Niż demograficzny to nie katastrofa

Rolą państwa jest takie reformowanie rynku pracy, by radził sobie ze zmianami demograficznymi - mówi Maciej Bukowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych.
Niż demograficzny to nie katastrofa
Jeśli prawdziwe są prognozy ONZ i Eurostatu, Polskę czeka katastrofa demograficzna...

Maciej Bukowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych: Nie używałbym słowa katastrofa.

Po prostu najpierw będziemy starsi, potem będzie nas mniej. W każdym kolejnym roku proporcje między pokoleniami produkcyjnym i poprodukcyjnym się zmieniają. Natomiast populacja jeszcze się nie kurczy. To zacznie się za około 10 lat.

Ale groźnie zrobi się w roku 2040 i w latach późniejszych.

- Proszę spojrzeć na problem z innej strony. Czy koniecznie chcemy, by było nas stale 40 milionów, a może warto się pogodzić, że za lat 50 Polska będzie krajem średniej wielkości z 30 milionami mieszkańców? Natomiast zupełnie innym zagadnieniem jest zmiana struktury demograficznej, która bardzo istotnie redefiniuje pewien kontrakt społeczny.

Zgoda na mniej liczny kraj chyba nie wystarczy. Grozi nam, że za 30, 40 lat znaczna część populacji aktywnej zawodowo będzie zajmować się obsługą ludzi starszych. Kto będzie pracował na wzrost?

- Znowu i tak, i nie. Podniesienie wieku emerytalnego czy ograniczenie przechodzenia na wcześniejsze emerytury częściowo złagodzi te problemy, ułatwi utrzymanie odpowiednich proporcji między liczbą pracujących a liczbą osób, na które trzeba łożyć. Pamiętajmy, że łagodzącym elementem jest także to, że jest mniej dzieci. To nie jest wcale źle z punktu widzenia obciążenia osoby pracującej.

Jej wszystko jedno, czy rezygnuje z części swojej konsumpcji na rzecz młodszego pokolenia, czy na rzecz pokolenia starszego.

Więc jeśli ma do czynienia z dużą liczbą osób starszych i mniejszą dzieci i młodzieży, to jest jej łatwiej niż jak gdyby i jednych, i drugich było wielu.

W długiej perspektywie to wcale nie jest takie jednoznaczne.

- Specjalnie to przerysowuję, bo w Polsce wciąż się uważa, że jak jest mało dzieci, to jest to jednoznacznie zła sytuacja, która nie ma dobrych stron. A to nieprawda. Mała liczba dzieci niesie wiele korzyści. Na przykład to, co do tej pory wydawaliśmy na edukację roczników, które jeszcze niedawno liczyły po 700 tys. osób, już za chwilę będzie można rozdysponować inaczej, bo w jednym roczniku będzie zaledwie 300 tys. dzieci.

Cały wywiad czytaj tu

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

A ja uważam, że p. Bukowski ma sporo racji. Dzisiaj panuje przekonanie, że jak zmaleje liczba ludności w Polsce to będzie katastrofa. A tymczasem nasze państwo być może nie ma potencjału na stale rosnącą liczbę ludności. Brakuje mi rzetelnej opinii specjalistów, którzy jasno powiedzieliby, jaka llic...zba mieszkańców naszego kraju byłaby optymalna. Bo niekontrolowany wzrost liczby dzieci spowoduje, że w pewnym momencie zabraknie miejsc w żłobkach, przedszkolach i szkołach (już zaczyna brakować). Potem zabraknie miejsc pracy (już brakuje). I raptem okaże się, że zamiast osób, które pracują na emertyów mamy dodatkową armię bezrobotnych, na których muszą pracować ci, którym udało się znaleźć pracę. Czyli zamiast dodatkowych dochodów - większe wydatki. Z drugiej natomiast strony mniej dzieci, to po kilkudziesięciu latach również mniej emerytów, co spowoduje, że proporcja między liczbą pracujących (czyli zasilających budżet państwa) a liczbą beneficjentów budżetu poprawi się. Dlatego wszystkim oburzonym na p. Bukowskiego radziłbym ostudzić emocje i zastanowić się nad innym głosem w ważnej sprawie. A bezkrytyczne porównywanie Polski do Francji czy Niemiec może być zgubne - tamte kraje być może mają potrzebę posiadać znacznie więcej ludzi, niż mają obecnie. rozwiń

krzyciel, 2012-09-24 15:34:51 odpowiedz

Nic się nie zmieniło? Takie czasy,że KAŻDY SOBIE RZEPKĘ SKROBIE!!! KAŻDY MA SWÓ INTERES,PRAWDAŻ?

SWAT, 2012-09-21 16:14:15 odpowiedz

Z przerażeniem patrzę na nielogiczność argumentów tak wysoko postawionej osoby. Oszywiście to podważa zaufanie do wszystkiego co czyni i mówi. Np. jesli inwestuję w swoje dziecko moge spodziewać się poza licznymi innymi korzysciami dla mnie i całego społeczeństwa także "odpłaty" czyli tego..., że zapewni mi ochronę na niedołężna starość. Jeśli zaś obecnie jako bezdzietny sześćdzisięciol;atek inwestowałem przez 7 lat w opiekę nad 92 letnią teściową, która wlaśnie odeszła, jedyne czego moge sie spodziewać to samotna starość bez podobnej opieki ze strony osób bliskich. To komentaż do jednej z głupszych konstatacji tego pana cyt"Jej wszystko jedno, czy rezygnuje z części swojej konsumpcji na rzecz młodszego pokolenia, czy na rzecz pokolenia starszego."

rozwiń

Viator, 2012-09-21 11:26:52 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE