PARTNER PORTALU
  • BGK

Warszawa, reprywatyzacja: Radni okazali się bezradni. Jeszcze gorzej jest na prowincji

  • Piotr Toborek    30 sierpnia 2016 - 11:58
Warszawa, reprywatyzacja: Radni okazali się bezradni. Jeszcze gorzej jest na prowincji

Rada Miasta Stołecznego Warszawy (fot.:radawarszawy.um.warszawa.pl)

- W Warszawie w sprawie reprywatyzacji za prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz radni nie zdali egzaminu, w wielu mniejszych ośrodkach mamy prawdziwą sitwę. „Gęba na kłódkę” i słowa tam nikt nie powie. Ja natomiast wolałbym mieć rady, które nawet jeśli nie wybierają zarządów, to mają prawo żądać, odpytywać prezydentów i dostawać to co chcą, żeby lepiej służyć ludziom. Radni jednak bardzo często są pracownikami spółek samorządowych, jednostek podległych, a nierzadko po prostu są urzędnikami, w gminie obok, w powiecie, czy w województwie. Są na różne sposoby powiązani z władzą wykonawczą, co stawia ich w poważnym konflikcie interesów - mówi w rozmowie z Portalsamorzadowy.pl Grzegorz Makowski, dyrektor programu Odpowiedzialne Państwo Fundacja im. Stefana Batorego.




Zajmujecie się w Fundacji im. Stefana Batorego badaniami samorządów. Jak to możliwe, że przez lata dochodzi do takich nieprawidłowości jak w Warszawie w sprawie reprywatyzacji? Co robią radni, że nie podnoszą alarmu?

Grzegorz Makowski, dyrektor programu Odpowiedzialne Państwo, Fundacja im. Stefana Batorego: - Niestety, mamy tu doskonały przykład na potwierdzenie wyników naszych badań z 2014 r., o sugestywnym tytule „Samorządowe unie personalne”. Pokazały one m.in. ogromną skalę upartyjnienia i zurzędniczenia rad. Konkluzja była taka, że w obecnym systemie rady nie są w stanie wykonywać swojej podstawowej funkcji jaką jest właśnie kontrola. Tak naprawdę niewiele mogą, są pozbawione np. obsługi prawnej, mają nawet problem z dostępem do podstawowych dokumentów i opracowań urzędowych.

Niedawno mieliśmy przecież przykłady, i to w Warszawie, jak to radny, Jarosław Krajewski, obecnie poseł PiS, musiał składać zwykły wniosek o dostęp do informacji publicznej, żeby dostać dokumenty, do których powinien mieć wgląd od ręki. To samo z obsługą prawną, którą ma obowiązek zagwarantować włodarz.

Zwykle taki prawnik zatrudniony przez prezydenta, wójta czy burmistrza jest w permanentnym konflikcie interesów – ma m.in. dla radnych opiniować działania człowieka, który go zatrudnił. Znam przypadek miasta gdzie burmistrz powiedział po prostu, że zabrania radcy prawnemu komunikować się z radą i tyle.

Tymczasem nie po to my tych radnych przecież wybieramy, płacimy im diety, żeby oni potem musieli walczyć o uzyskanie podstawowych informacji o naszym samorządzie. Oni to powinni mieć zagwarantowane z automatu. Jak nie mając dostępu do dokumentów mogą cokolwiek kontrolować?

Czyli lepiej byłoby, gdyby, jak kiedyś, radni wybierali zarząd?

- Tamto rozwiązanie też, jak wszystko, miało swoje słabe strony, ale zabierając radnym tę kompetencję nikt nie zastanowił się, jak to się ma do całości i co w zamian. A skoro radni nic nie mogą to po co ich jest tylu? Po co w ogóle za nich płacić? Oczywiście ironizuję. Wolałbym mieć rady, które nawet jeśli nie wybierają zarządów, to mają prawo żądać, odpytywać prezydentów i dostawać to co chcą, żeby lepiej służyć ludziom.

Gdzie jeszcze leży problem?

- W tym, że radni bardzo często są pracownikami spółek samorządowych, jednostek podległych, a nierzadko po prostu są urzędnikami, w gminie obok, w powiecie, czy w województwie. Są na różne sposoby powiązani z władzą wykonawczą, co stawia ich w poważnym konflikcie interesów.

A to jest jeszcze wzmagane przez upartyjnienie samorządów, szczególnie w powiatach, województwach i większych miastach. Ten problem jest też bardzo wyraźny w przypadku Warszawy. Choć, co ciekawe, stolica liderem pod tym względem nie jest.

Brakuje ograniczeń, bo można być przykładowo urzędnikiem w Wołominie i radnym w Warszawie i vice versa.

A partie często nie są zainteresowane tym, żeby w tych radach byli ludzie robiący coś sensownego dla gminy. Chcą mieć „swoich” ludzi, którzy reprezentują ich interes i budują partyjne doły. Często to są urzędnicy, nauczyciele, itp. Jak są wierni, to partia ich za to dodatkowo wynagradza miejscami na listach wyborczych do rad.







KOMENTARZE (2)

  • radny gminy, 2016-08-30 15:53:20

    Niestety WARSZAWKA samorządność lub samorządność po warszawskie nie przysłuży się pozytywnie dobrym samorządom w Polsce. To będzie pretekstem do ograniczenia swobody działania samorządów gminnych, opresyjność kontroli oraz ograniczenie finansowania. Za to musimy komuś podziękować. Ale komu?...  rozwiń
  • Zbigniew Rybak, 2016-08-30 15:02:44

    Może warto spytać urzędników ( a nie polityków, społeczników czy naukowców) dlaczego samorządy w wielu sytuacjach przypominają folwarki. Urzędnicy to jedyna grupa znająca od podszewki mechanizmy działania władzy samorządowej. Może warto zastanowić się dlaczego w demokracji tak ważna jest kadencyj...ność. Może warto idąc za przykładem dobrze zorganizowanych państw (np. Holandii) warto zorganizować samorządowa apolityczną służbę cywilną. Może warto oddzielić stanowiska polityczne od merytorycznych - burmistrz to polityk, a nie urzędnik! Może warto ustawowo zabronić urzędnikom angażować się w działalność polityczną. Może warto …….  rozwiń