Trzeba zwiększyć elastyczność procedur i selekcji projektów

  • Nowy Przemysł (Katarzyna Walterska)
  • 15-03-2012
  • drukuj
Wydatkowanie środków unijnych na lata 2014-20 będzie wymagało jeszcze większego wysiłku biurokratycznego, a niekoniecznie wywoła silniejszy impuls rozwojowy w Polsce - mówi prof. Jerzy Hausner.
Trzeba zwiększyć elastyczność procedur i selekcji projektów

Pod koniec lutego opublikował pan raport „Kurs na innowację. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu?". Czy tę publikację można potraktować jako „Plan Hausnera II"?


Jerzy Hausner:
Kategorycznie nie. To praca zespołowa (7 równorzędnych autorów) - diagnoza i rekomendacje pisane z pozycji zaangażowanych publicznie ekspertów oraz spojrzenie na znacznie szerszy zakres spraw - nie na jedno kluczowe zagadnienie, ale na szereg problemów, w tym związanych z funkcjonowaniem państwa i administracji publicznej. To głos w debacie publicznej, a nie program rządowy.

W Unii trwa debata na temat nowego modelu Europejskiej Polityki Spójności na lata 2014-2020. Jaka powinna być w tym rola Polski?

- Polska powinna w niej uczestniczyć niezwykle aktywnie, mając na uwadze z jednej strony zdolność rozwojową całej Unii, a z drugiej - własny model członkostwa w „odnowionej" Europie. Raport to głos w tej debacie.

Aby wyjść z rozwojowego dryfu, należy doprowadzić do ukształtowania nowego modelu rozwoju społeczno-gospodarczego Polski. A to wymaga, aby środki wspierające przedsiębiorstwa były kierowane na faktycznie innowacyjne przedsięwzięcia. Trzeba też zwiększyć elastyczność procedur i selekcji projektów, tym bardziej że część zmian proponowanych w EPS będzie hamowała wykorzystanie naszego potencjału rozwojowego i utrudni zagospodarowanie pieniędzy, które pozyskamy z UE. W sumie planowane na lata 2014-20 rozwiązania są gorsze niż obowiązujące. Pod hasłem uproszczenia procedur kryje się obszerniejsza dokumentacja i sprawozdawczość. Wydatkowanie środków unijnych będzie wymagało jeszcze większego wysiłku biurokratycznego, a niekoniecznie wywoła silniejszy impuls rozwojowy w Polsce.

Czy teraz, z perspektywy lat, nie żałuje pan, że Plan Hausnera został zrealizowany tylko w niewielkim stopniu?

- Słowo „żałuję" nie jest w tym wypadku właściwe. Nie chciałbym, aby powstało wrażenie, że mam z tego tytułu jakąś satysfakcję. Przeciwnie, mam poczucie niewykorzystania pewnej szansy, ale nie w sensie osobistej korzyści, tylko szansy wspólnej, zbiorowej. Często słyszę opinie, że gdyby tamten plan udało się w pełni zrealizować, to Polska byłaby w dużo korzystniejszym miejscu. Podzielam ten pogląd. Faktycznie szkoda, że się nie udało.

Gdyby przeprowadzono wszystkie cięcia, które pan proponował, to w tej chwili nie mielibyśmy takiego problemu z deficytem budżetowym.

- Na pewno mielibyśmy zdecydowanie mniejszy deficyt, ale muszę sprostować, że nigdy nie używałem słowa cięcia i ich faktycznie nie proponowałem. Ciąć to znaczy absolutnie zmniejszać. Ja natomiast proponowałem zmniejszanie dynamiki wydatków, czyli ograniczanie ich wzrostu. A to jest zasadnicza różnica. Nie uważam, że propozycja cięć oznacza coś złego, ale to jest tak mocne posunięcie, niemalże chirurgiczne, że powinno być zastosowane wtedy, gdy zawiodły metody mniej inwazyjne.

Czy leczeniem inwazyjnym jest reforma OFE?

- Leczeniem inwazyjnym jest absolutne ograniczanie wydatków. Moja propozycja polegała na tym, żeby w momencie, w którym stało się jasne, że nasze problemy mają charakter strukturalny, a nie koniunkturalny, naprawiać finanse publiczne na ścieżce odbudowania wzrostu i ograniczenia dynamiki wydatków.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE