Izdebski: w planowaniu przestrzennym trzeba zasadniczej, systemowej zmiany ustawodawstwa

Warto wzmocnić akty planistyczne typu studium, być może plany wojewódzkie, znieść instytucję warunków zabudowy oraz podzielić grunty w studium na trzy kategorie - proponuje prof. Hubert Izdebski.
Izdebski: w planowaniu przestrzennym trzeba zasadniczej, systemowej zmiany ustawodawstwa

W Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030 jednym z sześciu celów strategicznych jest zapis, że należy przywrócić i utrwalić ład przestrzenny. To możliwe?

Hubert Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego: Tak, ale nie z dnia na dzień czy nawet z roku na rok. Trzeba przestać prowadzić politykę, która powoduje, że chaos się pogłębia. Najpierw należy więc te tendencje powstrzymać, a na przyszłość robić to tak, jak robią to inni. W perspektywie bardzo wielu lat chaos ten zacznie ustępować, dlatego że to co występuje na planach i w życiu jest zmienne i nie jest dane raz na zawsze. Mam na myśli zwłaszcza to, co w dzisiejszych czasach w przestrzeni jest robione szybko i byle jak. Miejmy nadzieję, że francuska reguła mówiąca o tym, że najtrwalsze są prowizorki, nie musi się u nas do wszystkiego stosować.

Jak przywracać ład przestrzenny?

Na pewno samo się to nie zrobi. Przede wszystkim trzeba doprowadzić do rozwiązań ustawowych, a potem wcielić je w życie. Trudno robić to w oparciu o ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym w zestawieniu z ponad 10 specustawami i wieloma innymi ustawami, gdzie występują elementy rzutujące na planowanie i zagospodarowanie przestrzenne.

Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wskazuje dwie podstawowe wartości, którym ma służyć, czyli ład przestrzenny i zrównoważony rozwój. Obie łączą się z tym, co najwięcej kosztuje, czyli rozpraszaniem się zabudowy, rozlewaniem się miast i wszystkimi kosztami, które z tego powodu wynikają.

Pana zdaniem samorządy mają tu niewiele do zrobienia, głównie zadanie spoczywa na rządzie i Sejmie?

Samorządy działają z większym lub mniejszym sensem w ramach obowiązujących przepisów. Mogą one być mniej lub bardziej podatne na różne sugestie wynikające z tego, czego chcą właściciele gruntów i inwestorzy, jednak ich swoboda jest dość ograniczona. Tym bardziej, że jeśli chcą prowadzić bardziej aktywną politykę w zakresie ładu przestrzennego, napotykają na najróżniejsze sprzeciwy czy blokady ze strony orzecznictwa sądowo-administracyjnego.

Trzeba przyznać, że Trybunał Konstytucyjny też się do tego blokowania przyczynił, bo przecież artykuł 61. ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, który dotyczy warunków zabudowy, a ściślej mówiąc dobrego sąsiedztwa, został uznany przez Trybunał za zgodny z Konstytucją. Faktem jest, że dwa lata później publicznie prezes TK przyznał, że Trybunał w tym zakresie pobłądził, ale nie zmieniło to jego postanowienia.

Blokada nastąpiła więc w dużym stopniu ze strony orzecznictwa sądowego, a każdy komu plan narusza interesy, może zaskarżyć do go sądu administracyjnego. Dlatego nie tylko ustawodawca wziął w tym udział, ale aktorów ze strony władzy publicznej było wielu. Musi więc dojść do gruntownej, zasadniczej, systemowej zmiany ustawodawstwa.

W jakim kierunku?

Przede wszystkim warto wzmocnić akty planistyczne typu studium, być może plany wojewódzkie, znieść instytucję warunków zabudowy oraz podzielić grunty w studium na trzy kategorie. Pierwszą byłyby tereny, które są już zabudowane; drugą - przeznaczone pod zabudowę, czyli takie na których można budować, ale tylko na podstawie planu i z określonymi przez gminę zobowiązaniami inwestorów; trzecią tereny z ograniczoną zabudową, na których reżim inwestycyjny byłby wyjątkowo surowy. My dziś takiego podziału nie mamy.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE