Fotoradarowa żyła złota

  • Bolesław Bezeg
  • 13-08-2010
  • drukuj
Trudno wymyślić szybciej zwracającą się legalną inwestycję, na dodatek prowadzoną pod sztandarem publicznego bezpieczeństwa niż gminny fotoradar.
Fotoradarowa żyła złota
Przez media przetoczyła się w ostatnich dniach  dyskusja na temat czy straże miejskie mają prawo używać fotoradarów? Są na ten temat różne zdania, bowiem różne są interpretacje ustawy „prawo o ruchu drogowym”.

Prawnicy wynajęci przez Stowarzyszenie Bezprawiu i Korupcji Stop stwierdzili, że straż miejska używając fotoradaru łamie tę ustawę, ponieważ upoważnia ona strażników tylko do używania „urządzeń samoczynnie ujawniających i rejestrujących naruszenia przepisów ruchu drogowego przez kierujących pojazdami”, a ich zdaniem nie można za takie urządzenie uznać fotoradaru ale jedynie monitoring prowadzony przy użyciu kamer z rejestratorami.

Jednak nadzorujące sprawy związane z porządkiem publicznym Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji interpretuje ten przepis korzystnie dla gminnych stróżów prawa. Otwiera to samorządom drogę do fotoradarowej żyły złota.

Wydatek jest stosunkowo spory, ale szybko się zwraca. Jedno urządzenie kosztuje około 200 tys. zł i jak chwalą się samorządowcy, jeśli jest ustawiony przy ruchliwej drodze to przychody z jego użytkowania osiągają poziom 200 tys. zł już po pół roku, zatem po roku możemy mówić już o 100 proc. zysku, nawet wliczając coroczną legalizację urządzenia.

Tak właśnie było w Kielcach, gdzie ustawienie fotoradaru zwróciło się już po pół roku. Z kolei gmina Daleszyce informuje, że jej fotoradar daje przychody rzędu 1000 zł dziennie, ale uruchamiany jest tylko przez godzinę dziennie, bo pracownicy nie dali by rady obsłużyć większej liczby zdjęć.

Z informacji uzyskanych przez nas od policji wynika, że zazwyczaj przed ustawieniem fotoradaru gminy konsultują się z miejscową drogówką. To dobry zwyczaj.

Jak nas poinformowano w nadzorującym legalizacje fotoradarów Głównym Urzędzie Miar i Wag nie istnieją jakieś limity ilości tego typu urządzeń, zatem co bardziej przedsiębiorcza gmina, ku rozpaczy kierowców, może zainwestować nawet w swego rodzaju fotoradarowe farmy czy raczej „aleje bezpieczeństwa”.

Jak widać bez fanfar i rozgłosu polskie samorządy znalazły nowe źródło przychodów, pojawia się jednak pytanie natury moralnej: czy taka działalność jest zgodna z ideą samorządności? Czy pod płaszczykiem troski o bezpieczeństwo na drogach nie kryje się zwykła chciwość?

Zapraszamy do wypowiedzi na ten temat w komentarzach.

  Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (6)ZOBACZ WSZYSTKIE

To nie jest prawo, ale bezprawie. jeśli ma to służyć poprawie bezpieczeństwa, to niech pieniądze z mandatów idą do budżetu Państwa.

czytelnik, 2010-08-16 11:24:37 odpowiedz

troszkę pobieżnie, ale w samo sedno:)

hsj, 2010-08-13 18:59:24 odpowiedz

nie zebym się czepiał, ale chyba nie istniej słowo "skolei"

słownik, 2010-08-13 14:43:18 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE