Reprywatyzacja w Warszawie: Ratusz zapewnia, że sprawdzał stan posiadania. Tylko jak?

- Ratusz, badał przesłankę posiadania, ale badał ją w sposób racjonalny. Trudno wyobrazić sobie, żeby właściciel nieruchomości kompletnie zniszczonej, będącej kupą często zaminowanego gruzu, ustawiał tam krzesełko i siedział po prostu i pilnował tej nieruchomości - argumentował dyrektor Biura Spraw Dekretowych Urzędu m.st. Warszawy Piotr Rodkiewicz.
Reprywatyzacja w Warszawie: Ratusz zapewnia, że sprawdzał stan posiadania. Tylko jak?
fot.pixabay

• Badaliśmy wszystkie przesłanki ws. zwrotów nieruchomości w Warszawie; także przesłankę posiadania, wtedy, kiedy można ją było badać - zapewnił w poniedziałek (31 lipca) warszawski Ratusz.

• Tego dnia "Dziennik Gazeta Prawna" napisał, że wiele decyzji zwrotowych wydanych przez prezydent Warszawy może zostać unieważnionych.

• Według gazety urzędnicy ratusza nie sprawdzali, czy w chwili składania wniosku ktoś na danym terenie rzeczywiście mieszkał lub nim zarządzał; urzędnicy mieli nie sprawdzać jednej z trzech przesłanek - posiadania.

 

Do treści artykułu odniósł się na specjalnie zorganizowanym briefingu stołeczny Ratusz.

"Musimy pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze dekret Bieruta miał dwie odsłony: pierwszą odsłoną była konieczność odbudowy miasta i zapewnienie warunków do odbudowy miasta. Ten dekret Bieruta był napisany przez przedwojennych legislatorów i był oparty również na doświadczeniach Stefana Starzyńskiego z wywłaszczeniami nieruchomości, które trwały bardzo długo. Ale drugim aspektem tego dekretu było przywrócenie własności, wówczas własności czasowej, byłym właścicielom wówczas, kiedy nie kolidowało to z planem odbudowy miasta" - powiedział na spotkaniu z dziennikarzami dyrektor Biura Spraw Dekretowych Urzędu m.st. Warszawy Piotr Rodkiewicz.

Jego zdaniem sam "dekret to jedno, a jego wykonanie to było drugie". Według Rodkiewicza autorzy artykułu stoją po stronie wykonawców dekretu, czyli nacjonalizatorów.

Autorzy artykułu powołują się na art. 7 dekretu Bieruta, według którego stołeczny Ratusz nie sprawdzał czy w chwili złożenia wniosku o zwrot nieruchomości ktoś na danym terenie mieszkał lub nim zarządzał.

Odniósł się do tego w poniedziałek Rodkiewicz. "Proszę pamiętać, że byli właścicieli byli rozsiani po całym świecie. Byli wywiezieni do Kazachstanu, do obozów koncentracyjnych, byli rozsiani po Polsce, znajdowali się za granicą. Dekret dopuszczał złożenie wniosku dekretowego przez pełnomocnika" - powiedział i dodał, że "w artykule jest postawiona teza, że zwrot czy przyznanie tej własności czasowej było możliwe tylko na obrzeżach, tam gdzie te domy stały. Byłoby to z punktu widzenia jakiejkolwiek sprawiedliwości absolutnie niemożliwe".

"Jest jeszcze druga kwestia, bardzo istotna w tej całej sprawie, że prawo własności oznacza również własność posiadania i ówczesne BGN, a mówiąc szerzej - Ratusz, badał przesłankę posiadania, ale badał ją w sposób racjonalny. Trudno wyobrazić sobie, żeby właściciel nieruchomości kompletnie zniszczonej, będącej kupą często zaminowanego gruzu, ustawiał tam krzesełko i siedział po prostu i pilnował tej nieruchomości" - argumentował Rodkiewicz.

Jego zdaniem ta przesłanka była badana, ale wtedy, kiedy można ją było badać. "Przyjmowano badając archiwa i badając archiwalne dokumenty, że można mówić o braku posiadania wtedy, kiedy faktycznie właściciel nie miał dostępu do tej nieruchomości, czyli nieruchomość była ogrodzona, była zajęta przez Urząd Bezpieczeństwa, była zajęta przez wojsko. Wówczas właściciel nie miał tego faktycznego posiadania. W innym wypadku mając na uwadze realia i okoliczności ówczesnych czasów, urząd uznawał, że to posiadanie było" - powiedział.

"Urząd zawsze badał tę przesłankę posiadania. Takie zresztą były orzecznictwa sądów administracyjnych, że prawo własności jest prawem szerszym niż posiadanie" - podkreślił Rodkiewicz. Dodał, że jeżeli właściciel nie posiadał prawa do nieruchomości, to wnioski były odrzucane.

"Nie należy utożsamiać jakichś pojedynczych decyzji wydanych błędnie w ogóle z całym procesem reprywatyzacji. Jeżeli organy państwa, bądź my stwierdzamy, że jakaś decyzja została wydana błędnie, to po prostu czynimy starania, żeby te decyzje uchylić i żeby ponownie procedować prawidłowo i zbadać wszystkie przesłanki. Oczywiście tylko wtedy, jeżeli stwierdzimy, że te decyzje były wydane z naruszeniem prawa lub taką decyzje podejmą inne organy państwa, które taką decyzję badają" - podsumował dyrektor Biura Spraw Dekretowych Urzędu m.st. Warszawy. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.