• PARTNERZY PORTALU

Bez megalopolis polskie miasta nie mają szans w międzynarodowej konkurencji

  • Agnieszka Widera
  • 16-03-2016
  • drukuj
Miasta nie są własnością prezydentów. Samorządowa praca nad strukturami miejskimi, wygodą i cywilizacyjnym, kulturowym poziomem miast, jest czymś co wykracza poza doraźną politykę i walkę plemion - mówi architekt i urbanista Andrzej Chołdzyński.
Bez megalopolis polskie miasta nie mają szans w międzynarodowej konkurencji
Ustawa metropolitalna posłuży do zlikwidowania źle zrozumianej konkurencji poszczególnych miast - twierdzi A. Chołdzyński.

Czy ustawa metropolitalna zmieni coś w świadomości metropolitalnej polskich miast? Czy w Polsce mamy już metropolie?

Andrzej Chołdzyński, architekt, projektant, właściciel firmy AMC, członek Rady Architektury i Przestrzeni Publicznej przy prezydencie m. st. Warszawy:  Z pewnością są w Polsce miejsca i miasta, które maja potencjał rozwoju o charakterze metropolitalnym, wręcz takie przeznaczenie i mówimy tu o skali europejskiej, a być może kiedyś i światowej. Na pewno takim miastem, ze względy na swoją dynamikę, jest Warszawa.

Jeśli chodzi o ustawę – jest ona dobrze przygotowanym, uchwalonym narzędziem, które może posłużyć budowie konurbacji. Przykładem jest tu związek miast śląskich wokół Katowic, który jest naturalnym tworem okresu industrialnego, a któremu ta ustawa posłuży jako narzędzie do zlikwidowania źle zrozumianej konkurencji poszczególnych miast. Do tej pory każde tamtejsze miasto starało się mieć wszystko niczym samodzielne małe królestwo. Ustawa metropolitalna pozwala planować w skali strategicznej 50-100 letniej na dużym obszarze rozłożenie akcentów funkcjonalnych i wzajemnie uzupełniających się w ramach tych miast - nazwijmy to sfederowanych w ramach konurbacji wielkomiejskiej.

W ustawie jest mowa o 500 tys. mieszkańców zamieszkujących obszar, który ma tworzyć związek metropolitalny. Pojawiają się propozycje by próg obniżyć np. do 350 tys. Ale czy i 500 tys. to nie za mało jeśli mówimy o metropolii?

- Metropolia jest nazwą, która w tym przypadku może mylić. Powstałe na skutek zastosowania przepisów ustawy twory nie będą metropolią w sensie samej definicji metropolii. Będą natomiast związkiem, unią miast, które dzięki tej ustawy mogą razem współpracować. Nazwanie ich metropolią będzie nieraz trochę pretensjonalne, ale moim zdaniem ma to już mniejsze znaczenie. Ważne, że będą ze sobą współpracować na mocy ustawy, która się nazywa się potocznie metropolitalną.

Dlatego też moim zdaniem nie ma obawy że liczba 500 czy 350 tys. mieszkańców jest za mała. Wydaje nie się wręcz, że nie ma sensu ograniczanie tej wielkości.

Tworzenie się wspólnoty, nawet między małymi miasteczkami, nie mówię, że będzie zawsze wykorzystywana do tego ustawa metropolitalną (która oprócz liczby mieszkańców podaje też inne wymagania wobec podmiotów wchodzących w skład związku), mają sens. Dlaczego? Proponuje zastanowić się nad takim modelem morfologicznym: są dajmy na to dwa miasta – jedno 100 – drugie 70-tysięczne i leżą niedaleko siebie. W jednym jest bardzo prężnie działający ośrodek kulturalny , a drugie miasteczko ma wielki tradycje lokalnego rzemiosła i wytwórstwa. Między tymi miastami są piękne treny pejzażowe, krajobrazowe, sportowe i inne. Te dwa organizmy mają jak najbardziej interes w tym, by połączyć swoje planowanie strategiczne. To spowoduje, że zostaną w pełni wykorzystane zasoby kulturowe jednego miasta oraz elementy służące do tworzenia miejsc pracy, treny rekreacyjno- sportowe przynależące do drugiego. Chodzi o to by się wzajemnie dopełniać. Nie każdy miejsce musi mieć u siebie wszystkie funkcje, to bardzo dużo kosztuje.

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

myślę, że w Polsce już dawno powstałyby metropolie na skalę europejską gdyby nie konflikty personalne tak zwanych włodarzy miast. Trójmiasto - konflikt (podobno ostatnio zażegnany), Bydgoszcz-Toruń - konflikt, Górny Śląsk - konflikt.
I w ten sposób każde miasto musi mieć stadion, filharmonię
..., uniwersytet, nowoczesne muzeum regionu itd. Zamiast rozwijać swoją specyfikę, silą się na samodzielność i wszechstronność. rozwiń

Starik, 2016-03-22 15:15:44 odpowiedz

Chore rozumowanie i megalomania. Zamiast tworzyć metropolie, które z punktu widzenia obywatela raz państwa są tylko jednym wielkim problemem i niosą zagrożenia zdrowotne, wzrost przestępczości itp. to należy dbać o małe i średnie miasta aby się nie wyludniały. Czyli prostym językiem - miejsca pracy ...w małych ośrodkach. To co teraz dzieje się w Polsce to gigantyczne marnotrawstwo substancji mieszkaniowych, energii (np transport w dużych miastach) Po co? Dla megalomanii paru .......? Czy musimy mieć miasta wielkości Meksyku? rozwiń

franc, 2016-03-17 07:56:05 odpowiedz

Mam całkowicie odmienny pogląd. To nie jest interesujące rozważanie. Wypowiedź Pana Andrzeja Chołdzyńskiego nie ma żadnego pokrycia w wynikach badań. To zwykły urbanistyczny bełkot i nic ponadto. Twórcy ustawy i polskie środowiska urbanistyczne uzurpują sobie uprawnienia do projektowania zachowań, a... więc i przyszłości 38 milionowej społeczności, zamieszkującej terytorium Polski, nie dysponując żadnymi profesjonalnymi danymi, żadnymi modelami ani nawet metodologią projektowania przestrzeni. Nie mówiąc już o teorii urbanistyki, która po prostu nie istnieje. Co się stanie, gdy "dzielni" opowiadacze-urbaniści i architekci zaczną "projektować" i kształtować polską głównie na podstawie uregulowań prawnych, wskaźników bez pokrycia i bełkotliwych definicji? Kto i czego uczy utalentowaną polską młodzież na wydziałach architektury i urbanistyki? W moim przekonaniu, trzeba w końcu przerwać ten chocholi taniec, napędzany przez zbolszewizowanych "uczonych w piśmie". rozwiń

prosty obywatel, 2016-03-16 23:16:24 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU