Jerzy Stępień: Bezpośrednie wybory osłabiły samorząd

Jeden z twórców reformy sprzed 25 lat, prof. Jerzy Stępień jest zdania, że samorząd terytorialny wymaga gruntownych zmian.
Jerzy Stępień: Bezpośrednie wybory osłabiły samorząd
Prof. Jerzy Stępień (fot. trybunal.gov.pl)

Nepotyzm, kolesiostwo, tworzenie lokalnych układów - to tylko część zarzutów pod adresem samorządu terytorialnego. Naprawdę jest tak źle?

Prof. Jerzy Stępień: Niestety trochę tego jest. Można do tego dodać jeszcze rządzenie z więzienia, jak to miało miejsce w Gorzowie, czy w Starachowicach. To przykłady absolutnie oburzające. W ciągu najbliższych lat musimy się z tym jakoś uporać, wskazując przyczyny tego zła. Wydaje mi się, że one są już dość celnie zidentyfikowane. Chciałbym zwrócić uwagę na raport prof. Jerzego Hausnera, czy raport grupy Od-nowa. To nie jest tylko moja diagnoza, że w ostatnim czasie rady zostały zmarginalizowane, ich pozycja upadła. Kilka lat przed śmiercią prof. Michał Kulesza mówił, że już nie mamy samorządu, tylko mamy rady narodowe, które nic nie mogą.

Pod koniec lat 80. był pan jednym z twórców samorządu terytorialnego.

Wtedy przyświecała mi myśl, że należy powrócić do rodziny cywilizacji Europy zachodniej. Ale widzę, że ciągle jednak jesteśmy między Wschodem a Zachodem i niektóre wschodnie metody bardzo nam się podobają. Chodzi między innymi o sposób sprawowania władzy, sposób zarządzania, czy raczej rządzenia. Przecież to nie przypadek, że na Wschodzie nie rozwinął się samorząd terytorialny, a jego najlepszą przestrzenią jest Europa zachodnia. Różnica polega na tym, że miasto zachodnie powstaje na prawie, a wschodnie - tak jak sobie życzy władca. Kiedy w 1989 roku przy Okrągłym Stole bardzo ostro spieraliśmy się ze stroną rządową, to przyświecały nam idee tworzenia samorządu jako wspólnoty lokalnej. Nasi adwersarze byli umocowani w PRL, a PRL był kwintesencją myślenia wschodniego, gdzie władza pochodzi z góry a obywatele nie mają na nią żadnego wpływu.

Ale w nowym ustroju doskonale odnaleźli się ludzie, którzy rządzili w PRL. Wiele jest przypadków, gdzie byli naczelnicy już w wolnej Polsce byli wybierani przed radę, by później wygrywać kolejne wybory bezpośrednie i rządzić nieprzerwanie od kilkunastu lat.

Tak jest szczególnie w małych miejscowościach, gdzie tworzy się pewien układ personalny ludzi, którzy bezpośrednio są z tą władzą powiązani. Choćby przez to, że pracują w urzędzie gminnym lub w różnych spółkach komunalnych lub też są przedsiębiorcami, jakoś powiązanymi w daną władzą. I ta grupa nie chce, by się władza zmieniła. Są takie badania przeprowadzone na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, z których wynika, że w gminach od 5 do 6 tysięcy mieszkańców, ludzi bezpośrednio związanych z wójtem jest około 10 procent, jeśli do tego dodamy rodziny, to już mamy 20 procent. Jeśli do głosowania uprawnionych jest 2/3 mieszkańców, a frekwencja wyborcza wynosi nie więcej niż 50 procent, to widać, że ta grupa związana z władzą wystarczy, by wygrywać kolejne wybory - bo to jej zależy by wójt się nie zmienił.

Bezpośrednie wybory na burmistrzów, prezydentów miast i wójtów wzmocniły wschodni model zarządzania. W dużych miastach doszło zaś do wzmocnienia wpływów partyjnych. Można wygrać wybory, tylko wtedy kiedy ma się poparcie dużej partii. W naszym modelu wójt miał być powoływany przez radę, być jej przewodniczącym a jednostką wykonawczą miał być dyrektor miasta, sekretarz gminy powoływani w konkursie. Niestety, Sejm kontraktowy nam to uniemożliwił, na dodatek wójt stał się wtedy szefem urzędu, a jak został wprowadzony mechanizm bezpośrednich wyborów, to stał się już politykiem niezależnym od rady, a jednocześnie jest szefem urzędu. To połączenie w jednym ręku polityki i administracji tworzy bardzo silną władzę.

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

"...parlamentarzyści będą gotowi kupić dobre pomysły z zewnątrz" - ciekawe dlaczego jakoś nie wierzę w rozsądek i pomyślunek pro publico bono naszych parlamentarzystów

ciekawski, 2015-06-12 16:36:59 odpowiedz

A może by ten stwórca wreszcie się zabrał za myślenie, a nie nieustające poprawianie czegoś co sam stworzył? 38 mln mieszkańców, a ciągle ci sami i ci sami. Wybitni? Ejże, ejże!

jancz, 2015-05-27 15:25:52 odpowiedz

Szkoda, że Pan sędzia Stępień nie artykułował równie mocno i stanowczo swego zdania w opizycji do prof.prof. Kuleszy i Regulskiego. Bezpośrednimi wyborami wójtów ( burmistrzów, prezydentów) postawiono na głowie zasadę nadzoru organów stanowiących (rad) nad organami wykonawczymi (wójtami). Od tamtego... momentu nikt nie mógł rządzić w gminie, jeśli nie podporządkował sobie większości w radzie. Nastąpiło zatem jawne pogwałcenie w praktyce ustawowej zasady nadzoru. Reszta zjawisk jest pochodna tej fikcji. rozwiń

Viator, 2015-05-27 12:16:07 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE