PARTNER PORTALU
  • BGK

Metra jeszcze nie ma, a mieszkania drożeją

  • Przegląd prasy/Życie Warszawy    23 marca 2011 - 07:28
Metra jeszcze nie ma, a mieszkania drożeją

Za co zbudować metro na Bemowo i Targówek? Pojawiła się propozycja podatku od wzrostu wartości nieruchomości – twoje mieszkanie drożeje, więc płacisz więcej.




Przy okazji budowy drugiej linii Warszawa powinna odzyskać część kosztów, nakładając podatek od wzrostu wartości ziemi. Byłby to tzw. podatek katastralny opracowany specjalnie dla terenów w rejonie drugiej linii – pisze „Życie Warszawy”.

Propozycja padła podczas prezentacji raportu Ernst & Young „Sprawne państwo”. Wynika z niego, że dziś panuje „niesprawiedliwość podatkowa”. Posiadacze nieruchomości o tej samej powierzchni – w centrum i na obrzeżach – płacą taki sam podatek, mimo że wartość ich ziemi jest inna.

Czytaj też: Nie ma pozwoleń na metro

Na Bielanach mieszkania położone w odległości do kilometra od pierwszej linii metra sprzedawane są średnio o 6,7 proc. drożej niż lokale w tej samej dzielnicy, ale położone dalej od metra. Ten sam mechanizm występuje w przypadku linii dopiero planowanej. Na Targówku różnica w cenach mieszkań przy „przyszłym metrze” z dala od linii wynosi 7,1 proc.

Mechanizm przechwytywania wzrostu wartości nieruchomości, w połączeniu z partnerstwem publiczno-prywatnym, został zastosowany m.in. przy budowie metra w Hongkongu.

Czytaj też: Metro zmieni trasy autobusów

Jednak zdaniem prof. Michała Kuleszy z Uniwersytetu Warszawskiego wprowadzenie tego mechanizmu w Polsce w obecnym systemie prawnym byłoby bardzo trudne.

Ponad 3 mld zł na budowę centralnego odcinka drugiej linii będzie pochodzić ze środków UE. Co z odcinkami na Bemowo i Bródno? Władze Warszawy (zabierz głos/oceń prezydenta) liczą na budżet UE 2007-2013 – podaje „Życie Warszawy”.

Facebook Podobał się artykuł? Podziel się!






KOMENTARZE (1)

  • autoidea, 2011-03-23 19:30:05

    To doskonaly pomysl ! W ogole wszystkie podatki powinno sie pobierac Z GORY, zanim zaistnieje jeszcze podstawa ich obliczenia. Zanim jeszcze wiadomo, za co podatki mozna sciagac, protesty sa z reguly DUZO mniejsze, gdyz nikt jeszcze o niczym nie wie ... Proponuje to nazwac FUTUROLOGIA FISKALNA lub... FISKOLOGIA FUTURYSTYCZNA. Na pewno ktos (np. niewybrany polityk) zechce zrobic z tego doktorat lub nawet habilitacje. Reasumujac, mozemy w ten sposob obarczyc komfortowymi (dla nas) podatkami np. naszych niezrodzonych jeszcze potomkow (lub jeszcze lepiej potomkow innych osob), gdyz i tak nie zaprotestuja lub nie zaczna strajku glodowego. Jeszcze raz duze BRAWO dla naszych kreatywnych urzednikow !  rozwiń