Pracownicy PUP ostrzegają miasto?

Pracownicy radomskiego urzędu pracy będą kontynuować rozpoczęty we wtorek protest ostrzegawczy. Taką decyzję podjął w środę zarząd Związku Zawodowego Pracowników Administracji PUP w Radomiu - poinformowała szefowa związku Edyta Kargulewicz.

Pracownicy domagają się od prezydenta Radomia zwiększenia o ponad 280 tys. zł dotacji na funkcjonowanie urzędu i obsługę bezrobotnych. Obecnie wynosi ona 4,6 mln zł.

Podczas wtorkowego spotkania ze związkowcami prezydent miasta Andrzej Kosztowniak poprosił o dwa tygodnie na znalezienie w budżecie pieniędzy na zwiększenie dotacji. Sprawą mają się również zająć radni podczas najbliższej sesji rady miejskiej, która odbędzie się pod koniec kwietnia.

Kargulewicz powiedziała, że na posiedzenie wybierają się także związkowcy, którzy chcą przedstawić radnym swoje stanowisko.

Pracownicy radomskiego pośredniaka od wtorku przychodzą do pracy ubrani na czarno. Na budynku pojawiły się czarne flagi oraz transparent informujący o proteście.

Przewodnicząca związku podkreśliła, że protest jest prowadzony w takiej formie, by nie był uciążliwy dla bezrobotnych. Ich obsługa odbywa się normalnie.

Zgodnie z przepisami, kosztami utrzymania urzędu pracy dzielą się starosta i prezydent miasta proporcjonalnie do liczby mieszkańców na terenie powiatu i miasta. Według wyliczeń związkowców w Radomiu 60 proc. kosztów utrzymania PUP powinien ponosić urząd miejski, a 40 proc. starostwo powiatowe.

Zdaniem Kargulewicz miasto co roku przekazuje urzędowi pracy ponad 200 tys. zł mniej niż powinno. Według niej, jest to niezgodne z ustawą o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Związkowcy nie mają natomiast zastrzeżeń co do wysokości dofinansowania przyznawanego przez starostę radomskiego.

Kargulewicz nie ukrywa, że dzięki zwiększonej dotacji pracownicy pośredniaka mogliby liczyć na podwyżki. Związkowcy zapowiadają zaostrzenie protestu, jeśli strony sporu nie dojdą do porozumienia. Nie wykluczają masowych urlopów na żądanie, które mogłyby utrudnić normalne funkcjonowanie urzędu.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

1. PUP-y, to pozorowane działania, w dodatku kosztowne.Onegdaj , fachowca z 25 letnim doświadczeniem, na odświeżenie uprawnień, wysłano na 180h kurs od postaw za 1500 zeta od głowy, gdzie wystarczyłoby 20- 30 godz. Następnie zwodzono mnie przez 6 miesięcy, łudząc dofinansowaniem z jakiegoś programu.... Oczywiście dofinansowanie otrzymał z pewnością ktoś o "lepszych kwalifikacjach"( znajomościach)
2.PUP-y, jak sama nazwa wskazuje, to praca dla osób "nieprzypadkowych"
3. Nie znam nikogo kto znalazł pracę przez PUP.
4. Skoro likwiduje się nierentowne szpitale, należy też zlikwidować nierentowne PUP-y. Skończmy z fikcją.
rozwiń

jursze, 2010-04-08 08:00:47 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE