Czwarty samochód służbowy dla Bojanowa

  • www.sztafeta.pl (Malwina Stefaniak)
  • 13-10-2011
  • drukuj
Przed Urzędem Gminy w Bojanowie od niedawna stoi volvo combii. Temat tego samochodu poruszony został na sesji gminnej.
Czwarty samochód służbowy dla Bojanowa
 - To jest rozpasanie urzędu – mówi radny Damian Zakrzewski. Volvo to czwarty służbowy samochód w gminie liczącej zaledwie 7 tysięcy mieszkańców.

– Skąd taka rozrzutność? Gmina Jeżowe ma o trzy tysiące mieszkańców więcej, mają takie same problemy z transportem osób niepełnosprawnych czy dowożeniem dzieci na imprezy sportowe i nie mają ani jednego samochodu służbowego. I takich gmin jest w naszym regionie więcej. A my mamy aż cztery samochody. Czemu ma służyć kolejne auto? – dopytuje radny Damian Zakrzewski.

30 września na sesji gminnej chciał zdjąć z porządku obrad uchwałę zmieniającą budżet o 64 tysiące złotych, tłumacząc, że dostał ją chwilę przed sesją i nie zdążył się z nią zapoznać. Okazało się, że owa kwota to koszt nowych czterech kółek dla gminy.

Do tej pory w Bojanowie do dyspozycji wójta i urzędników był volkswagen jetta (kupiony za 70 tysięcy złotych), fiat doblo przeznaczony na dowożenie żywności do szkół i volkswagen transporter, którym przewożone były dzieci niepełnosprawne do szkoły specjalnej w Rudniku nad Sanem.

Na oba auta dostawcze gmina dostała dofinansowanie. – Volkswagen transporter, którym dowozimy dzieci niepełnosprawne m.in. do Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Rudniku aktualnie nie zaspokaja w pełni potrzeb w tym zakresie. Uczniów jest znacznie więcej, zwłaszcza jeżeli chodzi o dowozy w poniedziałki i piątki. Z uwagi na zawartą umowę z PFRON-em nie jest to auto dla urzędników, a wyłącznie dla dzieci skrzywdzonych przez los. Częściowo zmieniamy przeznaczenie volkswagena jetty, gdyż pojawia się potrzeba dowozu dziecka niepełnosprawnego na wielomiesięczną rehabilitację w rodzinie kwalifikującej się do tego rodzaju pomocy. Doblo dowozi dziennie blisko pół tysiąca posiłków dla dzieci w szkołach. To są obligatoryjne zadania gminy, z których gmina ma obowiązek się wywiązać. – mówi Zofia Kruk, zastępca wójta w Bojanowie.

Funkcję auta służbowego dla wójta i urzędników przejęło więc volvo. Auto kupione zostało jako używane, a kosztowało około 60 tysięcy złotych. – A utrzymanie czterech samochodów, wszystkie opłaty, koszty benzyny, wypłata kierowcy to praktyka bardzo nieekonomiczna – upiera się radny Zakrzewski.

Zapytaliśmy także zastępcę wójta, czy kolejne służbowe auto w gminie to konieczność. – Gdyby to nie była konieczność na pewno samochodu byśmy samochodu nie kupowali. A my w celach służbowych niejednokrotnie musieliśmy jeździć prywatnymi samochodami. To chyba jest uciążliwe, gdyż pracownika nie można zmusić do wykorzystywania w celach służbowych prywatnego auta – komentuje.

Radni czwarty samochód także uznali za konieczność, bo wszyscy, poza Damianem Zakrzewskim, który się wstrzymał w głosowaniu, wyrazili zgodę na kupno auta. Komentarza wójta Sławomira Serafina w tej sprawie, mimo naszych starań, nie udało się uzyskać.

„Sztafeta” sprawdziła jak inne gminy z naszego regionu radzą sobie z motoryzacją. – Nie mamy żadnego auta służbowego. Pracownicy urzędu gminy w sprawach zawodowych jeżdżą swoimi prywatnymi autami. I nikt się nigdy z tego powodu nie buntował – słyszymy w jeżowskim Urzędzie Gminy, który radny Zakrzewski podał za wzór.

Równie skromnie wypadają w tym rankingu Zaleszany, które przy liczbie ludności 10 600 dysponują jedną skodą z 2006 roku. – To diesel, niedrogi w utrzymaniu, nabytek jeszcze mojego poprzednika, ale jestem mu za niego bardzo wdzięczny. Korzystają z niego urzędnicy i instytucje podlegające pod gminę, jeśli jest taka konieczność – mówi wójt Zaleszan Andrzej Karaś.

Nieźle radzi sobie również Zaklików. Tu, przy stanie ludności 8,5 tysiąca, urzędnicy mają do dyspozycji 3-letniego chevroleta aveo. – Trochę jest ciasno, ale dajemy radę – zapewni wójt Zdzisław Wójcik. Roczne koszty utrzymania samochodu to tu 8 tysięcy złotych.

Dwa ople astry z 2005 i 2006 roku stoją za to przed Urzędem Gminy w Pysznicy, liczącej ponad 10 000 mieszkańców. – Przydałoby się nawet trzecie auto, ale staramy się nie podwyższać wydatków z budżetu. Do tego stopnia, że nasi pracownicy nieraz autobusami MKS jadą załatwić sprawy służbowe w Stalowej Woli– mówi zastępca wójta Aleksander Jabłoński.

Radomyśl nad Sanem również dysponuje dwoma samochodami: citroenem berlingo, służącym do dowożenia żywności do szkół i przedszkoli i oplem vectrą z 2008 roku. – Kupionym w promocji za 25 tysięcy złotych – wyjaśnia wójt Jan Pyrkosz.
Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.