Sprawa związkowców z MPEC wraca do sądu

Sprawa szefów związków zawodowych działających w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Olsztynie znów trafi na wokandę - zdecydował w czwartek sąd. Związkowcy odpowiadają za domaganie się premii dla załogi bez wypowiedzenia porozumienia płacowego.
Sprawa związkowców z MPEC wraca do sądu
Sąd Okręgowy w Olsztynie, który rozpoznawał apelację, uznał, że sąd rejonowy nie dość wnikliwie rozważył wszelkie aspekty tej sprawy. Chodziło o to, że zanim związkowcy weszli w spór zbiorowy z pracodawcą, korzystali z pomocy prawnej radcy pracującego dla NSZZ "Solidarność".

"W uzasadnieniu wyroku brak jest ustaleń co do tego, czy oskarżeni działali w błędzie co do prawa" - powiedziała sędzia Danuta Hryniewicz i dodała, że chodzi o wyjaśnienie, czy każdy z oskarżonych w czasie prowadzenia sporu z pracodawcą "miał świadomość co do prawności lub bezprawności swoich działań".

Związkowcy z olsztyńskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w maju 2012 roku weszli w spór zbiorowy z pracodawcą. Do końca listopada działacze wszystkich związków w tym przedsiębiorstwie, tj. NSZZ "Solidarność", NSZZ "Solidarność 80", Niezależnego Samorządowego Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego oraz Krajowego Związku Zawodowego Ciepłowników, domagali się wypłaty premii regulaminowej za maj i sierpień w wysokości 20 proc. Ponieważ w tym czasie w mieście rozpoczęto dyskusję o budowie nowego kombinatu cieplnego, związkowcy prosili też o gwarancje zatrudnienia dla załogi. Efektem sporu było oflagowanie zakładu.

Kierownictwo MPEC uznało, że wywieszenie flag godzi w wizerunek firmy i zawiadomiło prokuraturę o działaniach związkowców. Śledczy po zbadaniu sprawy uznali, że związkowcy złamali prawo, ponieważ przed wejściem w spór zbiorowy nie wypowiedzieli pracodawcy porozumienia płacowego. Sprawa trafiła do sądu a ten w grudniu uniewinnił związkowców. Apelację złożyła prokuratura.

Oskarżeni związkowcy nie przyszli w czwartek do sądu. Przyszedł za to szef warmińsko-mazurskiej Solidarności Józef Dziki i kilku innych działaczy związkowych.

"Ta sprawa pokazuje, jak daleko pracodawca nie szanuje załogi, jak złe ma z nią relacje. To przykład złośliwości pracodawcy i jego braku porozumienia z ludźmi, nigdzie w Polsce o podobnym sporze nie słyszałem" - powiedział PAP Dziki.

"Moim zdaniem szkoda pieniędzy podatników na tak błahą sprawę. Przecież ci ludzie nic nie ukradli, nikogo nie skrzywdzili" - mówiła działaczka dawnej opozycji Anna Niszczak.

Adwokat oskarżonych Józef Lubieniecki podkreślił, że działali oni "w ramach statutu swoich organizacji".

"Oni nie walczyli o nic dla siebie, upominali się o prawa załogi zakładu. Przecież taka jest rola związkowca" - powiedział PAP Lubieniecki i dodał, że w ponownym procesie nadal będzie zabiegał o uniewinnienie związkowców.

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

zwiazkowiec musi wiedziec co mu wolno a czego nie wolno ( podburzanie załogi przeciwko pracodawcy jest lub powinno byc traktowane jako powazne przewinienie )

były zwiazkowiec, 2014-04-11 16:01:35 odpowiedz

Panu Dzikiemu i związkowcom to się w głowach trochę chyba poprzewracało. Jeśli obowiązuje porozumienie płacowe to związki nie mogą prowadzić sporu zbiorowego w tym zakresie. Taki spór to naruszenie spokoju społecznego i jawna próba wymuszenia wobec pracodawcy ! mam nadzieję, że sąd wyda sprawiedliwy... wyrok. rozwiń

123, 2014-04-10 17:56:05 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE