Zamiast litewsko - polskiej, litewsko - kaliningradzka strefa ekonomiczna?

Samorząd rejonu Šakiai (65 km na zachód od Kowna i około 50 km na północ od Marijampolė) zainicjował otwarcie przejścia granicznego w miejscowości Kudirkos Naujamiestis i proponuje rozważyć ideę utworzenia wspólnej strefy ekonomicznej z miastem Dobrovolsk w obwodzie kaliningradzkim Federacji Rosyjskiej.
Zamiast litewsko - polskiej, litewsko - kaliningradzka strefa ekonomiczna?

Dyrektor Departamentu Rozwoju Regionalnego Šakiai,Vitas Girdausas, twierdzi na łamach „Lietuvos žinios", że pod strefę ekonomiczną Rosjanie przeznaczyli po swojej stronie część poligonu, który w niedalekiej przyszłości przekażą władzom cywilnym Krasnoznamenska, zaś po stronie litewskiej strefa objęłaby obrzeże Kudirkos Naujamiestis, a w szczególności tereny po upadłej fabryce lnianej.

Centralne władze Litwy pomysł oceniają na razie ostrożnie. Litewski MSZ podkreślił, że wniosek powinien przede wszystkim być uzasadniony z ekonomicznego punktu widzenia. Przedstawiciele Dyrekcji Przejść Granicznych zwrócili uwagę, że sam sprzęt potrzebny do międzynarodowego przejścia kosztowałby dziesiątki milionów litów.

Gdyby doszło jednak do realizacji pomysłu, bez wątpienia taka strefa zyskałaby inwestorów. Umożliwiłaby bowiem eksport towarów bez cła do krajów Unii celnej (Rosja, Kazachstan, Białoruś). Litewskie strefy ekonomiczne już mają coraz więcej inwestorów, bo Litwa doskonale sobie radzi eksportem na rynki byłych republik radzieckich. Tylko w Marijampoles specjalną strefę ekonomiczną inwestorzy zainwestowali 7 mln litów. Strefa zyska niebawem na znaczeniu, bo powstają tu kolejowe i drogowe centra logistyczne.

Od 20 lat trwa dyskusja, jak ożywić polsko - litewskie pogranicze. Przypomnijmy, że jedna z nich odbyła się niedawno w Konsulacie Litewskim w Sejnach. Padło tam wiele ciekawych wniosków i propozycji.

Dotychczasowe doświadczenia każą jednak przyjmować je sceptycznie, bo od pomysłu do realizacji na tym pograniczu - droga daleka. Już przed 20 laty, Romuald Witkowski, ówczesny wójt przygranicznej gminy Puńsk, a obecnie wicestarosta powiatu sejneńskiego, wystąpił podczas obrad litewsko - polskiej grupy międzyparlamentarnej, z wnioskiem o utworzenie międzypaństwowego programu rozwoju terenów tego pogranicza. Poparł go wówczas m.in. Vytautas Landsbegis, przewodniczący litewskiego parlamentu, ale po stronie władz polskich jakoś entuzjazmu nie było.

Do pomysłu, po latach, powrócił w 2011 roku ówczesny premier Litwy Andrius Kubilius, który skierował do polskiego premiera list, proponując utworzenie polsko-litewskiego zespołu ds. rozwoju Wileńszczyzny i Suwalszczyzny. W liście litewski premier wystąpił z propozycją utworzenia specjalnego zespołu do spraw społecznych i gospodarczych, który przygotowałby propozycje wsparcia rozwoju społecznego i gospodarczego południowo-wschodniej Litwy i regionu suwalskiego.

Donald Tusk w swym z kolei liście do szefa litewskiego rządu Andriusa Kubiliusa bez entuzjazmu odniósł się do propozycji utworzenia zespołu ds. rozwoju Wileńszczyzny i Suwalszczyzny. Dziękując Kubiliusowi za propozycję powołania kolejnych grup roboczych, zwrócił uwagę, że faktycznie „wiele problemów rozwiązać można przez dialog, choć czasem wystarczające są działania jednostronne". Ocenił, że jest zbyt wcześnie na powoływanie kolejnych grup roboczych.

Szkoda, bo takie wspólne polsko - litewskie programy mogłyby liczyć na wsparcie Unii Europejskiej, lubiącej duże programy. Może dlatego zniecierpliwieni Litwini szukają szans we współpracy z Rosjanami w obwodzie kaliningradzkim. Działa tam z powodzeniem już ok. 500 litewskich spółek, podczas gdy polskich pozostało zaledwie ok.50.

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

Hmmm... przecież teraz każda firma może się dostać do strefy ekonomicznej, oczywiście wykorzystując okazje, bo nie sądzę, aby nieruchomości Jartomu, a szczególnie ta nieruchomość w Bieruniu, długo postała z taką wyceną. Będę obserwował rynek. Może przejęcia przyczynią się do zmian w branży?... rozwiń

rabako, 2013-09-26 12:42:11 odpowiedz

Litwini to wbrew pozorom nie są romantycy, a pragmatycy.

nocturn, 2013-07-24 21:05:27 odpowiedz

Jak by nie patrzeć, to Litwie bliżej do Rosji (i Rosji do Litwy) niż do Polski. Trochę w tym na pewno naszej (Polski) winy, ale przede wszystkim jest to spowodowane względami historycznymi. Przez kilkadziesiąt lat wspólnej historii Litwy i Rosji (w ramach ZSRR) przemieszała się nieco ludność Litwy i... dzisiaj Rosjanin to dla Litwina często po prpstu sąsiad. Tymczasem Polak, to ktoś, kto bez przerwy wypomina Litwie Wileńszczyznę, domaga się jakichś szczególnych (z punktu widzenia Litwy) praw itd. To nie pomaga budować kontaktów gospodarczych. rozwiń

krzyciel, 2013-07-24 15:13:49 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE