Warszawa, reprywatyzacja: Radni okazali się bezradni. Jeszcze gorzej jest na prowincji

  • Piotr Toborek
  • 30-08-2016
  • drukuj
- W Warszawie w sprawie reprywatyzacji za prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz radni nie zdali egzaminu, w wielu mniejszych ośrodkach mamy prawdziwą sitwę. „Gęba na kłódkę” i słowa tam nikt nie powie. Ja natomiast wolałbym mieć rady, które nawet jeśli nie wybierają zarządów, to mają prawo żądać, odpytywać prezydentów i dostawać to co chcą, żeby lepiej służyć ludziom. Radni jednak bardzo często są pracownikami spółek samorządowych, jednostek podległych, a nierzadko po prostu są urzędnikami, w gminie obok, w powiecie, czy w województwie. Są na różne sposoby powiązani z władzą wykonawczą, co stawia ich w poważnym konflikcie interesów - mówi w rozmowie z Portalsamorzadowy.pl Grzegorz Makowski, dyrektor programu Odpowiedzialne Państwo Fundacja im. Stefana Batorego.
Warszawa, reprywatyzacja: Radni okazali się bezradni. Jeszcze gorzej jest na prowincji
Rada Miasta Stołecznego Warszawy (fot.:radawarszawy.um.warszawa.pl)

Zajmujecie się w Fundacji im. Stefana Batorego badaniami samorządów. Jak to możliwe, że przez lata dochodzi do takich nieprawidłowości jak w Warszawie w sprawie reprywatyzacji? Co robią radni, że nie podnoszą alarmu?

Grzegorz Makowski, dyrektor programu Odpowiedzialne Państwo, Fundacja im. Stefana Batorego: - Niestety, mamy tu doskonały przykład na potwierdzenie wyników naszych badań z 2014 r., o sugestywnym tytule „Samorządowe unie personalne”. Pokazały one m.in. ogromną skalę upartyjnienia i zurzędniczenia rad. Konkluzja była taka, że w obecnym systemie rady nie są w stanie wykonywać swojej podstawowej funkcji jaką jest właśnie kontrola. Tak naprawdę niewiele mogą, są pozbawione np. obsługi prawnej, mają nawet problem z dostępem do podstawowych dokumentów i opracowań urzędowych.

Niedawno mieliśmy przecież przykłady, i to w Warszawie, jak to radny, Jarosław Krajewski, obecnie poseł PiS, musiał składać zwykły wniosek o dostęp do informacji publicznej, żeby dostać dokumenty, do których powinien mieć wgląd od ręki. To samo z obsługą prawną, którą ma obowiązek zagwarantować włodarz.

Zwykle taki prawnik zatrudniony przez prezydenta, wójta czy burmistrza jest w permanentnym konflikcie interesów – ma m.in. dla radnych opiniować działania człowieka, który go zatrudnił. Znam przypadek miasta gdzie burmistrz powiedział po prostu, że zabrania radcy prawnemu komunikować się z radą i tyle.

Tymczasem nie po to my tych radnych przecież wybieramy, płacimy im diety, żeby oni potem musieli walczyć o uzyskanie podstawowych informacji o naszym samorządzie. Oni to powinni mieć zagwarantowane z automatu. Jak nie mając dostępu do dokumentów mogą cokolwiek kontrolować?

Czyli lepiej byłoby, gdyby, jak kiedyś, radni wybierali zarząd?

- Tamto rozwiązanie też, jak wszystko, miało swoje słabe strony, ale zabierając radnym tę kompetencję nikt nie zastanowił się, jak to się ma do całości i co w zamian. A skoro radni nic nie mogą to po co ich jest tylu? Po co w ogóle za nich płacić? Oczywiście ironizuję. Wolałbym mieć rady, które nawet jeśli nie wybierają zarządów, to mają prawo żądać, odpytywać prezydentów i dostawać to co chcą, żeby lepiej służyć ludziom.

Gdzie jeszcze leży problem?

- W tym, że radni bardzo często są pracownikami spółek samorządowych, jednostek podległych, a nierzadko po prostu są urzędnikami, w gminie obok, w powiecie, czy w województwie. Są na różne sposoby powiązani z władzą wykonawczą, co stawia ich w poważnym konflikcie interesów.

A to jest jeszcze wzmagane przez upartyjnienie samorządów, szczególnie w powiatach, województwach i większych miastach. Ten problem jest też bardzo wyraźny w przypadku Warszawy. Choć, co ciekawe, stolica liderem pod tym względem nie jest.

Brakuje ograniczeń, bo można być przykładowo urzędnikiem w Wołominie i radnym w Warszawie i vice versa.

A partie często nie są zainteresowane tym, żeby w tych radach byli ludzie robiący coś sensownego dla gminy. Chcą mieć „swoich” ludzi, którzy reprezentują ich interes i budują partyjne doły. Często to są urzędnicy, nauczyciele, itp. Jak są wierni, to partia ich za to dodatkowo wynagradza miejscami na listach wyborczych do rad.

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

Niestety WARSZAWKA samorządność lub samorządność po warszawskie nie przysłuży się pozytywnie dobrym samorządom w Polsce. To będzie pretekstem do ograniczenia swobody działania samorządów gminnych, opresyjność kontroli oraz ograniczenie finansowania. Za to musimy komuś podziękować. Ale komu?... rozwiń

radny gminy, 2016-08-30 15:53:20 odpowiedz

Może warto spytać urzędników ( a nie polityków, społeczników czy naukowców) dlaczego samorządy w wielu sytuacjach przypominają folwarki. Urzędnicy to jedyna grupa znająca od podszewki mechanizmy działania władzy samorządowej. Może warto zastanowić się dlaczego w demokracji tak ważna jest kadencyj...ność. Może warto idąc za przykładem dobrze zorganizowanych państw (np. Holandii) warto zorganizować samorządowa apolityczną służbę cywilną. Może warto oddzielić stanowiska polityczne od merytorycznych - burmistrz to polityk, a nie urzędnik! Może warto ustawowo zabronić urzędnikom angażować się w działalność polityczną. Może warto ……. rozwiń

Zbigniew Rybak, 2016-08-30 15:02:44 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE