Szkoły w budżecie obywatelskim? To niesprawiedliwe

• Samorządowcy coraz częściej zadają sobie pytanie, czy inwestycje związane ze szkolnictwem powinny kwalifikować się do budżetu obywatelskiego. Projekty związane z placówkami oświatowymi zawsze zgarniają najwięcej głosów.
• Zdaniem części społeczeństwa, tego typu inwestycje często służą tylko wąskim grupom mieszkańców, co dodatkowo kłóci się z ideą partycypacji.
• Kolejna kontrowersja tyczy się tego, czy placówki oświatowe powinny być finansowane z inicjatywy obywateli, czy jednak samorządów?
Szkoły w budżecie obywatelskim? To niesprawiedliwe
Tak wygląda "Mini Orlik" przy SP nr 1 w Przemyślu, sfinansowany z budżetu obywatelskiego. Tego typu inwestycje wzbudzają szczególne kontrowersje, gdy nie są dostępne dla wszystkich mieszkańców (fot. przemysl.pl)

Projekty do tegorocznych edycji budżetu obywatelskiego w wielu miastach zostały już złożone. W innych miastach nabór już trwa lub ruszy wkrótce. Do dyspozycji mieszkańców znów zostaną oddane miliony złotych, wydzielone z budżetów gmin. Czy zostaną mądrze rozdysponowane? – Nie, jeśli będą to projekty, które nie będą dostępne dla wszystkich zainteresowanych mieszkańców – argumentuje Grzegorz Wójkowski, prezes Stowarzyszenia Aktywności Obywatelskiej „Bona Fides”, które na bieżąco analizuje to, jak samorządy wywiązują się z realizacji swoich budżetów obywatelskich.

Czym więc są projekty, które nie służą wszystkim mieszkańcom? Doświadczenie wielu miast pokazuje, że zazwyczaj są to inwestycje związane z placówkami oświatowymi, które co roku – niezależnie od szerokości geograficznej – zdobywają największe poparcie wśród obywateli. Remont sali gimnastycznej, budowa nowego boiska na placu szkolnym czy wyposażenie pracowni informatycznej w nowe komputery to inicjatywy, które mogą cieszyć, ale tylko wybranych uczniów, nauczycieli i dyrektora szkoły. Każda osoba z zewnątrz, która nie ma wstępu na teren szkoły, nie będzie mogła z tych inwestycji skorzystać. Coraz częściej dostrzegają to zarówno samorządy, jak i sami mieszkańcy.

Czytaj też: Łódź, budżet obywatelski: Wpłynęła rekordowa liczba wniosków

Kolejna kontrowersja z placówkami oświatowymi dotyczy sposobu zbierania głosów. – Przy składaniu projektów do budżetu obywatelskiego zawsze jest jakaś grupa interesu – tłumaczy Wójkowski. – Jeśli mowa o szkołach, to bardzo często głosy są zbierane w ten sposób, że nauczyciele proszą rodziców o podpisanie projektu w trakcie wywiadówki. W ten sposób projekt szybko zyskuje duże poparcie, choć jest to kreowane w sztuczny sposób.

Inwestycje związane z placówkami publicznymi niejednokrotnie zdominowały budżety obywatelskie w dużych miastach, jak choćby w Warszawie czy Wrocławiu. Urzędnicy mają jednak problem z odejściem od tej zasady, bo budżet partycypacyjny często staje się jedyną okazją, by szybko i skutecznie wyremontować miejskie placówki. Ale są też samorządy, które podjęły rękawice w tym temacie.

W tych miastach projekty związane z oświatą zdominowały budżety obywatelskie. Urzędnicy zareagowali

W Siemianowicach Śląskich całkowicie wyłączono z udziału placówki szkolne w poprzedniej edycji budżetu obywatelskiego. – Odeszliśmy od tego, gdyż dwa lata temu budżet obywatelski został u nas zdominowany przez szkoły – przyznaje Piotr Kochanek, rzecznik Urzędu Miasta w Siemianowicach Śląskich. Jego zdaniem, przeciętny mieszkaniec, który przykładowo chciał coś zrobić przy swojej kamienicy, nie miał tak dużej siły przebicia ze swoim projektem, jak grono nauczycieli, dzieci i rodziców, którzy optowali za inwestycją na terenie szkolnym. – Mieszkańcy zaczęli mówić, że jeśli tylko szkoły będą na tym korzystać, to budżet obywatelski w takiej formule nie ma sensu – mówi rzecznik siemianowickiego magistratu.

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

W Budżecie Partycypacyjnym, małe dzielnice miasta są niezauważalne. Mieszkancy tych dzielnic mają większe możliwości zrealizowania zadania publicznego w ramach inicjatywy lokalnej. Jej zasady reguluje ustawa o działalności pożytku publicznego oraz uchwała organu stanowiącego.

Wałbrzyszanka, 2016-05-23 07:59:11 odpowiedz

potrzeby edukacji są tak wielkie, że placówki te zgarniają większość pieniędzy z BO. Wystarczy, że młodzieży na czymś zależy, więc uczniowie zbierają w szkole kilkaset głosów za swoim projektem, tym samym przegłosowując inne wnioski.Już dwa lata temu widać było błędną konstrukcję BO, miano to popraw...ić i... nic. rozwiń

ratio, 2016-05-20 20:06:03 odpowiedz

Projekty szkół sfinansowane z BO powinny być powszechnie dostępne, np. w pracowni informatycznej po południu czy na boisku czas pożytecznie i rekreacyjnie mogą spędzać okoliczni mieszkańcy, seniorzy itd. I powszechna dostępność powinna być warunkiem finansowania tych projektów, bo inaczej BO staje ...się samorządową fikcją. rozwiń

fran, 2016-05-20 14:24:02 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE