają prawo być sfrustrowani. Efekt? Z pracy w samorządzie rezygnuje wielu wartościowych ludzi.

Czytaj też: Zarobki samorządowców: lepsze na starcie w urzędzie marszałkowskim niż po 30 latach w powiecie

- Gospodarując wielomiliardowymi budżetami, będąc w pracy praktycznie bez przerwy, działając pod presją opinii publicznej (mogącej niemal bez umiaru oceniać życie zawodowe i prywatne), zarabiają tyle samo, co np. specjalista w banku (niekoniecznie kluczowy) lub informatyk, którzy po przepracowaniu 8 godzin od poniedziałku do piątku, myśleć o pracy nie musi - zauważa.

Zdaniem Wójcika ograniczenie pensji samorządowych decydentów powoduje, że podejmują oni dodatkowe zatrudnienie. Znane są przypadki lekarzy, którzy w dzień kierują jst, w nocy pełnią dyżur w szpitalu. Wielu prowadzi działalność dydaktyczną, np. w formie wykładów.

- Oceniam, że wielu prezydentów, marszałków, starostów czy też skarbników mogłoby w przedsiębiorstwach czy bankach otrzymywać nawet kilkukrotnie wyższe wynagrodzenie niż to przysługujące im z tytułu piastowania funkcji w samorządzie terytorialnym - podkreśla Marek Wójcik.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Dyskusja o burmistrzach, wójtach, skarbnikach, a co autor powie o nas, zwykłych szarych urzędnikach, których pensje są niewiele wyższe niż najniższa krajowa...

KO, 2014-10-09 08:51:43 odpowiedz

Artykuł opiera się o komunały-nic rzeczowego.Dla przeciętnego zjadacza chleba ważniejsze jest,by urzędnik odpowiadał za swoje decyzje.Tego zaś nie ma w tej POLSZCZE!Nie może być tak, by burmistrz miał płacę wyższą od premiera rządu-a tak jest w niektórych miastach.Porównajcie płace pracowników za 16...80 zł a urzędników-jak uważają,że mają zbyt mało to niech idą do pracy jako kasjer-sprzedawca czy robotnik porządkowy. rozwiń

Pszczoła, 2014-10-08 17:07:02 odpowiedz

Nie zgadzam się z pana opinią ,brak odpowiedniego nadzoru nad pracą i efektami tej pracy oraz bezkarność urzędnicza to moim zdaniem przyczyna błędów i złej obsługi mieszkańców i przedsiębiorców.Pana pazerność świadczy o tym że nie zarabia pan samodzielnie żadnych pieniędzy ,ale kosztem innych bardzo... chętnie zwiększył by pan sobie i sobie podobnym swoje urzędnicze uposażenie.Tak mądrzy i wykształceni powinni od razu zatrudnić się jako specjaliści w banku czy innym prywatnym przedsiębiorstwie a nie podejmować się pracy na urzędzie .Z budżetowych pieniędzy wysoki urzędnik zarabia 15,000 zł a większość 1,500 .Najpierw niech pan zadba o to, aby wszyscy w budżetówce zarabiali połowę tego co w pana opinii, niedoceniani wysocy urzędnicy. rozwiń

50-latka , 2014-10-07 05:27:55 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE