Metro zbudować – o, to jest dopiero pomnik!

- Może być tak, że zbudujemy infrastrukturę, a nie będzie ludzi, mechanizmów czy ducha innowacyjnego i te piękne laboratoria czy urządzenia będą stały. Albo fundusze roztrwonimy na błyskotki – mówi Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów.
Metro zbudować – o, to jest dopiero pomnik!

Z wypowiedzi premiera wynika, że wykorzystanie unijnych środków w perspektywy budżetowej 2014-20 stanowi priorytet. Fakt, fundusze UE były ważnym czynnikiem napędzającym polską gospodarkę w ostatnich latach. Ale czy nie za bardzo się na nich koncentrujemy, uzależniamy, budując na nich strategię gospodarczą? Czy za kilka lat polskiej gospodarce nie grozi „syndrom odstawienia”, bo to już ostatni tak korzystny dla nas europejski budżet?

- Nie ma kresu: perspektywa budżetowa 2014-20 - i koniec. Przykład Portugalii (dostaje 10 mld euro) czy Hiszpanii dowodzi, że zasilanie trwa nadal. No i Polska skutecznie zaproponowała, by najbliższą perspektywę wydłużyć do 10 lat, co zapewnia większa elastyczność finansowania. Oczywiście, pewne ryzyka istnieją. Może być tak, że zbudujemy infrastrukturę, a nie będzie ludzi, mechanizmów czy ducha innowacyjnego i te piękne laboratoria czy urządzenia będą stały. Albo fundusze roztrwonimy na błyskotki.

Jakie błyskotki?

- Kiedy pracowałem w Londynie, szef departamentu infrastruktury municypalnej rzekł, że marzeniem każdego burmistrza w dużym mieście jest najpierw zbudować basen, bo wtedy na pewno wygra wybory. W drugiej kadencji buduje most, bo to jeszcze lepiej wygląda - może w przyszłości będzie jego imienia? A jak się już bardzo rozkręci w II kadencji, zaczyna myśleć, by metro zbudować – o, to jest dopiero pomnik!

 
Czytaj też:Jest szansa na metro w Krakowie

A laboratoria bez ludzi, bez współdziałania przemysłu same nie wyprodukują nowych wartości. I bez szczypty wiary, optymizmu. Z Anglikami i Włochami pracowałem 20 lat swego życia. W kulturze Europy Zachodniej pierwsze zdanie musi być pozytywne, dopiero potem można powiedzieć „jednakże” albo „lub”; u nas najpierw słychać coś na nie, a dopiero potem dojdziemy do wniosku, że jednak nie jest aż tak tragicznie.

Co pan zatem radzi?

- Istotą polskiej przemiany jest, ja to nazywam, zarządzanie zmianą. Nie, nie wielkie – czasem tylko z nazwy – reformy, a potem 15 lat siedzimy na laurach i mówimy, że to świetne, lecz permanentne poprawianie i unowocześnianie. Patrzę tu przez doświadczenie z biznesu, w którym spędziłem 75 proc. dorosłego życia: w firmie nikt by nie przyjął założenia, że przez dekadę nic nie należy ruszać... Planowanie jest kroczące, plan trzyletni - poprawiany, aktualizowany; szukamy nowych rozwiązań.

To najtrudniejsze, bo wymaga od biurokracji zgody na zmianę, a ona z natury dąży do petryfikacji tego, co jest: kontrolowania i monitorowania. Narośl biurokratyczna będzie się wtedy miała w najlepsze, zastygnie.

Taka petryfikacja jest też bardzo kosztowna. Patrząc chociażby na rozwój gospodarki przez pryzmat kosztów energii ze źródeł odnawialnych, zobaczymy, że polskie państwo było na początku bardzo szczodre w kwestii dopłat. W OFE zaś przez lata obowiązywały niezwykle wysokie opłaty, lecz to nie zwracało uwagi struktur biurokratycznych państwa - w rodzaju KNF (niedopuszczalnie wysoka rentowność). A przecież to bezpośrednio uderzało w interes ludzi.

W interes ludzi – bo przecież nie tylko budżetu państwa – w ostatnich latach przede wszystkim uderzał właściwie globalny kryzys gospodarczy. Przy tej okazji zmieniło się… zmienia nasze widzenie wolnego rynku; coraz więcej zaufania pokładamy w państwie, regulacjach, regulatorach.

- Konkluzja z ostatniego kryzysu na poziomie międzynarodowym jest taka: skończyć z zasadą, że prywatne są zyski, a publiczne - straty. Niech w przypadku kryzysu finansowego w pierwszej kolejności poniosą koszty prywatni właściciele; państwo byłoby ostatnim ratowniczym systemu. Czyli odwrotnie niż ostatnio. Zmiana jest trwała i nie ma nic wspólnego z odwrotem od gospodarki rynkowej; ba!, stara się przywrócić rynkową zasadę, że premia jest tak wysoka, jak poziom twojego ryzyka - kosztem dotychczasowej praktyki, że nie ma ryzyka, lecz tylko zyski.

Więcej:  finanse.wnp.pl

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE