Strefy ekonomiczne mierzą się z mniejszą liczbą inwestorów i miejsc pracy

  • aw/Newseria
  • 08-06-2016
  • drukuj
• Liczba inwestycji, zwłaszcza w specjalnych strefach ekonomicznych, jest niższa niż przygotowane pod nie atrakcyjne tereny.
• Zmieniają się też technologie i inwestorzy zatrudniają coraz mniej osób. Problemem jest też brak wykwalifikowanych pracowników.
• Katowicka SSE wraz z Politechniką Śląską planują uruchomienie dualnych studiów, które pozwolą na jednoczesną naukę teorii i praktykę w konkretnej firmie. Mają też ochronić strefę przed odpływem inwestorów.
Strefy ekonomiczne mierzą się z mniejszą liczbą inwestorów i miejsc pracy
– Nasi klienci rozwijają się w kierunku wysokich technologii i innowacji. To jest trochę w sprzeczności z podstawowym założeniem strefy, tzn. z tym, że ona ma tworzyć miejsca pracy - zauważa Piotr Wojaczek (fot.PTWP)

– Miejsc do inwestowania dobrze wyposażonych w infrastrukturę i nieźle skomunikowanych jest znacznie więcej niż potencjalnych inwestorów, dlatego musimy sięgać po znacznie kosztowniejsze w utrzymaniu czy w realizowaniu przewagi konkurencyjne. Wracamy do naszej podstawowej przewagi, którą jest kapitał ludzki – mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. – Rynek pracy uległ pewnej deformacji. Szkoły zawodowe kształciły w zawodach, które są potrzebne na świecie, a nie u nas – kucharzy czy fryzjerów. My potrzebujemy ludzi do obsługi nowoczesnych fabryk.

Program K2 się rozkręca

Przed rokiem Katowicka SSE rozpoczęła pilotażowy program K2 – Kariera i Kompetencje. W maju uruchomiono w siedzibie Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Katowicach Centrum Kompetencji, którego celem jest zapewnienie oferty edukacyjnej w zakresie automatyki, pneumatyki, hydrauliki, robotyki i mechatroniki przemysłowej.

– Szkoły muszą się zmienić tak, żeby swoimi wynikami zaświadczały o tym, że to jest prestiżowe miejsce. Liczba uczniów, którzy uzyskują dobre miejsce pracy w okresie sześciu miesięcy i średnie wynagrodzenie to są parametry, że szkoła kształci w dobrej specjalizacji, na właściwym poziomie. Ale to wszystko trzeba zbudować – przekonuje Wojaczek.

Jak mówi, na Politechnice Śląskiej trwają przygotowania do uruchomienia trzyletnich licencjackich studiów zawodowych na Wydziale Mechaniczno-Technologicznym. Mają one ruszyć w najbliższym roku akademickim. Połowę czasu studenci spędzą w firmach, ucząc się zawodu w praktyce.

– Ich prace dyplomowe będą rozwiązaniem konkretnych problemów technicznych czy technologicznych u pracodawcy. Ci ludzie natychmiast będą mieli pracę, bo nikt takiej osoby nie wypuści od siebie, jeżeli przedtem ona ten cykl przeszła w sposób prawidłowy – przekonuje Wojaczek. – Pomoc publiczna się pewnie kiedyś skończy, ale zostanie nam przewaga dobrze zorganizowanego miejsca na inwestycje, niedrogiego i świetnego rynku pracy. To są dwie rzeczy, które należy poprawić i rozwinąć, a wówczas wciąż będziemy liderami.

Kto inwestuje w katowickiej strefie?

Katowicka SSE w czerwcu obchodzi swoje 20-lecie. Przez ten czas zebrała ponad 5,5 mld euro na inwestycje. Największą część z nich przekazali Amerykanie – 35,8 proc., oraz Włosi – 22,4 proc. W strefie inwestują też m.in. Polacy, Niemcy, Japończycy i Hiszpanie.

– Nasi klienci rozwijają się w kierunku wysokich technologii i innowacji. To jest trochę w sprzeczności z podstawowym założeniem strefy, tzn. z tym, że ona ma tworzyć miejsca pracy. Ale trend reinwestowania zysków w strefie po to, żeby na przykład dobudować kolejną nowoczesną linię produkcyjną, która wprawdzie w zestawieniu z tą pierwszą zatrudni 10 razy mniej ludzi, oznacza jednak, że dzięki temu chronimy te pierwsze miejsca pracy – dzieli się doświadczeniami prezes Katowickiej SSE.

Jak podkreśla, niezadowoleni inwestorzy mogliby opuścić strefę i zlikwidować wszystkie miejsca pracy. Ponadto inwestycje w zaawansowane technologicznie rozwiązania podnoszą kwalifikacje zawodowe pracowników, dając im wyższe kompetencje, co przyczynia się do tego, że pracodawcom nie opłaca się ich zwalniać. Dodatkowo pozytywną stroną inwestycji dokonywanych w Katowickiej SSE jest fakt, że inwestorzy nie są uzależnieni od jednego odbiorcy, którego kłopoty mogłyby spowodować ich bankructwo czy przynajmniej konieczność ograniczenia produkcji.

– Te firmy, zwłaszcza z branży motoryzacyjnej, mają tak dobrze zdywersyfikowane portfele zamówień, że nawet zamieszanie w jednej czy w dwóch fabrykach nie powoduje żadnej frustracji właściciela, a tym bardziej pracowników, o których nam chodzi. To wszystko przebiega w sposób niezauważalny – mówi Wojaczek.

Motoryzacja to najważniejsza branża w strefie. Odpowiada za ponad 60 proc. inwestycji. Kolejna – wyroby ze szkła – jest dziewięciokrotnie mniejsza.

– Polska walczy o kolejne fabryki samochodów, ale nawet jeżeli ta fabryka nie trafi do nas, tylko na Słowację, Węgry czy do Czech, to i tak dostawcy ulokują w portfelach naszych klientów zlecenia. A właśnie dywersyfikacja powoduje, że stabilność tego zatrudnienia jest kilka razy większa niż w jednej fabryce, która uzależniona jest od produkcji najczęściej jednego modelu – przekonuje.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE