Europejski Kongres Samorządów, prezydenci miast o kadencyjności

Prezydenci miast są zgodni. Wprowadzenie kadencyjności władz samorządowych nie jest dobrym rozwiązaniem.
Europejski Kongres Samorządów, prezydenci miast o kadencyjności
Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski debaty w ramach Europejskiego Kongresu Samorządów (fot. facebook)

To wnioski z wtorkowej (5 maja) debaty w ramach Europejskiego Kongresu Samorządów w Krakowie.

Jak ocenił prezydent Krakowa Jacek Majchrowski przypadki wyboru wójtów, burmistrzów i prezydentów miast na wiele kadencji wiąże się z ich apartyjnością.

"W pewnym momencie partie się zorientowały, że prezydenci dużych miast są na tyle silni, że niespecjalnie się z tymi partiami liczą. Partiom to trochę doskwiera, bo posiadanie prezydenta - ich zdaniem - otwiera możliwości dania roboty swoim ludziom. Dlatego chcieliby to przerwać i dać ograniczenie" - uważa Majchrowski.

Zdaniem prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego, są argumenty przemawiające zarówno "za" jak i "przeciw" wprowadzeniu ograniczeń w liczbie kadencji władz samorządowych. Ale, zauważył, "gdyby społeczeństwo uważało, że prezydenci są źli, to by ich wymienili".

"Jeśli mówimy o kadencyjności, to powinniśmy zacząć od Sejmu i Senatu wprowadzając ograniczenie np. do dwóch pięcioletnich kadencji. Naprawę państwa trzeba zacząć od siebie, wtedy możemy rozmawiać o kadencyjności w samorządach" - zaznaczył prezydent Białegostoku.

Według niego ważniejsze od ograniczania liczby kadencji jest jasne rozdzielenie kompetencji w samorządach, aby zapobiec sporom kompetencyjnym i "politycznym igrzyskom" między włodarzami miast i gmin, a ich radami. "Potrzebne jest jasne rozdzielenie kompetencji, żeby nikt nikomu nie wchodził w drogę" - podkreślił.

Zdaniem prezydenta Gliwic Zygmunta Frankiewicza ustrój samorządu terytorialnego w Polsce został na początku dobrze zbudowany, co pozwala mu sprawnie funkcjonować. "Zmian trzeba dokonywać, ale muszą one być rozumne, żeby nie psuć tego, co dobrze działa" - zaznaczył Frankiewicz.

Według niego liczba nadużyć i nieprawidłowości ze strony władz w prawie 3 tysiącach jednostek samorządu terytorialnego jest znikoma. "Gołym okiem widać, że tam gdzie władza jest stabilna, tam jest szybszy postęp i rozwój. Tam gdzie dochodzi do częstych zmian władzy wykonawczej, miasta się pogrążają" - ocenił prezydent Gliwic.

Wprowadzenie kadencyjności w JST nazwał "modnym tematem", który przykrywa problemy samorządów znacznie silniej oddziałujące na państwo. Wśród nich wymienił klauzule generalne dotyczące zadań samorządu oraz przekazywanie do samorządów przez władze centralne kolejnych zadań bez pieniędzy przeznaczonych na ich realizację.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby pytać o to prezydentów ?

Julek, 2015-05-08 19:38:06 odpowiedz

Może i brak kadencyjność organów wykonawczych gmin, zabiera możliwość upartyjniania struktur lokalnych, ich obsadzania według klucza partyjnego. Z całą jednak pewnością jest jednym z głównych czynników powstawania sitw lokalnych, nepotyzmu, kolesiostwa. Jestem przekonany, iż wprowadzenie kadencyjnoś...ci, może coś zmieni w tej sprawie na lepsze, spowoduje jednak ujawnianie się innych negatywnych zjawisk. rozwiń

KL1970, 2015-05-06 11:30:27 odpowiedz

Można sie uśmiać!Akurat prezydent Białegostoku jest moralnym autorytetemw tej sprawie....Powinien zamilknąc!!Kto i za co go jeszcze wybiera??

podlasian, 2015-05-06 11:09:10 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


PARTNER SERWISU