Bez zgody mieszkańca gmina nie może opublikować jego nazwiska

Publikując w Biuletynie Informacji Publicznej uchwałę w sprawie skargi mieszkańca, gmina musi usunąć imię i nazwisko skarżącego, chyba że on sam zgodził się na ich upublicznienie - orzekł w czwartek NSA. Prawo do prywatności jest tu ważniejsze.
Bez zgody mieszkańca gmina nie może opublikować jego nazwiska

Sprawa rozpatrywana przez Naczelny Sąd Administracyjny dotyczyła mężczyzny, którego imię i nazwisko znalazły się w Biuletynie Informacji Publicznej urzędu gminy po tym, jak złożył skargę na działania wójta. W sprawie tej skargi rada gminy wydała uchwałę i opublikowała ją w biuletynie. W uchwale zostało podane imię i nazwisko skarżącego.

Generalny inspektor ochrony danych osobowych (GIODO) nakazał wójtowi usunięcie tych danych ze strony BIP. Wyjaśnił, że udostępnienie takich informacji jest przetwarzaniem danych osobowych w rozumieniu ustawy o ochronie danych osobowych. GIODO wyjaśnił, że wójt może publikować w BIP informację publiczną, ale musi pamiętać o art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Z przepisu tego wynika, że prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej, chyba że ona sama z tego zrezygnuje. Wyjątek dotyczy jedynie osób pełniących funkcje publiczne.

Skoro mieszkaniec nie zrezygnował ze swojego prawa do prywatności, to ma ono pierwszeństwo nad innym dobrem prawnie chronionym, czyli nad dostępem do informacji publicznej - stwierdził GIODO. Zwrócił też uwagę na to, że uchwała rady gminy została opublikowana jedynie w celach informacyjnych i nie było potrzeby ujawnienia imienia i nazwiska skarżącego.

W wyniku skargi złożonej przez wójta sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Sąd oddalił jednak skargę i uznał, że decyzja GIODO była prawidłowa. Sąd podkreślił, że po usunięciu danych mieszkańca gminna uchwała nie straciłaby "waloru informacyjnego". Chodziło przecież o to, kto, kiedy i w jakiej sprawie publicznej, zajął określone stanowisko - podkreślił WSA.

Wójt zaskarżył wyrok warszawskiego WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W czwartek, podczas rozprawy, pełnomocnik wójta zwracał uwagę na niekonsekwencję w przepisach - z jednej strony wymaga się zgody na publikację danych osobowych w biuletynie, a z drugiej strony w internecie mogą być publikowane nagrania z obrad, np. rady gminy.

Pełnomocnik twierdził też, że mieszkaniec, wnosząc skargę na działania wójta, sam niejako zrezygnował z pełnego prawa do prywatności i powinien mieć świadomość tego, że angażując się w sprawy publiczne, ogranicza swoje prawa.

NSA oddalił skargę. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że mimo iż doszło do zbiegu ustaw, to tak naprawdę wskazówką powinien być art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej, który ogranicza dostęp do informacji ze względu na prawo do prywatności.

To, że mężczyzna wniósł skargę na działalność wójta, nie czyni go jeszcze osobą publiczną i nie powoduje, że musi się on godzić z ograniczeniem swojego prawa do prywatności - podkreślił NSA. W przeciwnym razie - dodał - byłby to hamulec do wnoszenia skarg.

NSA wyjaśnił również, że czym innym jest nagrywanie obrad, a czym innym ich udostępnianie, ponieważ ten, kto upublicznia dane zawarte w nagraniu, przetwarza je, co ma również konsekwencje prawne.

Z wyroku zadowolony jest mec. Piotr Wójcik, reprezentujący GIODO. "Skorzystanie z prawa obywatelskiego nie może automatycznie oznaczać rezygnacji z ochrony prywatności" - powiedział PAP komentując czwartkowy wyrok.

Wyrok jest prawomocny.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

PARTNER SERWISU