Roboty publiczne mało efektywne. Przez samorządy?

  • Agnieszka Widera
  • 02-11-2015
  • drukuj
Dla gmin i powiatów roboty publiczne, prace społecznie użyteczne to sposób na tanią siłę roboczą. – Te formy nie generują nowych miejsc pracy, z czego jesteśmy rozliczani przez ministerstwo – komentuje Jerzy Kędziora, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Chorzowie,  przewodniczący Ogólnopolskiego Forum Dyrektorów Powiatowych Urzędów Pracy.
Roboty publiczne mało efektywne. Przez samorządy?
Jerzy Kędziora, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Chorzowie (fot.PTWP)

Starostowie i wójtowie mają pretensje, że urzędy pracy odchodzą od takich form wsparcia, jak roboty publiczne, prace społecznie użyteczne. Twierdzą, że PUP-y nastawione są na efektywność, a kuleje pomaganie osobom, które sobie nie radzą na rynku pracy. Jak sytuacja wygląda z pana strony?

– Reforma, która weszła w życie w maju ubiegłego roku, dała nam, jako urzędom pracy, bardzo dużo nowych instrumentów pracy, pomocy bezrobotnym. Ale niewątpliwie również jesteśmy teraz rozliczani przez ministerstwo jak w korporacji, z wyników i z efektywności.

Po każdym zastosowaniu aktywnej formy – czy to będą staże, czy prace interwencyjne, czy szkolenia – PUP-y muszą się wykazać wysoką efektywnością. Jak nie będzie efektywności, to będziemy musieli zwracać środki budżetowe.

Tymczasem przy formach takich jak roboty publiczne czy prace społecznie użyteczne praktycznie cały koszt jest po stronie PUP. Prace wykonywane są najczęściej na rzecz samorządu, a gmina nie zawsze potem zatrudnia te osoby.

Jesteśmy nastawieni na wyszukiwanie takich pracodawców, którzy po zakończonym procesie stażu, szkolenia, za które płacimy, dadzą zatrudnienie. A formy jak roboty publiczne i prace społecznie użyteczne nie przysparzają dodatkowych miejsc pracy i w związku z tym je ograniczamy.

Do minimum? Można się spodziewać, że robót publicznych za chwilę w ogóle nie będzie?

– Oczywiście takich form nie można całkowicie wykluczyć, ale są one minimalizowane, bo jak wspomniałem, ich efektywność nie jest taka, jaką zakłada ministerstwo.

Ale trudno się dziwić starostom czy wójtom, że chcą korzystać z takich robót. Powiaty, szczególnie ziemskie, zwykle są niedofinansowane. Brakuje środków finansowanych, a mając tanią siłę roboczą, za którą nie trzeba płacić, można wykonać wiele prac. Zwykle nie są to prace wymagające znajomości nowych technologii czy wysokich kwalifikacji.

My z kolei jesteśmy nastawieni na to, by nie była to sztuka dla sztuki. Jeśli przedsiębiorca korzysta z pewnych form, to państwo wspomaga go, ale po to, by po jakimś okresie tenże przedsiębiorca dał zatrudnienie. A nie na zasadzie – wykorzystałem, dziękuję, proszę kolejną osobę.

A jak w pana ocenie samorządy wykorzystują narzędzia do wpływania czy kreowania kierunków kształcenia odpowiadających na potrzeby rynku pracy?

– Powiem tak: na powiatowych radach rynku pracy, gdy opiniowane są kierunki kształcenia, przedstawiamy, czy dany zawód jest nadwyżkowy czy deficytowy, nawet to, ile jest ofert pracy w danym zawodzie w miastach ościennych.

Nie zawsze jednak to przekonuje radę, która podejmuje działania aprobujące kolejne kierunki kształcenia, gdzie w rzeczywistości chodzi o to, by tylko utrzymać szkołę.

Kolejny problem – w szkołach nauczyciele nie chcą się przekwalifikowywać, a to powinno mieć miejsce, by nadążać za rynkiem pracy, który jest bardzo dynamiczny.

Co może zatem robić PUP w szkołach?

– Od dwóch lat w Chorzowie prowadzimy zajęcia, którymi objęci są uczniowie kilku gimnazjów. W gimnazjach zawsze brakuje doradców zawodowych, a to właśnie na tym etapie powinno się już prowadzić orientację zawodową.

Są to zajęcia typowo w zakładach pracy. Wyszukujemy takie zakłady, np. piekarnicze, kowalstwa artystycznego, gdzie młodzi ludzie dotykają narzędzi, mogą praktycznie przekonać się, na czym dana praca polega.

Zwykle pogadanki polegające na tym, że ktoś przychodzi i coś opowiada, niewiele dają. Młodzi nie wiedzą, co mają zrobić i w konsekwencji rodzice za nich podejmują decyzje o liceum, a następnie o studiach. W efekcie mamy absolwentów kosmetologii czy temu podobnych kierunków, którzy są przekonani o swoich wysokich kwalifikacjach, tyle że te kwalifikacje są tak naprawdę nic nieznaczące na rynku.

My wskazujemy, co można realizować i w jaki sposób, by uniknąć w przyszłości sytuacji, w której młody człowiek musi korzystać z pomocy urzędu pracy.

 

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE