Strona publiczna też winna "katastrofy budowlanej"?

Kto naprawdę jest winny problemom spółek budowlanych?
Strona publiczna też winna "katastrofy budowlanej"?

Na pierwszy rzut oka wypowiedzi, chociażby szefa GDDKiA, wyglądają logicznie - przecież profesjonalni menadżerowie powinni uwzględnić w oferowanej cenie wszystkie ryzyka związane z realizowanym kontraktem. Jednak jeśli rozłożyć rzeczywistość na mniejsze czynniki, to już nie jest to takie proste - podkreślił Maciej Stańczuk, prezes Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

Stańczuk zaznaczył, że w każdym kraju, który byłby dotknięty taką "katastrofą budowlaną", powinna toczyć się publiczna dyskusja w oparciu o merytoryczne argumenty, aby przede wszystkim właściwie zdiagnozować problem.

Czytaj też: Samorządy przesuwają inwestycje. Dlaczego?

- Trzeba wyciągnąć wnioski, aby taka sytuacja nie powtórzyła się więcej w przyszłości. Mam natomiast wrażenie, czytając wypowiedzi niektórych osób, że chodzi tylko o to, aby udowodnić, że nie ma się sobie nic do zarzucenia, a winni są ci drudzy, bo przecież nikt nie zmuszał ich do podpisywania nierentownych kontraktów - powiedział Stańczuk.

Prezes przyznał, że można było spodziewać się, że dojdzie do boomu budowlanego, z którego będą chcieli skorzystać nie tylko polscy wykonawcy.

Czytaj też: Katowickie centrum kongresowe opóźnione

- Niestety strona publiczna postanowiła to wykorzystać, aby przerzucić wszystkie ryzyka realizacji kontraktów na stronę prywatną. Dlatego krajowe spółki budowlane stanęły przed następującą alternatywą: po pierwsze - przystąpić do tej gry, licząc, że "jakoś to będzie" i może uda się później dogadać z zamawiającym. Po wtóre: zredukować swój potencjał, przygotowany wcześniej na nadchodzący boom - ocenił Stańczuk.

Cały artykuł czytaj tu

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.