Miasta świadomych obywateli

  • Agata Dąmbska, Forum Od-nowa
  • 07-04-2014
  • drukuj
Furorę robi koncepcja przyjaznego miasta, w którym ma być dużo zieleni, ławek, skwerów, placów zabaw dla dzieci. A oprócz tego czysto, bezpiecznie i funkcjonalnie. Kto powinien to zrobić?
Miasta świadomych obywateli

Dopiero od niedawna uczymy się wspólnej odpowiedzialności władz, mieszkańców, firm, instytucji i organizacji pozarządowych za teren, na którym żyjemy. Może więc ma być to miasto nie tyle obywatelom przyjazne, co przez nich współtworzone? Miasto świadomych obywateli?

Metafora informatyczna

Nie wdając się zanadto w rozważania teoretyczne, można zaryzykować stwierdzenie, że dzisiejsze rozumienie pojęcia miasta dobrze oddaje metafora informatyczna. Składa się na nie oprogramowanie (władza), interfejs (wygląd oraz funkcje miasta) i użytkownik (człowiek).

Oprogramowanie to nic innego, jak sposób zarządzania miastem: jego władze, zespół urzędników, sposób komunikacji z różnymi grupami społecznymi, strategia na przyszłość.

Interfejs oznacza wszystko to, co jest widoczne w mieście na pierwszy rzut oka i co ułatwia ludziom korzystanie z miejskich dobrodziejstw - chodzi o infrastrukturę drogową, czystość, dostępność usług, poczucie bezpieczeństwa itp.

Pod słowem użytkownik kryje się po prostu mieszkaniec. W komputerze te trzy czynniki są od siebie zależne, ściśle ze sobą powiązane i jeden bez drugiego nie ma racji bytu. W wypadku miasta powinno być podobnie, ale bardzo często nie jest. Dlaczego tak się dzieje i co można zrobić, by doprowadzić do symbiozy?

Zaburzony związek

Podstawowa relacja, jaka powinna łączyć oprogramowanie, interfejs i użytkownika, opiera się na finansach: mieszkaniec łoży na swoje miasto, które następnie oferuje mu określone usługi, np. komunikację miejską, edukację czy dostęp do dóbr kultury.

W Polsce ten związek przyczynowo-skutkowy został poważnie zaburzony, m.in. przez znikome znaczenie podatków płaconych bezpośrednio na rzecz wspólnoty lokalnej.

Samorząd (bo to on sprawuje władzę w mieście) nie utrzymuje się z pieniędzy swoich mieszkańców, tylko z państwowej redystrybucji. Podatnik nie wie, ile środków pochłania finansowanie usług, z których korzysta.

Zostaje zerwana więź między ceną a kosztem realizowanego przez wspólnotę lokalną zadania. Prowadzi to do wielu nieporozumień: na przykład obywatele zakładają, że miasto ma im coś dać. Ścieżkę rowerową, bezpłatne przedszkole, tani obiad w barze mlecznym.

Gdyby każdy widział we własnym zeznaniu PIT, jaką kwotę ze swojego rocznego dochodu odprowadza na działanie samorządu, bardziej by się interesował, na co ta suma będzie przeznaczona i rozumiał, że nic nie ma za darmo - każda usługa kosztuje. Aby jak najlepiej spożytkować także swe własne pieniądze, chętniej brałby udział we wspólnym z władzami uzgadnianiu strategii dotyczących własnego miasta.

Wybierani przez tychże mieszkańców-podatników zarządzający musieliby bardziej liczyć się z ich zdaniem i razem tworzyć możliwe do realizacji scenariusze rozwoju czy kontynuowania projektów w danej wspólnocie. A jednocześnie obywatelom łatwiej byłoby zrozumieć jakiejś wyrzeczenia czy trudne wybory władz lokalnych.

Czas na działanie

Wątek to o tyle istotny, że - według prognoz GUS - w najbliższych latach ludności w miastach średniej wielkości będzie systematycznie ubywać, a część mieszkańców zacznie się przenosić na tereny podmiejskie. Zarazem widoczne jest już zjawisko coraz silniejszego powiązania funkcjonalnego miast z ich obrzeżami.

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

Nie do końca chodzi o bezpośrednią wartość środków alokowanych w rozwój miasta. Pamiętamy wszyscy dęte gatki o tym ja pieniądze miały w służbie zdrowi iść za podatnikiem I gdzie one są ? Dalej przepadają jak we wychodku. W gminach jest podobnie. Jesteśmy skażeni trudnym do uleczenia tryprem socjalis...tycznego rządzenia poprzez delegatów. A ci delegaci to często zwykli degeneraci. Kolesie, łapówkarze, członkowie koterii żeby nie powiedzieć więcej. Żyją z władzy i jeszcze bezczelnie upominają się o emeryturę po 2 kadencjach. Zgroza! Jak w takich warunkach nieśmiały Kowalski ma przebijać się ze swoimi śmiałymi pomysłami służącymi całej społeczności. On wie że że cały kesz z PIT ląduje w szambie i co ma zrobić. Drzeć pysk na rogatkach miasta? Urzędnicy to specyficzna kasta społeczna która zrobi tylko tyle ile się na nich wymoże. Tylko kto to ma robić? Kowalski, urzędnik, rząd, organizacja pozarządowe, partie polityczne? Tylko Zorro bo innych kandydatów nie znajduję. rozwiń

pllo, 2014-04-07 20:24:57 odpowiedz

Do Alina Koza: podpisuję się pod Pani słowami w 100%

Anka, 2014-04-07 19:20:24 odpowiedz

Świadomi obywatele umiejący liczyć pieniądze swojej gminy są potrzebni wszędzie - i w mieście i na wsi. Tylko w ten sposób, od dołu, wspólnie działając jako obywatele i wybrane przez nas władze naszych samorządów mamy szanse naprawić finanse w naszym państwie.

Alina Koza, 2014-04-07 16:00:06 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


PARTNER SERWISU