Niechciane krajowe drogi

Dobra infrastruktura i położenie blisko głównych szlaków komunikacyjnych to dla samorządu szansa na rozwój. Okazuje się jednak, że tylko w teorii. Bo droga krajowa biegnąca przez gminę – zamiast być atutem – okazuje się przekleństwem. Jak to często bywa, problemem są pieniądze.
Niechciane krajowe drogi

Permanentny problem z drogą krajową mają władze Drawska Pomorskiego. DK 20 przebiega przez samo centrum miejscowości.

- Od lat ten odcinek nie jest remontowany. A to co było robione do tej pory, trudno nazwać remontem. Załatanie dziury to nie remont! Trzy miesiące temu chciałem przejąć tę drogę, aby móc ją naprawić. Ale to według obowiązującego prawa nie jest możliwe - mówi Zbigniew Ptak, burmistrz Drawska Pomorskiego.

Czytaj też: Droga krajowa gminną. Sejm kwestionuje

Podobna sytuacja jest w położonym kilkanaście kilometrów dalej Złocieńcu. - Na terenie naszej gminy znajdują się dwa newralgiczne punkty. Oba są położone na drodze krajowej numer 20. Nie ma tam ani krzyżówki, ani żadnego dobrze oznakowanego przejazdu. W efekcie ten odcinek trasy jest niebezpieczny. Zarezerwowaliśmy nasze grunty, żeby powstał tam węzeł drogowy. Jednak mimo to, nic się nie zmienia. Chociaż na własny koszt zrobiliśmy oświetlenie, to wciąż nie możemy doprosić się nawet ułożenia chodnika. To nasza największa bolączka. A co najważniejsze, to jest jedyna droga krajowa w okolicy - mówi Waldemar Włodarczyk, burmistrz Złocieńca w województwie zachodniopomorskim.

Dlaczego gmina nie może naprawić drogi, która leży na jej terenie? Bo ulice leżące w ciągu dróg krajowych należą do skarbu państwa - tak mówi ustawa. Z tego prostego powodu jej zarządcą jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. A gmina, czy powiat, nie mogą płacić swoimi pieniędzmi za coś, co do nich nie należy.

Droga przez mękę

Samorządy mimo to robią wszystko, żeby tę sytuację zmienić.

- Właściwie nie wychodzę z gabinetu szefa oddziału szczecińskiego GDDKiA. Mam kilka grubych skoroszytów z monitami w tej sprawie. Niczego nie chcę sugerować, ale wygląda to na zwykłą złośliwość. To jest odcinek długości 5 kilometrów biegnący przez miasto. Jego remont kosztowałby około 9 milionów złotych. Dlaczego nie może podzielić go na etapy i po kolei remontować każdego fragmentu? - mówi burmistrz Ptak. Jak dodaje, sprawa jak zwykle rozbija się o pieniądze. - Cały czas słyszę, że nie mają środków na remont tej drogi - mówi burmistrz Ptak. Podobnie bezsilny jest burmistrz Włodarczyk. - Już nawet nie pamiętam, ile razy interweniowałem w GDDKiA. Urzędnicy jak mantrę powtarzają, że nie mają pieniędzy - mówi.

A jest o co walczyć. Dobrej jakości droga nie tylko pozytywnie wpływa na wizerunek miasta, ale jest wręcz w stanie przyciągnąć inwestorów.

- Dla mnie estetyka miasta jest bardzo istotna. Remontujemy kamienice, wyburzamy stare budynki. Dbamy o jego wizerunek. A tu taka zakała w samym centrum! Również dla inwestorów to prawdziwy dramat. Wzdłuż tej trasy ciągnie się specjalna strefa ekonomiczna, która bardzo dobrze funkcjonuje. Zagraniczne delegacje są w szoku, jak możemy żyć z taką drogą. Tam, gdzie jest dobra droga, od razu miasto się lepiej rozwija. Wszystko oddałbym, żeby można ją było wyremontować.

Droga jak kukułcze jajo

Nie zawsze jednak samorządy rwą się do tego, by remontować „cudzą" infrastrukturę. Najczęściej sytuacja wygląda zgoła inaczej. Zgodnie bowiem z obowiązującym zapisem ustawy, odcinki dróg krajowych - z chwilą oddania do użytkowania ekspresówki - stają się drogami tych gmin, przez których tereny administracyjne przebiegają. Dlatego, paradoksalnie, prawdziwe problemy samorządów zaczęły się wraz z infrastrukturalną modernizacją Polski.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE