Warszawa, Praca kobiet: W tej spółdzielni pracują tylko kobiety

• W Warszawie działa pralnia "Praca kobiet" - jedyna taka spółdzielnia pracy w stolicy.
• Założyła ją prawie 70 lat temu kobieta dla kobiet, by dać im zajęcie i środki do życia w trudnych, powojennych czasach.
• W najlepszych latach zatrudniała ponad tysiąc osób, dziś pracuje ich tu 20, a szefem jest mężczyzna.
Warszawa, Praca kobiet: W tej spółdzielni pracują tylko kobiety
W Spółdzielni Pracy Usług Pralniczych i Porządkowych "Praca kobiet" dziś zatrudnionych jest ponad 20 osób, głównie kobiety, choć szefem jest mężczyzna (fot.pixabay.com)

Tu 8 marca, czyli Międzynarodowy Dzień Kobiet, obchodzony jest zawsze. "Tak jak to było 50 lat temu, tak i teraz szef przychodzi z kwiatami i z czekoladkami. Przedtem może było trochę lepiej, bo były bilety do teatru i kina, ale teraz zakład się zmniejszył i ma mniejsze obroty" - mówi pani Stanisława Zawadzka, w "Pracy kobiet" od 49 lat, dziś odpowiadająca za kontakt z klientami. Wielu zna od lat, bo - jak mówi - zadowoleni z jakości usług i z sentymentu wracają do starego zakładu przy ul. Saskiej.

"Zakład, ten konkretnie, istnieje od 1968 r., ale w ogóle jako spółdzielnia pracy kobiet działa od 1948 r. Założyła go kobieta dla innych kobiet, bo po wojnie wiele z nich nie miało pracy. Początkowo warunki były przeokropne - panie prały w wannach, ręcznie, chemiczne czyszczenie było w benzynie. Musiały sobie radzić. Oprócz prania spółdzielnia dawała im pracę przy zbiorze ziemniaków czy truskawek" - wyjaśnia pani Stanisława.

Jak mówi, spółdzielni zdarzyło się prać stroje ludowe czy 60-letnią suknię ślubną babci, w której do ołtarza chciała iść jej wnuczka. "Zdarzyło się także, że wnuki, po śmierci dziadka, przyniosły do prania jego garnitur. Spytałam, czy przejrzeli kieszenie, bo może postawił im jakiś spadek. Oglądam garnitur, patrzę w kieszenie i faktycznie - plik banknotów był. Bardzo byli zaskoczeni" - wspomina.

Czytaj też: Tutaj Dzień Kobiet mają cały rok

W Spółdzielni Pracy Usług Pralniczych i Porządkowych "Praca kobiet" dziś zatrudnionych jest ponad 20 osób, głównie kobiety, choć szefem jest mężczyzna. "Praca bardzo się zmieniła. Są bardziej nowoczesne, ekologiczne maszyny. Przedtem zapachy unosiły się na zewnątrz, teraz jest cykl zamknięty. Wszystko jest ekologiczne i bezpieczne - dla zdrowia i otoczenia" - wyjaśnia pani Stanisława.

Jak mówi, praca w pralni nie jest lekka, niezależnie od stanowiska. Większość wykonują kobiety, ale kocioł obsługuje mężczyzna, kierowcami są także mężczyźni. Na pytanie, czy dla klientów może być ważne, że pracują tu kobiety, mówi: "To ma znaczenie. Kobieta ma ten smak, na przykład obrusa nie złoży w kosteczkę. Dziewczyny się starają" - przekonuje pani Stanisława.

Potwierdza to prezes zarządu spółdzielni Adam Trojanowski. "Kiedyś sprawami prania i prasowania, domem zajmowały się głównie kobiety. To one przychodziły do pralni i chciały swoje pranie zostawiać w rękach kobiet. Teraz to się zmieniło, wśród naszych klientów jest wielu mężczyzn" - mówi. Jak dodaje, dziś ludzie mają mniej czasu, więc oddają rzeczy do pralni. "Niektórzy, gdyby mogli, oddawaliby wszystko - nawet bieliznę osobistą" - śmieje się. Ale "Praca kobiet" ma zasadę - bielizny damskiej nie przyjmuje. "Kalesony męskie, podkoszulki tak. Hmm.. to chyba z dawnych czasów zostało" - dodaje.

Pracownice zakładu chwalą się, że piorą dla ambasad, Trybunału Konstytucyjnego, teatrów. "Miałyśmy okazję obejrzeć np. stroje aktorów z Teatru Polskiego. Z taką odzieżą trzeba umieć postępować. Cieszy efekt końcowy" - przekonuje pani Małgorzata Kołodziejek, od 40 lat w "Pracy kobiet". Wspomina też, jaką sztuką było wyprasowanie 40-metrowej firany. "Ale klient przywiózł, zamówił. Widocznie miał wysokie mieszkanie, duże okna" - tłumaczy.

Pani Małgorzata mówi, że niedługo przejdzie na emeryturę. Wspomina czasy, gdy zakład był duży i pełen ludzi. "Kiedyś bardzo sobie chwaliliśmy warunki pracy tutaj. Bardzo dobrze zarabiałyśmy, dbano o sprawy socjalne, nawet miałyśmy bilety do fryzjera, by ładnie wyglądać" - powiedziała. Dodała, że teraz pracy jest coraz mniej i potrzebnych będzie mniej pracowników. "A szkoły tego fachu nie uczą, smykałkę trzeba mieć w sobie" - mówi.

Adam Trojanowski przyznaje, że zastanawia się nad przyszłością zakładu. "Zatrudniałem już kiedyś na próbę nowych pracowników, ale po miesiącu widziałem, że chęci w nich do tej roboty nie ma. A one są najważniejsze, potem potrzebna jest dobra organizacja, samodzielność, bo choć pracuje się na oddzielnym stanowisku, to efekt całościowy naszych usług zależy od pracy zespołu" - wyjaśnia. "Może będę musiał zatrudniać cudzoziemców?" - zastanawia się. Póki co szykuje dla swoich pań kwiaty i czekoladki na 8 marca.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE