PiS miał dobry pomysł z wynagrodzeniami urzędników, ale się przestraszył. Samorządy nie powinny?

- Przez kilka wakacyjnych dni, rządzące Prawo i Sprawiedliwość postanowiło zafundować sobie wakacyjną przygodę z wynagrodzeniami dla osób pełniących kierownicze stanowiska w państwie. Poselski projekt ustawy autorstwa posła Łukasza Schreibera zakładał, że najwyżsi funkcjonariusze publiczni, w tym wojewodowie, mieliby otrzymywać dodatki uzależnione od podstawowych wskaźników gospodarczych kraju – pisze dla PortalSamorzadowy.pl prof. Maciej Kisilowski.
PiS miał dobry pomysł z wynagrodzeniami urzędników, ale się przestraszył. Samorządy nie powinny?
Projekt posła PiS Łukasza Schreibera o nowoczesnym wynagradzaniu urzędników przetrwał dwa dni - przypomina prof. Kisilowski (Fot: Facebook)

Projekt przetrwał całe dwa dni. Opozycja okrzyknęła go „niegodnym i nieuczciwym”, a nawet prawicowy portal wpolityce.pl pisał o „kontrowersyjnym przeliczniku” łączącym zarobki polityków z sytuacją gospodarczą kraju.

Wnioskodawcy próbowali ratować sytuację, składając nową propozycję, która eliminowała właśnie ów najciekawszy aspekt pierwotnego projektu, czyli wspomniany dodatek lub przelicznik. Najwyraźniej, prosta podwyżka „po równo” jest w Warszawie uważana za mniej politycznie kontrowersyjną.

Trudno nam specjalnie współczuć tutaj rządzącej partii. Niecałe dwa lata temu, w wywiadzie dla Portalu Samorządowego, ekspert związanego z PIS Instytutu Sobieskiego przekonywał, że dodatki, premie i nagrody dla urzędników są „niezgodne z duchem służby publicznej”. Na celowniku eksperta były szczególnie samorządy, którym udaje się pozyskać znaczne środki z Unii Europejskiej. Czyli jednak po równo znaczy sprawiedliwie?

W październiku, nakładem Wydawnictwa Studio EMKA, ukaże się „Administrategia” – poradnik z zarządzania strategicznego dla urzędników administracji rządowej i samorządowej, którą napisałem wraz z Izabelą Kisilowską w oparciu o wieloletnie badania w Polsce i regionie. Nasze wnioski są jednoznaczne: administracja publiczna musi szukać metod motywowania pracowników do bardziej efektywnej, a przede wszystkim kreatywnej pracy.

Wynagrodzenia uczciwie powiązane z wynikami muszą być jednym z głównych elementów takiego motywowania. Co prawda, badania psychologów organizacji wskazują, że premia sama w sobie nie skłania ludzi do lepszej i bardziej wydajnej pracy. Jednak powiązanie zarobków z wynikami ma kluczowe znaczenie dla stworzenia merytokratycznej kultury organizacji. Jeśli urzędnik, który przygotował fantastyczny wniosek o dotację unijną ma świadomość, że na koniec miesiąca dostanie tyle samo, co kolega spędzający czas na parzeniu herbatki, to taka sytuacja będzie w oczywisty sposób deprymująca.

Oczywiście, ruchome składniki wynagrodzenia rodzą ryzyka. Szefowie mogą promować „miernych, biernych, ale wiernych”. W „Administrategii” pokazujemy, że takie podejście jest skrajnie krótkowzroczne i w rezultacie szkodliwe dla kariery samego szefa. Jak wie każdy wójt czy dyrektor, bez przynajmniej kilku dobrych, aktywnych ludzi „na pokładzie” nie da się dostarczać wyników. A to, prędzej czy później, oznacza przegrane wybory albo słabszą pozycję przy kolejnej reorganizacji.

Receptą w żadnym wypadku nie jest powrót do płacenia po równo. Zamiast tego, samorządy powinny wspólnie stworzyć profesjonalny i dość szczegółowy zestaw najlepszych praktyk w obszarze przyznawania premii i nagród. Jest to dobry moment, bo samorządy mają dużo praktycznych doświadczeń w tym zakresie, a badania naukowe z zakresu motywacji – na przykład dotyczące opisywanych w naszej książce tzw. Opinii 360-stopni – są już bardzo zaawansowane.

Takie praktyki powinny na początku być wyłącznie „miękkimi” zaleceniami, regularnie uaktualnianymi na podstawie doświadczeń z ich wdrażania. Po kilku latach, „sprawdzone w boju” praktyki mogłyby nabrać nieco większej mocy, ale wciąż nie jako uwielbiany przez naszych polityków ustawowy nakaz. Zamiast tego, ustawodawca mógłby, na przykład, łączyć wdrożenie sprawdzonych już praktyk wynagradzania z nieco wyższym poziomem wsparcia finansowego dla danej jednostki samorządu.

Gdyby politycy w Warszawie chcieli zająć się czymś innym niż permanentną wojną polityczną, to propozycja posła Schreibera mogłaby być doskonałym punktem wyjścia do dyskusji nad sposobem najskuteczniejszego motywowania urzędników publicznych, i to nie tylko na najwyższych szczeblach. Na taką centralnie inspirowaną dyskusję nie ma już zapewne co liczyć. Jednak samorządy wciąż mogą i powinny pochylić się nad tą sprawą, w swoim najlepiej pojętym interesie.

Maciej Kisilowski jest profesorem nadzw. prawa i zarządzania publicznego w Central European University w Budapeszcie oraz absolwentem Uniwersytetów Yale, Princeton i Inseadu. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Dokładnie! Może w końcu zaczniemy o tym rozmawiać bez szczucia na urzędników.

białołęka, 2016-09-06 13:43:32 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE