Grzegorz Makowski: Kontrola efektywności w urzędach została źle wprowadzona

- Obowiązek prowadzenia kontroli zarządczej wprowadzano ex catedra, bez wystarczającego wyjaśnienia urzędnikom, jaki jest sens tej reformy - twierdzi mówi Grzegorz Makowski z Fundacji Batorego.
Grzegorz Makowski: Kontrola efektywności w urzędach została źle wprowadzona
Przepisy nakazują np. wypełnianie co roku oświadczeń o kontroli zarządczej i z badań wynikło, że niektórzy w ogóle pomijają punkt o zarządzaniu wartościami i kulturze pracy (fot.pixabay.com)

"Nie dziwi, że wg. NIK resorty nie wdrożyły skutecznie nowego systemu kontroli zarządzania, czyli tzw. kontroli zarządczej. Urzędnikom ani nie wytłumaczono, o co w tym wszystkim chodzi, ani wystarczająco ich nie przeszkolono" - mówi Makowski z Fundacji Batorego.

"Z naszych badań wynikło, że obowiązek prowadzenia kontroli zarządczej wprowadzano ex catedra, bez wystarczającego wyjaśnienia urzędnikom, jaki jest sens tej reformy. Choć przeprowadzono szkolenia, to ich zakres był całkowicie niewystarczający, żeby faktycznie ktoś to respektował i robił z sensem. Ktoś to wymyślił, wstawił do ustawy i myślał, że to się samo zrobi" - powiedział Grzegorz Makowski z Fundacji Batorego, który jest współautorem raportu na temat "Konfliktu interesów w polskiej administracji rządowej", dotykającego m.in. problemów kontroli zarządczej.

Czytaj też; NIK sprawdzi zatrudnienie w urzędach i spółkach pod kątem zawieranych umów

Fundacja Batorego badała procedury związane z zapobieganiem konfliktowi interesów, które powinny być elementem skutecznego systemu kontroli zarządczej.

"Z badań wynikło, że urzędnicy nie rozumieją sensu tej reformy, nie postrzegają jej w kontekście np. zapobiegania korupcji czy konfliktowi interesów, nie łączą tych dwóch elementów konstrukcji kontroli zarządczej, że to w jaki sposób wygląda środowisko etyczne w organizacji, przekłada się też na sposób gospodarowania środkami" - podkreślił ekspert.

Jak mówił, przepisy nakazują np. wypełnianie co roku oświadczeń o kontroli zarządczej i z badań wynikło, że niektórzy w ogóle pomijają punkt o zarządzaniu wartościami i kulturze pracy.

"Wynika to z tego, że nikt nie rozumie, o co w tym chodzi. Wypełnia się raporty po najmniejszej linii oporu. Nie ma ani komórek, ani pewnie nawet konkretnych osób, które koordynowałyby tę kontrolę zarządczą i później rzetelnie ją sprawozdawały. Wszyscy traktują to jako siermięgę, którą trzeba wypełnić, więc to nie działa" - zauważył.

Z nowego opracowania NIK dot. kontroli zarządczej w sześciu ministerstwach - sprawiedliwości, finansów, gospodarki, rolnictwa, kultury oraz obrony narodowej, a także w KPRM i GUS wynika, że ministerstwa nie potrafią sprawdzić, czy działają efektywnie, mają trudności z prawidłowym wyznaczeniem celów i ich egzekucją.

"Kontrola zarządcza jest rozwiązaniem, za którego pomocą organizacje - ministerstwa i inne instytucje publiczne - miały się uczyć i samodoskonalić. Kontrola zarządcza miała stworzyć podstawy kultury organizacyjnej w ministerstwach, nadzór nad formułowaniem celów, sposobem wydawania pieniędzy w organizacji, zapobiegania nieprawidłowościom. To miało zmuszać do lepszego zarządzania, ale choć za wdrożenie kontroli odpowiedzialni są ministrowie, to w praktyce nikt nie zarządza kontrolą zarządczą" - mówił Makowski.

System kontroli zarządczej został w polskiej administracji wprowadzony w ramach reformy finansów publicznych w 2009 roku, a jego szczegóły opisuje instrukcja ministra finansów. Według Makowskiego system ten miał służyć przede wszystkim racjonalizowaniu wydatków publicznych, ale przy jego wdrożeniu chodziło także o przeszczepienie do polskich urzędów idei nowego zarządzania publicznego.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.