Komisja reprywatyzacyjna. Świadek: decyzja ws. Twardej 8 była szybka, bo były wszystkie dokumenty

Były p.o. wicedyrektor stołecznego BGN Jerzy Mrygoń zeznał przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji w stolicy, że decyzja o ustanowieniu prawa do użytkowania nieruchomości przy ul. Twardej 8 zapadła szybko, bo w aktach sprawy były wszystkie dokumenty.

Trzeci przesłuchiwany w poniedziałek świadek został zapytany przez przewodniczącego komisji Patryka Jakiego, czy jako radca prawny w Biuro Gospodarki Nieruchomościami uważa, że reprywatyzacja ulicy Twardej 8, którą podpisywał w imieniu prezydenta miasta st. Warszawy była zgodna z prawem.

"W moim przekonaniu decyzja, którą podpisałem była w stanie prawnym i faktycznym znanym organowi była prawidłowa" - odparł, a wcześniej nazwał ją wręcz "wzorową".

Pytany, czy decyzję reprywatyzacyjną podjął bez nacisków, odparł: "nie otrzymałem fizycznego polecenia podpisania tej decyzji. Podpisy, które składałem pełniąc obowiązki zastępcy dyrektora biura gospodarki nieruchomościami składałem w moim przekonaniu świadomie".

Mrygoń pytany, czy zaproponowana przez wnioskodawcę cena 50 zł za metr kwadratowy nieruchomości przy ulicy Twardej 8 nie budziła jego wątpliwości odparł: "w moim przekonaniu nie mam uprawnień do badania czynności między stronami trzecimi". "Cena nieruchomości przebiega według pewnych określonych zasad, cena roszczeń wydaje się rzeczą bardziej skomplikowaną, nie mnie jest oceniać to co wykonał biegły (...) o ile się nie mylę rzecz dotyczyła czynności kuratora, czynności zatwierdzane przez sąd powszechny, który jest w tym przypadku właściwym organem" - wyjaśniał.

Czytaj też: Patryk Jaki: Komisja reprywatyzacyjna ma sens. Zeznania świadka obciążają prezydent Warszawy

Jak mówił przed komisją Mrygoń, czas rozpatrywania wniosków o ustanowienie prawa do użytkowania był bardzo różny, czasem było to 2-3 lata, czasem i 10. Przewodniczący komisji Patryk Jaki dopytywał, dlaczego wydanie przez Mrygonia decyzji ws. Twardej 8 trwało tylko półtora miesiąca. "W aktach sprawy były wszystkie dokumenty. W decyzji są wyraźnie opisane zasady i podstawy ustalenia stron w postępowanie. Każda decyzja zawiera część uzasadnienia poświęconą stronom postępowania" - tłumaczył b. urzędnik BGN.

Mrygoń zaprzeczył, jakoby znał osoby mające roszczenia reprywatyzacyjne. Przyznał, że z mediów wie, iż roszczenie miał jego były zwierzchnik (Jakub R., b. dyrektor BGN, aresztowany pod zarzutami korupcyjnymi ws. dzikiej reprywatyzacji w stolicy - przyp. red.). Roszczenie to R. miał wspólne z jednym z pełnomocników, który był stroną postępowań reprywatyzacyjnych. "To jest cała moja wiedza na ten temat" - stwierdził.

Jaki pytał też o tzw. zespół koordynujący, który według świadka Krzysztofa Śledziewskiego miał podejmować decyzje co do reprywatyzacji. Jak wyjaśniał Mrygoń, nie przypomina sobie swojego udziału w jego posiedzeniu, a na spotkania zespołu chodził jego ówczesny przełożony, szef BGN Marcin Bajko. B. urzędnik tłumaczył, że zespół to był "szeroko rozumiany zarząd miasta" - prezydent, jego zastępcy, sekretarz, skarbnik. Według niego, w posiedzeniach brali też udział przedstawiciele biura prawnego i dyrektorzy biur, którzy wnosili coś pod obrady.

"Na pewno BGN nieraz przedkładał różne problemy związane z reprywatyzacją na posiedzenia zespołu koordynacyjnego. Nie nazwałbym tego sporadycznymi przypadkami. Nazwałbym to swego rodzaju praktyką, że poważne i trudne sprawy były przez BGN kierowane do zespołu" - mówił Mrygoń. Jego zdaniem, można powiedzieć, ze zespół podejmował decyzje, bo w jego skład np. wchodził organ, czyli Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy i jego zastępcy. "Rozstrzygnięcia zespołu traktowaliśmy jako wytyczną, którą wykonywaliśmy" - dodał.

"Rzadko dotyczyło to jakiejś, konkretnej reprywatyzacji, częściej były to problemy bardziej systemowe, Owszem, zdarzało się, że dotyczyło to bardzo konkretnych adresów" - dodał Mrygoń.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU